Fantasy · 10 min czytania
Krasnoluda wędrówki po Nadziemiu- Rozdział I cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I Wywiad Magiczny Krasnolud Thru’va przeciskając się przez tłum istot ze wszystkich chyba magicznych ras, rozglądał się ciekawie. W ciemnym zaułku dwa małe elfy, mające pewnie po dziesięć lat, wyczarowywały właśnie miniaturowego czarnego smoka.Dwóch strażników prowadziło wyrywającego się gnoma. Rudy hobbit zręcznie okradał nadętego złotego elfa. W każdym innym wypadku Thru’va coś by zrobił, ale że ofiarą był złoty elf…Krasnolud minął dwa bawiące się w czarodziei małe elfy, teraz już zupełnie łyse. Widocznie smok, nawet magiczny i miniaturowy, zachowywał się normalnie. Thru’va dotarł wreszcie do siedziby Wywiadu Magicznego. Przeszedł obok uśmiechniętej szarej elfki i otworzył drzwi ze złotym napisem: „Przepustki”. Pokazał zlecenie zadania i natychmiast dostał przepustkę. Tylko ten żółty kawałek papieru umożliwiał wyjście na powierzchnię. Bez niego było to niemożliwe. Przynajmniej teoretycznie. Praktycznie-istniało sporo nielegalnych szybów, którymi wydostawali się amatorzy wycieczek. Za takie coś jednak groziło w Ukrytym Królestwie do 40 lat więzienia. Dużo, nawet jak na długowieczne Starsze Rasy.Po odebraniu przepustki Thru’va wszedł do gabinetu Szefa: - Witaj krasnoludzie! - Gdzie ci idioci, co mam ich ze sobą wziąć?- Thru’va nie zamierzał odpowiedzieć na pozdrowienie. - Zaraz będą. - Kto, tak konkretnie?- Glirdhun. Nowy. - Nie znam go. Jakim cudem dostał się do Wywiadu?! - Jakiś krewniak senatora Ectfeliona. - A rozumiem… Staruszek postanowił, że wesprze swojego krewniaka? Niedojdę pewnie. Jak zresztą sam Ectfelion. - Thru’va, twoje zachowanie przechodzi wszelkie granice!
* * * * * * * * * *
Krasnolud był niski, krępy. Twarz prawie kwadratowa, ozdobiona długą brodą. Godzinę wcześniej Thru’va siedział na łóżku i ostrzył swój mały toporek. Toporek wykonany ze szczerego mithrilu. Na trzydzieści kroków uciszał ciężkozbrojnego. Dyskretnie, spokojnie. Dlatego Thru’va był jedynym krasnoludem przyjętym do Wywiadu Magicznego. Przyjmowali tylko elfy i niziołki. Chociaż Ludzie Tam Na Górze nie widzieli Starszych Ludów, to czasem mogli je usłyszeć. Thru’vy usłyszeć się nie dało. Poruszał się bezszelestnie. Zazwyczaj krasnoludy pracowały w kuźni. Uczyły się kowalstwa od małego. Thru’va był inny. Nigdy nie lubił wyrabiać broni. Był niesłychanie szybki- rzecz niezwykle rzadka u Brodatego Ludu. To sprawiło, że został przyjęty do Wywiadu. A teraz ostrzył toporek i zastanawiał się nad kolejnym zadaniem… * * * * * * * * * *
Thru’va tylko w domu mógł sobie pozwolić na spokojne przemyślenie zadania. Oto w Nadziemiu, w Polsce, Dobrzyna- biedna, lecz młoda i ładna mieszczka, (czyli, jak mówią krasnoludy- na dorobku) przygarnęła rannego żołnierza rosyjskiego. Starsze Ludy obawiały się, że Rosjanin, gdy wyzdrowieje, wróci do swoich i doniesie o sytuacji w Kraju Tam Na Górze. To była jeszcze jedna nazwa tej części Nadziemia, która leżała najbliżej Ukrytego Królestwa. Dokładniej mówiąc- nad nim. Inna nazwa Polski. A Starsze Ludy bały się napadu Rosjan na Polskę. Właściwie było im obojętne, kto rządził tymi ziemiami, ale nie mogli być to Rosjanie. Oni, bowiem widzieli Starsze Ludy… Szczególnie po pijanemu. Jak to było możliwe? Nad odpowiedzią na to pytanie biedził się cały Wydział Elfich Sił Informacyjnych...Zadanie Thru’vy było niezwykle prosto określone: „Rosjanin ma zniknąć. Na zawsze. Najlepiej tak, aby nikt, a nawet on sam, tego nie zauważył. Zanim dostanie się w ręce Bractwa Podwójnego Topora.” Taak… Bractwo Podwójnego Topora nie mogło złapać tego Rosjanina. Na przesłuchaniu na pewno powiedziałby coś o stanie rosyjskiej armii. Nie leżało w interesie Starszych Ludów, aby Bractwo Podwójnego Topora było uzbrojone. Kiedyś miało przymusowo przejść na stronę Dobra. Ale przedtem dobrze by było, gdyby z ich ręki padło trochę najeźdźców. To dlatego Starsze Ludy dotąd nie rozwiązały tajemniczej organizacji. Choć miały i nadal mają nad nim przewagę. Bractwo jest potrzebne. Do czasu. Tak, więc Rosjanin musi zniknąć.„Pewnie znowu dadzą mi do pomocy jakiegoś głupiego niziołka”- rozmyślał krasnolud- „Ile razy im mówiłem, że drzwi można łatwo wyważyć toporem? A oni ciągle: ‘nie i nie, weźmiesz ze sobą niziołka, na pewno się przyda’. I jeszcze do tego z pewnością trafi mi się jakiś nadęty elf. Większość elfów, z jakimi pracowałem była nadęta. Co z tego, że najlepiej potrafią czarować? Toporek można zabrać. Tak jak sakiewkę. Podłożyć nóż. Każdy człowiek pomyśli, że to złodzieje Rosjanina uciszyli. I po co tu magia teleportacyjna?”„Już czas”- zdecydował, po czym włożył toporek za pas i wyszedł.Ulica była jasno oświetlona. Prawdę mówiąc, była zawsze jasno oświetlona, czy to w dzień czy w nocy. Elficcy magowie, kasta bardzo leniwa, jednogłośnie orzekli, że włączanie i wyłączanie świateł w całym Ukrytym Królestwie jest bardzo czasochłonne i mija się z celem. Thru’va