Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 7 min czytania

Kresowy misjonarz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kresowy misjonarz

W lipcu żona wróciła ze Stanów i znowu zaczęła spiskować z jego siostrą, od której wracała tak na niego nabuzowana, że od razu z marszu przystępowała do ataku. Pewnego razu powiedział jej kilka słów prawdy. - Uroiłyście sobie we mnie wspólnego wroga, utożsamiając go ze swoją ofiarą, i usiłujecie mnie zamęczyć. Znieruchomiała, a potem złapała długopis i zaczęła zapisywać usłyszane zdanie. - Zapisz, zapisz, żebyś umiała siostrze powtórzyć – zauważył z gorzką ironią i zaczął się pakować, żeby uciekać z domu. Postanowił, że pojedzie do sanktuarium świętego Andrzeja Boboli i wsiadając do samochodu, odwrócił się do żony i wyrzucił z rozpaczą. - Czy ty naprawdę nie widzisz, że moja siostra rozwala nasz dom a ty jej w tym pomagasz, krzywdząc własne dzieci? A później wsiadł w samochód i odjechał. Wieczorem dotarł do odległego o dwieście kilometrów Sanktuarium w Strachocinie koło Sanoka i zapytał na plebanii o nocleg. Zbywano go kilka razy, więc ukląkł przed posągiem świętego i postanowił się pomodlić. Ciemna noc wokoło, a na niebie chmury, uczynił znak krzyża i spojrzał do góry, na cokole jaśniał oświetlony święty, poprosił o pomoc, zawiścią dotknięty. Wiedział, że będący patronem Polski, święty Andrzej Bobola, wzbudził swój kult w dosyć ciekawy i budzący wiele pytań sposób. Pojawił się z woli Boga w czterdzieści cztery lata po swojej męczeńskiej śmierci i wskazał w podziemiach zapomniane miejsce, gdzie leżała jego trumna. - Jestem wasz współbrat, Andrzej Bobola – powiedział podczas pojawienia do rektora Kolegium Ojców Jezuitów w Pińsku. – Jeśli odnajdziecie moją trumnę, to ją oddzielcie od innych, a ja wam w razie potrzeby przyjdę z pomocą. Po otwarciu trumny, zakonnicy znaleźli w niej zachowane od rozkładu ciało świętego. Po raz kolejny pojawił się nocą jednemu z księży w wileńskim klasztorze po stu siedemnastu latach i wieszcząc odrodzenie Polski, pozostawił widomy znak swojej obecności w postaci odcisku dłoni wypalonego na blacie stolika. Niezależnie od tamtych czasów, zaczęła się w dwudziestym wieku ukazywać proboszczom w Strachocinie nieznana postać i w końcu po czterech latach niemych, nocnych spotkań, jeden z nich, ksiądz Józef Niżnik, odważył się Jej zadać pytanie. - Kim jesteś? I czego chcesz? – zapytał i usłyszał w odpowiedzi. - Jestem święty Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie. Przypominał sobie teraz to wszystko, modląc się przed figurą świętego. I zdawało mu się, że odczuwa emanującą ku niemu przyjazną siłę, a potem poczuł na ramieniu delikatny dotyk dłoni i zobaczył japońską zakonnicę. Jak się później okazało Matkę Przełożoną przybyłych z Japonii sióstr zakonnych, Rycerek Niepokalanej, które założyły w Strachocinie Żeński Niepokalanów. - Przyjechał pan z prywatną pielgrzymką? – zapytała cicho z miłym, obcym akcentem, a kiedy z wahaniem przytaknął, zaproponowała mu w klasztorze nocleg. Dano mu klucze do znajdującej się w ogrodzie sali noclegowej, gdzie przespał się w przyzwoitych warunkach, a rankiem oddał klucze zakonnicy dyżurującej w głównym budynku. - Ile się należy za nocleg? – zapytał, ale nie za bardzo wiedziała co powiedzieć, więc podziękowawszy, położył na biurku pięćdziesiąt złotych. Zostawił również dla klasztoru cztery swoje powieści z dedykacjami, a później poszedł pomodlić się do kościoła. Ukląkł w ławce przed ołtarzem świętego i ukrywszy twarz w dłoniach, pogrążył się w modlitwie. Po chwili,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kresowy misjonarz — czytnik · opowiadania