Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 15 min czytania

Kreatorzy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Piskliwy dźwięk wdarł się do uszu Witalija. Zerwał się z materaca szukając po omacku smartfona. „Gdzie on do cholery jest” – powtarzał w myślach. Wreszcie ocknął się na tyle, że zdołał zidentyfikować skąd dochodzi sygnał i wygrzebał urządzenie spod sterty ubrań. Spojrzał na wyświetlacz. Była jedenasta. Dlaczego ustawił budzik w ten sposób? Czyżby miał coś do zrobienia po południu? Usiadł na podłodze obejmując głowę dłońmi, musiał się skupić i przypomnieć sobie poprzednią noc. Miał kaca, więc musiał wczoraj coś pić, ale nie planował takich rozrywek, gdyż w przeciwnym razie zażyłby jakiś środek zapobiegawczy. Znajomi wyśmiewali go z powodu jego słabej głowy. „Jesteś przecież Rosjaninem Witalij, powinieneś przepijać nas wszystkich” – kwitował te uwagi uśmiechem ironii. Nie musiał niczego udowadniać przed nikim, miał dwadzieścia siedem lat i był najlepszy w swoim fachu. Przynajmniej raz w miesiącu otrzymywał zaproszenie od kogoś z BBC, chcieli go bardzo, ale i tak nie byli w stanie przebić oferty ChinaMed. Robił, więc swoje, a kochał tę pracę. Musiał przejrzeć historię połączeń i widomości, może zrobił jakieś zdjęcia, albo coś nagrał – ale najpierw woda. Otworzył lodówkę i uśmiechnął się. Obsługa hotelu sprawiła się świetnie, będzie musiał im zostawić solidny napiwek. Meksykańska Tequila, japońska woda mineralna i trzy lodowate butelki Kinleya – sprawdzili dokładnie jego profil klienta. Wychylił łapczywie pierwszą butelkę. Poczuł orzeźwienie i zdawało mu się, że jego umysł zaczął odzyskiwać jasność, kiedy usłyszał pierwsze takty „Walca kwiatów” Czajkowskiego. Dzwonił sam szef, tylko na niego miał ustawiony ten dzwonek. Nienawidził telefonów z samej góry, liczył, że jego ukochany kompozytor poprawi mu odrobinę nastrój przed nieprzyjemnymi rozmowami. - Tak? – odezwał się do słuchawki. - Kurwa Witalij! Co się dzieje?! Widzę, że żyjesz skoro odebrałeś. Od czterech godzin próbuję się z tobą połączyć! - Wybacz Hans, spałem. Wypiłem wczoraj chyba zbyt dużo, nie planowałem nic na dziś, więc … - Świetnie, Witalij, kurwa świetnie! Ktoś inny planował. Cztery godziny temu wykoleił się pociąg na stacji w Berlinie. Wszystkie agencje już o tym trąbią, zaspaliśmy dwadzieścia minut. Jak kurwa mogłeś to przeoczyć?! Dwadzieścia minut! - Cholera! – Mózg Witalija wszedł na przyspieszone obroty, zapomniał o kacu, jego życie znów wróciło na właściwe tory. – Kto nas reprezentuje? - Najbliżej mieliśmy Anie – ze smutkiem w głosie powiedział Hans. - Cholera. - Tak właśnie, cholera. Najbardziej zielona dziennikarka w europejskiej ekipie, aż mnie skręcało, kiedy oglądałem jej relacje, ale jakoś dała radę. Witalij westchnął do słuchawki. - Jesteś teraz w Pradze, wpadnij do mnie, Lin zarezerwuje ci bilet do Londynu. - Kolejowy? – Witalij zaśmiał się nerwowo. - To poważna sprawa, zachowaj żarty dla siebie. Ktoś zrobił niezłego newsa i dokopał nam porządnie. Dowiesz się, czyja to robota i pójdziemy na wojnę. - Jest, aż tak źle? - Nie wiem, ale chcę się przygotować na najgorsze. Powstał najlepszy news od dwóch miesięcy, to wygląda poważnie. Czekam na ciebie dziś wieczorem. Trzymaj się. - Ty też Hans – Witalij wyłączył smartfona. Usiadł na materacu i patrzył przez chwilę w otwartą lodówkę.

