Fantasy · 14 min czytania
Kres wędrówki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Kres wędrówki{/b}
{i} I będziesz mi posłuszny a ja cię wyratuję Z wszelakich problemów i wszelakich zagrożeń. Ale służba u mnie jest trudna i nie każdy Może mi służyć. Ci jednak których wybiorę dostaną nagrodę. TKW 2,1-12 {/i}
Gdy słońce nieśmiało wychyliło się zza górskiej grani pierwsze promienie leciutko oświetliły grube chmury. Podstarzały orzeł leniwie szybował wysoko nad górami. Przyglądał się wspaniałemu wschodowi słońca. Czerwone, różowe i żółte refleksy upodabniały krajobraz do baśniowego, magicznego świata. Po chwili jednak cała tarcza słoneczna wyłoniła się zalewając wszystko czystym białym światłem. Róż i czerwień zniknęły. Orzeł szybko rozejrzał się po bezkresnym błękicie. Przestworza były puste. Był sam. Od wielu dni wzlatuje tu tuż przed świtem i obserwuje. Czasami widzi nikłe, niesłychanie dalekie czarne punkciki. Inne orły, albatrosy lub sokoły. Jednak równie często ma przestrzeń tylko dla siebie. Uwielbiał to uczucie. Ten ogrom. Lekką bryzę, ciepłe promienie słońca miał zawsze. Wystarczyło tylko przebić się przez chmury i lecieć, lecieć aż zacznie brakować tchu. Lecz te niezwykłe uczucie swobody i nieograniczoności miewał tylko o tej porze dnia. Nagle orzeł zaczął pikować. Coraz szybciej, coraz ostrzej. W końcu spadał prawie pionowo z zabójczą prędkością. Wbił się w górne warstwy chmur jak kamień rzucony do wody. Opór wilgotnych kłębów znacznie go spowolnił. Wreszcie wyleciał poniżej kolosalnego cumulusa. Przez chwilę kołował nad dolinkami i górskimi szczytami. Każdy krąg sprowadzał go coraz niżej. Mała dolinka, wcześniej nie widoczna ukazała się w całej okazałości. Na samym środku krzątał się samotny wędrowiec. Orzeł wylądował obok niego na zwalonym pieńku. Człowiek zwijał właśnie skórzany śpiwór i wkładał go do plecaka. Reszta była już spakowana, ognisko starannie wygaszone a resztki wczorajszej kolacji ułożone na trawie, tak jakby wędrowiec specjalnie je tak ułożył. -Aaaa... dobrze znowu cię widzieć, przyjacielu. – Rzekł i zrzucił kaptur. Był już w słusznym wieku, choć dobrze się trzymał. Wyjął z plecaka kawałek suszonego mięsa i rzucił go prosto w rozwarty dziób. -Nie musisz dziękować. I tak wiem, że wolisz świeże. Co u ciebie słychać. ..... mówisz, że mało ostatnio widujesz orlic!! W twoim wieku?! No wiesz co..... Tak, skoro tak mówisz. – Przez chwilę starzec milczał. Skończył się pakować i zaczął chodzić dookoła ptaka. Jego twarz przybrał poważny wyraz. W końcu zatrzymał się i zapytał – Kiedy? ....Co?! I mówisz mi to dopiero teraz? .... Jak to blisko?! Przecież to po drugiej stronie gór.... A tak, a widzisz gdzieś tutaj skrzydła? – Krzyknął i podniósł ręce do góry. Ptak patrzył prosto przed siebie, skulił łebek i czekał. Gdy mężczyzna skończył biadolić, podniósł się dumnie i prawie z pogardą rozłożył szeroko skrzydła. Potem niezgrabnie poczłapał i wreszcie ociężale uniósł się z ziemi. Towarzyszył temu śmiech wędrowca. Orzeł nabrał szybkości i zniknął za drzewami. Starzec jeszcze chwilę się śmiał, po czym mina mu nieco zrzedła. Zarzucił plecak na ramię i raźnym krokiem ruszył w górę zbocza.
