Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 23 min czytania

kraniec

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Największa sztuczka diabla było wmówienie ludzkości, że nie istnieje!

Kamil Gruba 10.03.2008

Prologos:

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co by było, gdyby w twoim umyśle, nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się ktoś obcy? Inna postać, o której miałbyś wyobrażenie niepohamowanej siły, baku wiary we wszystko dookoła, a nawet tego, że zdolna jest tobą kierować. To wariactwo-myślisz, ale czy to, że Ziemia krąży wokół Słońca, nie było kiedyś dla ludzi wariactwem, a myśliciela, który to stwierdził, nie okrzyknięto głupcem? Ludzie boją się tego, czego nie znają, a nie znają siebie. Czy ty, możesz tak powiedzieć? Proste zdanie, będące vademecum na obcość w umyśle- „znam siebie”. Zastanówmy się. Czy jeśli zechcesz, możesz wyobrazić sobie coś tak realnego, że byłbyś w stanie w to uwierzyć? Jeśli tak, jesteś na dobrej drodze do poznania. Czy jednak powiedziałem, że droga ta jest słuszna? Poznanie to wiedza, którą wielu chciało by posiąść dla własnych ambicji, władzy, pomocy pozostałym. Pomyśl jednak, o ile lepsza jest niewiedza przed niepoznanym. Błogostan w którym panuje carpe diem i liczy się tylko ta chwila, w której obecnie egzystujesz. Nie potrzebny ci postęp, ta sucha namiętność człowieka do polepszania świata. I nagle zjawia się ktoś, kto pokazuje ci zupełnie inną drogę i to, co tak naprawdę jest ci przeznaczone. Boisz się tego, co niesie nieznajomy. To może być zarówno dobro, jak i śmierć. Jeśli jeszcze nie rozumiesz, to znaczy, że na szczęście kroczysz drogą niewiedzy. Do czasu…

04.06.

W nocy zadzwonił telefon. Obudziłem się momentalnie. Nienawidzę nocnych telefonów. Są jak koszmar na jawie, albo żywy horror- zawsze zwiastują coś złego. Szybko wstałem z łóżka i popędziłem na korytarz. Nie wiem dlaczego, ale czułem, że to coś ważnego. Prawą ręką zapaliłem światło. Jarzeniówki oświetliły pomalowany na żółto, jak gdyby tunel, ze starymi płytkami PCV w podłodze, w połowie którego, na drewnianym stoliku, stał telefon. Odgłos zbudził tylko mnie. Nawet pielęgniarki, mające dyżur nocny, spały mocno w dyżurce. Na ścianie zauważyłem zegar. Wskazywał 2.46. W pewnej chwili, gdy zbliżyłem się do telefonu, miałem wrażenie, że na sekundę, może dwie, jego tykanie ustało. Podniosłem słuchawkę. Ręka drżała mi jak zwykle, gdy o tej porze odbierałem telefon. W umyśle kołatały jedynie czarne myśli. Już dostawiałem ucho do słuchawki, chcąc wydusić z siebie jakiekolwiek słowo, gdy coś szarpnęło mnie za rękę. W sekundzie oblał mnie zimny pot, zrobiłem krok w tył. Wracaj do siebie- powiedziała pielęgniarka, w międzyczasie zabierając mi słuchawkę. Bez słowa odwróciłem się się na pięcie i odszedłem powoli. Nawet nie usłyszałem, jak podeszła. Jak gdyby pojawiła się zupełnie znikąd. Halo. Halo?!- usłyszałem za sobą zdenerwowany głos dyżurnej. Powtórzyła kilkakrotnie to proste słowo, wypowiadane praktycznie na początku każdej rozmowy telefonicznej, mlasnęła głośno i odłożyła słuchawkę. Położyłem się znów w zimnym już teraz łóżku, przykryłem kołdrą po samą szyję i splotłem ręce za głową., Na wprost mnie okno- lekko uchylone- dawało wymiar wolności. Wolności jak najbardziej pozornej, gdyż tuż za linią progu okiennego widniały czarne pręty. Kraty nie służyły więzieniu ludzi w tym dziwnym budynku. Wręcz przeciwnie- miały chronić lokatorów przed ingerencją z zewnątrz. Cóż to jednak za ochrona, kiedy psychika nakazuje ci uczucie zniewolenia. W natłoku codziennych spraw, człowiek zapomina o kratach, widząc tylko to, co jest teraz, przy nim, przed nim, blisko. Nie sięga dalej, za obramowania okien, bo po co? Wystarcza mu to, co ma w tej chwili- pozorna wolność. Krystian- usłyszałem zaraz, gdy przymknąłem oczy, na powrót chcąc wrócić w błogi stan snu- Czy ten telefon miał być do ciebie? Nie widziałem w tej chwili jej twarzy. Drzwi na korytarz były tylko na wpół uchylone, ale minę pielęgniarki mam wyrytą w pamięci niczym ojca czy matkę. Zawsze robią to samo- boją się mnie i za każdym razem słyszę to samo: „ Czy ten telefon miał być do ciebie?” Głos drży im, jak gdyby miały przed sobą samego diabła, który już chciałby wedrzeć się w ich dusze. Nie- odparłem tylko, po czym odwróciłem się na bok, zamknąłem oczy i czekałem aż sobie pójdzie. Słyszałem jej kroki. Podeszłą jeszcze do okna, jakby bała się, że za kratą czai się jakieś zło, którego nie będzie w stanie powstrzymać. Wyśpij się- dodała tylko- jutro masz rozmowę z lekarzem. Zamknęła po cichu drzwi, a kroki już po chwili ustały. Położyłem się znów na plecach w pozycji sprzed jej przyjścia. Lekarz, znów to samo- wymamrotałem w myślach. Nie wiem dlaczego, ale miałem rażenie, że ten telefon jest właśnie do mnie. Tylko jak miałem jej powiedzieć. Uznała by, ze całkiem zwariowałem. I tak połowa ludzi z którymi tu rozmawiałem, ma mnie za wariata. Ale coś takiego się czuje, w sercu, bardzo głęboko. Zasnąłem. Noc to najlepsza część doby, bo tylko podczas niej tak naprawdę odpoczywasz. Wtedy to świadomość wychodzi poza granice realiów, abyś mógł poczuć się kimkolwiek. Tak, to sen nadaje życiu emocjonalność, bowiem tylko on może być tak mocno zakorzeniony, żeby wydawać się prawdą. Czy nie miałeś kiedyś snu, który byłbym większym odzwierciedleniem świata, niż sama rzeczywistość? Wierzył byś we wszystko, co się w nim dzieje, niczym małe dziecko, nie potrafiąc odróżnić dobra od zła. Przebudzenie jest jedynym ratunkiem.

