Horror · 7 min czytania
Krok w nieznane
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miałem już dość. Siedziałem w swoim pokoju za biurkiem i rozmyślałem o swoim życiu. Nie było w nim nic, co mnie cieszyło. Nic. Nawet ostatni awans … Nie dostałbym go gdyby nie świństwo podłożone konkurentowi. Do tej pory nic mi nie przeszkadzało. Cieszyłem się wszystkim bez względu na sposób, w jaki to osiągnąłem. A w metodach nie przebierałem. Im bardziej podła…tym lepszy efekt. To nazywa się zdobywać coś po trupach. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Całe moje życie całe moje spojrzenie na świat i na samego siebie. Od kiedy odeszła ode mnie Dorota. Żona. Ta sama Dorota, którą zdradzałem przynajmniej raz w tygodniu. Ta sama Dorota, którą oszukiwałem na każdym kroku… Teraz, kiedy jej zabrakło, poczułem, że zabrakło we mnie chęci do czegokolwiek. Nawet chęci do życia. I dopiero teraz zacząłem zastanawiać się nad nim. Nad sobą. Siedziałem więc w swoim pokoju, piłem gin z butelki i myślałem. O wszystkim. I wszystko, o czym myślałem napawało mnie obrzydzeniem. Ja sam zacząłem się siebie brzydzić. Kiedy tak myślałem, zobaczyłem, że ja nie mam nawet przyjaciół. Wszyscy, którzy przyjaźnili się ze mną, robili to tylko dlatego, bo w ich oczach coś znaczyłem. Ale jako człowiek, dzięki któremu można coś zdobyć, coś załatwić. Nigdy jako prawdziwy przyjaciel. I nabrałem pewności, że gdyby tylko mogli, wdeptaliby mnie w ziemię. Po co więc żyję? Dla kogo? Dla siebie? Wypity alkohol już zaczynał krążyć w żyłach. Wszystko stawało się powoli proste i bez znaczenia. Nabierałem odwagi. Bawiąc się butelką, otworzyłem szufladę. P-64. Leżał spokojnie i czekał, kiedy ktoś go użyje. Miałem pozwolenie, które załatwiłem sobie kilka dni po tym jak mnie napadnięto. Nigdy do niczego mi się nie przydał. Ale czułem, że teraz naszła ta chwila. Ważna chwila. Dla mnie i dla niego. Wyjąłem pistolet z szuflady i zacząłem nim się bawić. Odbezpieczyłem…..Przeładowałem… Ale czy warto? A co potem? Strach…Chwila zawahania. Wszystko natychmiast stłumione dużym łykiem ginu. Lufa powoli wędrowała w okolicę skroni. Z namaszczeniem głaskałem palcem spust. Jeszcze jedna chwila zawahania….Kolejny raz stłumiona ginem….A co mi tam…to tylko ułamek sekundy. Potem nie będzie już nic. Nie będzie bólu, nie będzie zmartwień, problemów…..Nagle poczułem jakby czas stanął w miejscu…Usłyszałem niemal delikatne tarcie metalu o metal, kiedy spust powoli przesuwał się po swojej drodze…Drodze do mojego końca. Słyszałem bicie swojego serca. A dokoła cisza. Jakby cały świat nagle wstrzymał oddech i oczekiwał na to co się teraz stanie. I nagle poczułem jakby coś uderzyło mnie w twarz, jakby ktoś bardzo głośno krzyknął mi do ucha. Wyraźny i przejmujący dreszcz przebiegł moje ciało, aż poczułem go nawet w koniuszku najmniejszego palca. Nie. Nie potrafiłem jednak tego zrobić. Odłożyłem pistolet. Zamknąłem go powrotem w szufladzie. Czułem się jakby oblał mnie ktoś wiadrem wody. Byłem mokry od potu i nie wiedziałem, że można tak bardzo spocić się w ułamku sekundy. Odstawiłem butelkę. Dosyć picia. Potrzebuję czegoś innego. Jak wiatr wybiegłem z pokoju. Byle na świeże powietrze. Byle daleko stąd. Świeże powietrze uderzyło mnie w płuca. Zaczerpnąłem głęboki oddech. Była wiosna. Jeszcze wszystko będzie…