Miał szczęście. Nie spodziewał się tego, lecz było mu to bardzo na rękę. Z drugiej strony jednak przywoływało wspomnienia. Wspomnienia szczęśliwe, które niestety miały tragiczny finał. Pod wieczór spotkał niemłodą już niewiastę. Zbierała chrust i gdy go zauważyła natychmiast zaproponowała gościnę. Oboje bardzo się zdziwili gdy spojrzeli na siebie. Przez chwile stali jak skamieniali. Ona uczyniła pierwszy ruch. Następnie padli sobie w objęcia i od tamtego momentu rozmowa zeszła na stare i nowe koleje ich losu. Oboje byli już w wieku kiedy tych pierwszych było dużo więcej niż drugich. Było już dobrze po zachodzie gdy wędrowiec podniósł się z drewnianej ławy i oznajmił, że idzie spać. -Teraz? Przecież zostało jeszcze tyle do powiedzenia! Przecież nie musisz się spieszyć. Mamy tak mało życia przed sobą, że nie musimy się już nigdzie spieszyć. -Wezwał mnie Ten, Który Wzywa. Mam mało czasu. Muszę się wyspać. -Znowu to samo!! Zawsze jest coś, co trzeba zrobić. Zawsze jest coś nam przeszkadza. Właśnie dlatego zrezygnowałam z cywilizacji i zamieszkałam na tym odludziu!!! Dlatego to wszystko się wydarzyło! -Uspokój się, kobieto! Obiecuje, że wrócę! To przecież blisko. Załatwię to szybko i pojutrze będę z powrotem. -Akurat. Zawsze tak było. Zresztą to niebezpieczne.... -Właściwie to nie. Mam tylko rzucić kamieniem. -Jak to kamieniem? O co chodzi? -No.... nie wiem dokładnie. Ale wiesz jak jest? -Tak! Jasna cholera, że wiem! Idziesz tam i jak moment będzie odpowiedni to będziesz wiedziała co robić. Dobra idź!!! Ale jak mi się tu nie pokażesz za trzy dni to cię odszukam i uduszę!! Obiecuję! -Dobrze, już dobrze. O co ci właściwie chodzi? -Cholera! Już raz cię straciłam i nie chce po raz wtóry! -Co...? A o.... – Nie zdążył dokończyć bo kobieta gwałtownie pocałowała go w usta. Przywarli do siebie. Ich usta szybko się uspokoiły i teraz delikatnie, powoli błądziły po sobie nawzajem. Ramiona mężczyzny oplotły wątłą postać kobiety.
Było zimno i wilgotno. Ciężkie opary mgły spływały z gór pokrywając las lepkimi, mokrymi pasmami. Orzeł siedział na wysuniętym głazie, zawieszonym tuż nad przepaścią. Nic nie robił. Czekał. Czekał i obserwował okolice. Wreszcie chudy wilk wyłonił się zza darniny i przycupnął obok ptaka. Ciężko dyszał. Wskazał głową w dół i cicho warknął. Orzeł nawet na niego nie spojrzał. Przez chwilę stali obok siebie. Niespodziewanie orzeł rozłożył skrzydła i runął w dół przepaści. Nabrał prędkości i majestatycznie wzbił się w przestworza. Wilk przyglądał się temu z niewyraźnym grymasem. Wydał z siebie chrapliwy pomruk i zawył. Zawył tak, jak robił to w młodości gdy całe stada jeleni uciekały przed tym odgłosem. Wilk przez chwilę spokojnie siedział na krawędzi i spoglądał w dół. Wreszcie zobaczył samotną postać .... a za nią mały wóz.
Polsun wygodnie rozsiadł się na koźle. Otulił się szczelniej płaszczem i łyknął z niewielkiej manierki. Uśmiechnął się. Mimo paskudnej pogody humor go nie opuszczał. Zawsze po wyjeździe ze swojej rodzimej mieściny i co tu ukrywać po ucieczce od swojej kochającej żony odczuwał radość z życia. Uwielbiał powolne podróże swoim wozem, zażarte bitwy o ceną kapusty, marchwi i innych płodów ziemi zakupionych w rodzimej dolince oraz małe karczmy z ich dziwnym klimatem Przede wszystkim uwielbiał jednak uczucie wolności i możliwości wpływu na swój los. W swojej niewielkiej ojczyźnie gdzie ludzie są raczej przywiązani do swojej ziemi uchodził za dziwaka. Z drugiej strony wszyscy chętnie sprzedawali…