05.06.

Obudziłem się wyspany. Ostatnio rzadko mi się to zdarzało. Spojrzałem na zegarek- za dziesięć siódma. Usiadłem na łóżku, zerknąłem na okno. To tak, jak gdybym chciał po prostu wstać i wyfrunąć z tego miejsca. Właśnie w tej chwili to uczyniłem. Ciało zostało, ale myślami byłem daleko poza wszelką ingerencją człowieka. Tam, wysoko w górze, gdzie dostęp mają jedynie wybrani, którzy nie doświadczają już brzemienia żywota. Momentalnie naszła mnie nowa myśl. Co będzie dalej? Ile będą mnie tu trzymać bez dostępu do świata. Ile czasu mają zamiar ukrywać mnie przed tymi, którzy chcą być może dokończyć zadanie. W jednej chwili stałem się pępkiem mojego małego świata. A przecież nigdy wcześniej się tak nie czułem. Punktualnie o 8 przyszła do mojego pokoju pielęgniarka. Chłopaki zaczęli mnie wypytywać, czemu mam osobny pokój (izolatkę), a nie jestem tak jak oni- na dwudziestoosobowej sali. Zawsze odpowiadam, że nie wiem. Tak mi kazano, kiedy tu trafiłem- od wszystkiego trzymać się z daleka, zawsze umywać ręce. Ale przez to, niektórzy wcale się do mnie nie odzywają, jakbym był jakiś trędowaty. W taki sposób ciężko jest się z kimś zaprzyjaźnić, a w takim miejscu jak to nie ma nic gorszego niż samotność. Wszedłem na piąte piętro. Nie chciało mi się czekać na windę. Po prawej stronie eleganckiego korytarza pokój 512. Rozejrzałem się wokoło. Na końcu korytarza stała rzeźba, przypominają grecki Dyskobol, jednakże sporo mniejsza niż oryginał, natomiast obok niej, w rzędzie po dwa drewniane krzesła, obite czerwonym materiałem. Światło odbijało się od wypolerowanej posadzki, dając wrażenie niebywałej elegancji. Całość, wraz z pomalowanymi na biało ścianami, idealnie oddawała charakter tego miejsca. Znów poczułem się jak w jakimś horrorze, gdzie w dzień dom napawa lokatorów nieprzeniknionym urokiem, aby w nocy pozbawić ich życia, gdy będą śnić marzenia. Zapukałem i wręcz natychmiast usłyszałem kluczowe- „wejść” Przy biurku siedział mężczyzna, wieku około 40 lat, w okularach. W ręku trzymał chusteczkę, którą nerwowo otarł czoło, po czym wskazał mi ręką krzesło naprzeciw niego. Usiadłem i zacząłem się rozglądać. Nigdy jeszcze nie byłem w tym gabinecie. Był chyba najbardziej dostojny ze wszystkich, które tu widziałem. Na ścianie po mojej lewej wisiał wielki portret Napoleona, przede mną ogromne okno( z kratami oczywiście), otwarte na wpół, z falbowaną firanką, podwiewającą od czasu do czasu za winą lekkiego przeciągu. Po prawej kanapa ze stolikiem do kawy i dwoma skórzanymi fotelami. Na podłodze dywan z barwne, roślinne ornamenty, którego środkowa część znajdowała się pod biurkiem lekarza. On sam, jak mi się zdawało, idealnie pasował do tła. Jak gdyby to on urządzał pod siebie to wnętrze, a przecież nigdy wcześniej go nie widziałem nawet w tym budynku. Dystyngowany wyraz twarzy, inteligencja bijąca z oczu, a do tego lekki uśmieszek, od razu dający wyczuć unoszącą się w powietrzu ironię. Tak ja go widziałem. A więc Krystianie- przemówił swobodnym, dość niskim tonem- jak samopoczucie ostatnio?