Fantasy · 8 min czytania
krasnal Eustachy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdyby istniały sierocińce dla krasnali Eustachy byłby jak nic wychowankiem takiej instytucji. Z jego oczków krasnalowych wyzierała taka żałości i bida okrutna, że ktoby w nie spojrzał choćby i na chwilunie padłby żalem ścięty okrutnym. Jednakowoż na szczęście nikt w nie patrzył - poza tym były tak bardzo zarośnięte krzaczastymi, posklejanymi brudem brwiami ,ze ni cholery ich nie można było dojrzeć. Eustachy nieszczególnie wspominał dzieciństwo. Odkąd sięgał wstecz krótką krasnalą pamięcią szwędał się ze szczurami po kanałach i grzebał po śmietnikach. Nie było w tym niczego szczególnego. Nikt inny nie chce zadawać się z krasnalami. Szczury równie jak krasnale nienawidzą skrzatów, nie przeszkadza im smród i zjedzą wszystko. Poza tym od wieków łączy ich wspólnota interesów. Jeśli słyszysz o tym jak to bardzo inteligentne i sprytne są szczury, że potrafią się włamać nawet do zamkniętych pomieszczeń – nie wierz w te idiotyzmy. To znaczy ze w stadzie działa krasnal. Od wieków łącząc szczurzy węch i sprawne łapy krasnala obie nacje potrafią nawzajem się wyżywić. Oczywiście w niektórych kręgach uważa się ich za najgorszą z możliwych kombinacji. Eustachego obudził smród okrutny. Zawinięty w brudną szmatę szarpał się czas jakiś bluzgając szpetnie nim wyrwał się na zewnątrz. Od razu ugrzązł był w śmieciach po pas. Stopa zapadła mu się w jakąś lepką papkę. Chwycił się dłońmi krawędzi kontenera i wściekły podciągnał wyrywając stopę. Onuca ostała się w mazi. ZAmoczył brudną łape w mazi i polizał kilka razy, chwile potrwało nim zdefiniował rzecz niejadalnie zdecydowanie. Powoli wystawił rozczochrany łeb przez otwarty właz śmietnika i rozejrzał zaspanymi oczkami. W zaułku nie było nikogo. Przez noc napadało trochę śniegu. Wszystko wyglądało czysto i nieswojo. Wszedł powrotem w głąb kontenera i odszukał ścierę. Wytargał ją i jak codziennie rano ze jękiem wdrapał się na krawędź kontenera. Zeskoczył na hałdę potłuczonych cegieł. Skok byłby przykładem wzorowej figury gimnastycznej gdyby nie dwie nad wyraz nieprzyjemne okoliczności. Po pierwsze uno śnieg pokrył niesprawiedliwie równo wszystkie wystające wte i wewte ostre końcówki cegieł i dachówek. Drugim uno była brudna i goła stopa krasnala. Pierwsze primo spotkało się dość intensywnie z drugim i owocem owej konfrontacji było toczące się w dół po hałdzie kudłate, ryczące, wściekłe coś. Przez cały okres toczenia Eustachy usiłował bezowocnie przekląć szpetnie. Jednakowoż udało mu się to dopiero, gdy zapadł się z paskudnym „pac” w płytki śnieg i znieruchomiał. W zaułku zaległa znów cisza niedzielnego poranka. Eustachy trwał w bezruchu. System nerwowy krasnala nieporadnie budził się odbierając z solidnym opóźnieniem ból poharatanej stopy. Odczucia opóźniał dochodzące do zapitego mózgu poczucie zimna. Czas jakiś minął nim Eustachy uznał ze nie ma sensu dalej udawać, ze nie leży mordą w śniegu. Z kolejnym porannym jękiem wstał i siadł w śniegu okrakiem. Przetarł poobcieraną stopę śniegiem, splunął na co głębsze skaleczenia zieloną flegmą i zawinął nogę w wyszarpana z kontenera szmatę. Wstał i otrzepał się ze śniegu. Powoli głębiej, pod przejmującym poczuciem, że zżarł wczoraj coś paskudnego i pewnie żywego, co koniecznie chce wyjść ta samą drogą i bólem łba pojawiać się zaczęło jakieś nowe odczucie. Eustachy poczuł głód. Tak, jedynie krasnoludy potrafią czuć jednocześnie i mdłości i głód. To jedna z tych cech, dla których niesprawiedliwie inne nacje czują do nich obrzydzenie. Potęguje je absolutny, krasnoludki brak jakichkolwiek przejawów higieny osobistej