Kryminał · 13 min czytania
Krocząc w mroku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciało kobiety spoczywało na chlodnym marmurze grobu płyty nagrobnej, rozłożone w kształcie litery X. Na jej piersi spoczywał niewielki krucyfiks, na którym wciąż jeszcze nie zastygły kropelki gęstej, niemalże czarnej krwi. Oczy Antona nie miały problemów z wyśledzeniem w gęstniejącym mroku dwóch podłużnych, niewielkich ranek po prawej stronie szyi ofiary, w bezpośredniej bliskości tętnicy. Policjant zaklął pod nosem. - Trzeci denat w ciągu trzech tygodni, co nie, Anton? - odezwał się cichy głos zza jego pleców. – Okoliczności podobne. Młoda kobieta, po stosunku, wykrwawiona... Porzucona na cmentarzu, na płycie grobowca Worcesterrów. - Media zrobią z tego aferę. – jęknął Anton, wskazując na tłum reporterów, czających się za policyjną taśmą. Bez przerwy błyskały flesze, i nie były to aparaty koronera. Policjant sięgnął po komórkę, ale spojrzwaszy na partnerkę, zmienił zdanie i schował telefon z powrotem do kieszeni. Szef i tak wie, co się dzieje. Później też może z nim pogadać. -Kiedy uporacie się ze zwłokami? – zwrócił się do zastępcy stanowego koronera. Młody murzyn, odziany w biały kitel, obrócił na niego zmęczone oczy. -Pracujemy najszybciej, jak możemy. – powiedział zachrypniętym, zdradzającym pociąg do papierosów głosem. – To... Paskudne. Tam jest jej serce. – wskazał kamienne tabernakulum na szczycie pomnika. Anton pokręcił glową z niedowierzaniem. Gdzie morderca schowa je następnym razem? Napewno nie spodziewa się, że nie będą w stanie go znaleźć. - Ma pan papierosa? – spytał. - Mam. – murzyn wyciągnął paczkę z kieszeni. – I nazywam się Frank, nie pan. – uśmiechnął się. – Obaj tkwimy w tym samym gównie, po co sobie dworować? Anton wziął darowanego papierosa, zapalił, a potem uścisnął wyciągniętą dłoń. - Anton. Potem jeszcze raz spojrzał na młodą dziewczynę rozciągniętą na płycie pomnika. Coś zaiskrzyło w świetle lamp elektrycznych, rozstawionych już przez policyjnych techników. Zmarszczył brwi i wypuścił kłąb dymu. - Krucyfiks jest ze sebra. – mruknął. Murzyn spojrzał na niego zdziwiony. - Co mówiłeś? – spytał, wkłądając lateksową rękawiczkę. - Nic. – Anton pokręcił głową. – To nic ważnego. – Wzrokiem poszukał partnerki. –Debra! – przywołał ją do siebie ruchem ręki. Zbliżyła się do przysadzistego, starszego mężczyzny ociężałym, powolnym krokiem nieludzko zmęczonego człowieka. Taki sam wyraz miał jej wzrok, mówił, że nie spała ostatnio wiele więcej, niż trzy godziny na dobę. - Masz coś? – spytała z nadzieją w głosie. Anton poczekał, aż jego nowy znajomy odwróci się do swojej pracy, po czym wskazał na dziewczynę. - Krycyfiks jest ze srebra. – pokazał palcem. Drugą ręką wyjął z ust papierosa i strzepnął z niego popiół. - Fakt. – Debra przyklękła obok pomnika, nie wiedząc zupełnie, czemu jej partner przywiązuje do tego tak wielką wagę. – To katolicki cmentarz. Z całą pewnością w wielu grobach znajdzie się coś podobnego. A w kaplicy pewnie są wota. Zapewne i srebrne krzyże. - Tak, wiem. – Anton niecierpliwie machnął ręką. – Zajrzyj do jej ust. Debra spojrzała na niego z