- wzruszyłem ramionami- Ze snem wszystko w porządku? Jeśli nie, przepisze ci jakieś leki nasenne. Nie rozumiem- odparłem od razu, kiedy skończył mówić. Pielęgniarka doniosła mi o nocnych telefonach. Czy to nie dziwne, że to ty za każdym razem jesteś pierwszy przy słuchawce? Może i tak, ale chyba nie to, że mam jakieś problemy ze snem jest przyczyną pana wizyty tutaj? Znieruchomiał na moment. Myślał zapewne, ze będzie mnie obrzucał zarzutami i wypytywał o wszystko, a ja będę niczym słup soli- głuchy i ślepy na to, co się dzieje wokół. Tak, tak…- dodał, po czym wyciągnął z szuflady jakieś papiery w segregatorze i zaczął je powoli przeglądać. Cały czas uderzał mnie jego spokój. Zachowywał się niczym detektyw w powieści kryminalnej: pewny siebie, jakby znał rozwiązanie zagadki zanim się zaczęła na dobre. - Dobrze, przejdę od razu do rzeczy. Jestem lekarzem sądowym i mam sprawdzić, czy wszystko u ciebie gra. Rozumiesz o czym mówię? Oparłem się wygodniej i wyprostowałem nogi. Wyluzowałem się. Chciałem tym samym dać wyraz tego, że nie musi mnie badać, bo wszystko jest w jak najlepszym porządku. Spojrzałem w jego niebieskie oczy, na co on ponownie wziął husteczkę i wytarł czoło. Nie odparłem ani słowa. Czekałem na jego reakcję. - Dobrze więc.- zaczął wreszcie- Widzę, że nie musimy przepisywać żadnych dodatkowych leków, ale nalegam, abyś brał te tabletki na noc- pochylił się lekko, po czym wyjął z teczki leżącej na krzesełku obok plastikowe opakowanie tabletek. Wziąłem je bez wahania, potrząsnąłem nią, aby zagrzechotała mocno i uśmiechnąłem się. On nie odwzajemnił uczucia. - To by było na tyle, jeśli chodzi o mnie, ale jest jeszcze ktoś, kto chce z tobą porozmawiać. - tu wziął głębszy wdech, jak gdyby szykował się do szybkiego wymówienia dużej ilości słów- Doktor Ilona Kęs zaraz przyjdzie. - wstał i podał mi dłoń- zapewne ją pamiętasz. Miałeś u niej rozmowę zaraz po zajściu. Wrzucił hustkę do kosza i wyszedł. Nie obejrzałem się nawet za nim. Nie lubię go. Chce być kimś ważniejszym i nie pasuje mu praca jaką zmuszony jest wykonywać. Zmuszony, bo nie wygląda na kogoś, kto cieszy się tym, co robi. Podszedłem do okna. Jakaś grupa wychodziła na spacer. Zawsze kazano im ustawiać się w parach, bo inaczej nici z wyjścia. Nam też, kiedy wychodzimy, a mam już przecież 18 lat. To chyba nigdy się nie skończy. Ludzie zawsze chcą mieć wszystko pod kontrolą i uporządkowane w każdy możliwy sposób. Nie widzą, że to może być złe, bo odbiera swobodę działania. - Krystian- usłyszałem nagle. Kobiecy głos wyrwał mnie z uroku rozmyślań. Obróciłem się. Przede mną stała doktor Ilona- kobieta w wieku może 40 lat, ubrana w długą spódnicę i bluzkę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%