Lin nie była łaskawa, dwie minuty po rozmowie z szefem przesłała Witalijowi bilet na pociąg o dwunastej piętnaście, miał niewiele czasu, ale ucieszył się. Hotel był bardzo blisko dworca, a on zdawał sobie sprawę, że musi się spieszyć. Błyskawicznie wziął prysznic, ubrał się, spakował i wybiegł z hotelu. Gdy znalazł się na peronie miał jeszcze dziesięć minut, akurat tyle by się wymeldować i opłacić pobyt. Już miał schować smartfona do kieszeni płaszcza, kiedy przypomniał sobie, że powinien przejrzeć skrzynkę w komunikatorze. Żywił nadzieję, że przypomni sobie coś z poprzedniej nocy. Nie dzwonił do nikogo, ale wysłał dwie wiadomości tekstowe na nieznany numer. Pierwsza była dość lakoniczna. – [Jestem w łazience, zaraz wracam]. Do kogo ją wysłał, wytężył umysł. Coś mu zaświtało. Wysoka blondynka, niebieskie soczewki, garnitur stylizowany na męski – to nie była prostytutka. Podjechał pociąg. Odnalazł numer swojego miejsca, rozsiadł się wygodnie przy oknie, torbę położył na siedzeniu obok. Otworzył drugą wiadomość. [Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. Czuję, że może być z tego coś więcej] – wysłał ją o trzeciej nad ranem. - Cholera – powiedział na głos. Nigdy nie pisał, ani nie mówił czegoś takiego kobietom, nie musiał uwodzić. Kiedy potrzebował towarzystwa wynajmował call girl z zaprzyjaźnionej agencji, a gdy miał ochotę wyłącznie na seks, korzystał z usług prostytutek. Poza tym wielokrotnie przekonał się, na szczęście nie na własnej skórze, że takie gierki źle się kończą. Ta kobieta musiała nieźle zakręcić mu w głowie. Ona albo kolorowe drinki, które wypił. Miał jedną odebraną wiadomość, odpisała zaledwie minutę po jego drugim smsie. [Dla mnie ten wieczór też był cudowny. Odezwę się do ciebie, już tęsknię]. Przełknął ślinę. „Żeby to była tylko czcza obietnica” – pomyślał. Sytuacja była dość dziwna, ale miał w tym momencie poważniejsze sprawy na głowie. W Berlinie wykoleił się pociąg, a jego tam nie było, ich agencja się spóźniła prawie dwadzieścia minut, nie zdarzyło im się to ani razu po fuzji z RussiaTV. Wyjął z torby tableta – musiał dogłębnie zbadać temat. Założył na uszy słuchawki, nie chciał aby cokolwiek go rozpraszało i wszedł do sieci. Z każdą chwilą rosła jego wściekłość i irytacja. Pociąg z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę wjechał na peron, na którym stał remontowany wagon, nie zadziałały hamulce, a komputer przestawił zwrotnicę. Jak do cholery tor w superszybkim pociągu mógł być przestawiony i dlaczego pociąg nie wyhamował. Serwisy internetowe prześcigały się w spekulacjach. Zamach cyberterrorystów, awaria systemu, działanie tajnych służb – wszystko było możliwe. Ogrom tragedii przytłoczył Europę, od wielu lat nie zdarzyło się nic podobnego, trzydziestu dwóch zabitych i ponad siedemdziesiąt osób rannych, w tym kilkanaście w stanie krytycznym, i Witalija tam nie było. Niemal miał łzy w oczach. Zapomniał o tajemniczej kobiecie, liczyła się tylko jego porażka i wiedział, że nikt inny nie jest temu winien. Nigdy nie spóźnił się więcej niż pięć minut na najważniejsze wydarzenia, jeśli nie były to jego wydarzenia. Właśnie dlatego tak bardzo go chcieli w BBC i CNN, nie dlatego, że był najlepszym kreatorem na świecie, zawsze, musi być jeden najlepszy, ale dlatego, że podążał o krok za pozostałymi. Miał nosa, potrafił wyczuć najważniejsze newsy, to było jak przewidywanie pogody, wystarczyło dobrze zbierać materiały, analizować je i wybierać najpewniejsze. Poza tym siatka jego informatorów oplatała całą Europę. Dlaczego do cholery nikt nie przewidział wypadku? Czytał informacje, przeglądał nagrania z pierwszych transmisji i był pewien, że za tym newsem stał jakiś kreator. To była genialna robota. Należało się teraz dowiedzieć, czyjej korporacji to dzieło i czy jest to jakiś złoty strzał, czy też ktoś szykuje dłuższą batalie, aby wyrzucić z siodła ChinaMed.

Witalij około osiemnastej wsiadł do windy londyńskiego wieżowca, na którego ostatnich trzech piętrach znajdowała się siedziba europejskiego oddziału jego firmy. W pociągu zjadł obiad i wypił

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kreatorzy — czytnik · opowiadania