zaskoczeniem. Skoro jednak nie wyglądał, jakby żartował, z widocznym wahaniem pochyliła się nad dentką i zbliżyła oczy do jej ust. Dostrzegła to, co minutę wcześniej nie umknęło sprawniejszym oczom jej partnera. - Ona ma srebro w ustach. – mruknęła. – myślisz, że to z krucyfiksu? Anton wzruszył ramionami. Opiłki w jej ustach mogły mieć wielorakie pochodzenie.Ale coś, czego nie potrafił zdefiniować, mówiło mu, że mialy one niezwykle istotne znaczenie dla sprawy. - Jeśli tak, musiała go gryźć. Myślisz, ze robiła to z jakiegoś konkretnego powodu? Debra nie musiała się długo zastanawiać.Wizja była dość sugestywna. - Może ją... – nie dokończyła, ale spojrzała wymownie na partnera. - Ja tego nie stwierdzę. – Anton ponownie strzepnął popiół. – Każ laboratoium ją porzędnie przebadać. Tyle możemy zrobić. Ale te opiłki w ustach... Cóż... Po co? Bezsensowne. Po co pchał jej w gębę krzyż? - Może jest religijny? – wtrącił Frank. – Zabieramy ciało. Anton pokiwał głową, przyjmując to do wiadomości. Rzucił niedokończonego papierosa na ziemię i zgniótł go obcasem. - Palenie zabija. – uśmiechnął się szeroko. – A potem trafia się tutaj. Frank w odpowiedzi tylko wyszczerzył zęby. Miał równiutki garnitur śnieżnobiałych zębów; nie było na nich śladu działania dymu papierosowego. - Może faktycznie jest religijny. – stiwerdził Anton. – uścisnął rękę Franka na pożegnanie i podszedł bliżej do płyty grobowej. Nie było już na niej zwłok. Była za to upstrzona plamami zaschłej krwi. Widok i zapach pospołu wzbudzały torsje. - Po co? Po co? – Anton głowił się i głowił, przekonany, że to wszystko musi mieć jakieś wyjątkowe znaczenie. – Debra, tamte dziewczyny miały na piersi krzyże. Ale nie znaleziono srebra w innych miejscach na ich ciele, ani w ich ciałach. - Co ci się roi w głowie? – Debra spojrzała w górę, próbując odgadnąć wyraz jego twarzy w ciemnościach. – W końcu to nie jest takie ważne. Może po prostu urozmaica swoje zabawy? - A może ktoś się podszywa pod naszego chłopaka. – stwierdził z namaszczeniem Anton. – Takiej możliwości również nie możemy odrzucić. - To tylko drobiazg , Anton. – stwierdziła stanowczo policjantka. - Tamte mordy były wyjątkowo schludne. – podkreśił Anton. – Teraz mamy niemal ten sama rezultat. Oby niemal nie znaczyło więcej, niż się nam wydaje. Debra pokręciła głową. - Co sądzisz? - Poruczniku, możemy się już zwijać. – powiedział nagle posterunkowy, zbliżając się do nich wzdłuż policyjnej taśmy. – Większosć reporterów już odjechała, reszta liczy na wywiad z panem. – uśmiechnął się szeroko. – może lepiej zniknąć sępom z oczu? Anton zaśmiał się pod nosem. Sępy są w porządku, czyszczą padlinę. Wstręciuchy z mediów padlinę rozwlekąją wszędzie. Bałaganią. Mają niewiele wspólnego z sępami. Anton nie znosił bałaganu. - Zostawi pan tutaj kogoś, ok? – zwrócił się do młodego policjanta. – Mają tu stać całą noc. - Dlaczego? – spytał zaskoczony posterunkowy. - Musimy rzucić coś na żer sępom. – teraz to Anton uśmiechnął się szeroko. – Niech myślą, że zostawiamy tu coś ważnego. - Rozumiem, szefie, mały psikus. – policjant pokiwał głową, zgadzajac się z nim. – To ciekawy pomysł. – oddalił…