Zbrodnia · 2 min czytania
Kres
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wyciągam swoją siną rękę Całą martwą od ciągłego życia Gładzę nią metalową lufę Błyszczącą w blasku księżyca Obrzucam ją wzrokiem Suchym jak piasek z dna morza I jak morze głębokim Nędzna istota Boża W magazynku ląduje pocisk Drgające białe paznokcie Zdrowy rozsądek wydaje pisk Który znika w beznadziejnym locie Serce pompuje więcej krwi Czarnej od spalonych uczuć Nagle zbliżają się ku sobie brwi Bo serce znów zaczyna kłuć Mózg jak zniszczona fabryka Produkuje sprzecznych myśli tysiące I każda powoli znika…