Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 14 min czytania

Król Bieszczadów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bieszczady były pięknym rejonem, który odwiedzały chmary turystów. Zarówno Polaków jaki i Rosjan czy Słowaków, a nawet Rumunów, Niemców i Czechów. Te wspaniałe góry wprawdzie nie należały do zbyt wysokich, lecz ich piękno zachwycało niejednego wędrowca. W Bieszczadach właśnie znajdowało się miasteczko Dukla, niedaleko którego znajdowała się mała wioska góralska, do której nie prowadził asfalt. Trzeba było podjąć do niej kilkukilometrową pieszą wędrówkę pod górę, więc niezbyt często przybywali inni ludzie niż mieszkańcy wracający furmanką z zakupów w najbliższym sklepie. A i tak większość górali hodowała owce, krowy i prosiaki, więc jadła nie brakowało. I pewnego dnia, do tej właśnie wioski, przybyło kilku mężczyzn. Mieli na sobie wełniane swetry, a na głowach rogatywki z polskim orłem. Na plecach wisiały przyczepili karabiny. Weszli do wiejskiej knajpy góralskiej, oberży. Wszyscy w niej wstali, widząc ich, nawet oberżysta – stary góral z siwą brodą. Jeden z mężczyzn zamówił pieczeń dla wszystkich i piwo. Usiedli przy stoliku przy oknie, obok wysokiego bruneta z niewielkim nosem i chytrymi, brązowymi oczami, który pił piwo. Najwyższy z mężczyzn zapytał go: Pan Jerzy Vaulin? A owszem – odpowiedział brunet. Musimy z panem porozmawiać. Najlepiej na osobności. Mieszkam tuż obok – odparł brunet. - Napiję się i możemy tam iść. My też wypijemy. I zjemy pieczeń. Chyba nie ma pan nic przeciwko? Nie – mruknął brunet. To świetnie Po chwili stary góral przyniósł mężczyznom piwo. Jeden z nich popatrzył na niego dziwnie, spode łba. Góral mruknął coś i oznajmił, że za chwilę dostaną pieczeń, po czym odszedł. I rzeczywiście. Po dziesięciu minutach podano pieczeń. Mężczyźni zjadli ze smakiem, po czym zaczęli pić piwo. Chodźmy już - powiedział jeden z mężczyzn do bruneta. Najlepiej będzie – mruknął brunet. Mężczyźni wyszli za nim z oberży i skierowali się do niewielkiej chaty góralskiej, stojącej tuż obok knajpy. Brunet zaprosił ich do środka i po chwili wszyscy siedzieli przy stole. Kilku mężczyzn usiadło na kanapie. Pierwszy przemówił najwyższy z mężczyzn: Nazywam się Tadeusz Mucha "Tadek", jestem tu dowódcą. Należymy do oddziału Króla Bieszczadów! Pan to Jerzy Vaulin, Akowiec prześladowany przez UB? A owszem – burknął brunet. - A Król Bieszczadów to jak sądzę major Antoni Żubryd. Nie mylę się? Nie! Major Antoni Żubryd "Zuch" jest naszym dowódcą, ale my nazywamy go Królem Bieszczadów i powodujemy że odważniejsi chłopi też go tak nazywają. Był oficerem PUBP ,pomagającym podziemiu antykomunistycznemu. Pół roku temu uciekł w góry i założył oddział partyzancki, przed którym MBP ma cykora. Wszyscy komuniści robią w gacie kiedy słyszą że oddział zbliża się do Sanoku. Major jest potężny, pod komendą zgromadził prawie trzystu żołnierzy, którzy aż się pchają do boju. A pan, panie Jerzy, czy nie chciałby pan dołączyć do oddziału, jako ofiara UB? Znam pana historię i wiem, co pan przeżył. Major wysłał nas, abyśmy pan zwerbowali. Muszę to przemyśleć – odparł Vaulin. - Dajcie mi, panowie czas do jutra. Nie możemy. Więc zgadzam się. To świetnie! Nie musi się pan pakować, będzie pan dalej tu mieszkał, co jakiś czas będzie pan brał udział w akcjach, chyba że woli pan zamieszkać w lesie. Wyruszamy najszybciej jak się da. - Tak. Nie powiadomię nikogo, że odchodzę. Po co? Możemy już wyruszyć. Dobrze. Wyruszę za wami. Nie muszę wam chyba opowiadać o sobie, skoro znacie moją historię. W którą stronę odejdziemy? Na południe. Tam, we wsi Kurzyzna aktualnie przebywa major. Słyszał pan wiele o Królu Bieszczadów, jak sądzę? A owszem. Znam jego historię dobrze. Skąd, jeżeli można wiedzieć? Vaulin widocznie się zmieszał. Przez chwilę nic nie mówił, po czym burknął: Kiedyś spotkałem pewnego Akowca, który opowiadał mi o podziemiu niepodległościowym. O majorze "Ogniu", o "Orliku", "Łupaszce" czy właśnie o majorze "Zuchu". Mówił że major słusznie nadał sobie ten pseudonim... Jak się nazywał ten Akowiec, jeżeli można wiedzieć? - spytał "Tadek" Eugeniusz Baran. Nie znam, ale my się lepiej zbierajmy. Musimy dotrzeć do Kurzyzny przed zmrokiem, nie chcemy nocować pod gołym niebem, na trawie. Nie chcemy – przyznał Vaulin. - Pozwolą panowie, że się przebiorę. Ależ oczywiście! - odparł "Tadek". Minęło kilka minut i żołnierze wyruszyli z Vaulinem w drogę. Kiedy szli przez wieś, jakiś mały gnojek zaczął obrzucać ich kamieniami. "Tadek" chciał mu złoić skórę, ale Vaulin sprzeciwił się temu. Powiedział że to Jaś, Niemcy zamordowali jego rodziców i teraz mieszka tu u wujka-pijaka, od którego dostaje dwa razy dziennie lanie. Nic dziwnego że Jaś jest taki, jaki jest. Po chwili wyszli ze wsi i zaczęli się kierować polną drogą na południe. Po drodze mijalin pastwiska pełne baranów i chaty góralskie. W jednej zatrzymali się na półgodzinny odpoczynek, była opuszczona przez mieszkańców. Przekąsili kanapki, napili się wody z manierek i ruszyli dalej. Około dziewiątej wieczorem byli w Kurzyzny. Szli prawie siedem godzin, lecz nie wydawali się szczególnie zmęczeni. Kurzyzna nie była zbyt dużą wioską, stało tam zaledwie dziesięć chat. Otaczał ją las, w którym znajdował się obóz żołnierzy Żubryda. Kiedy żołnierze z Vaulinem doszli do obozowiska, zza drzewa wyskoczył mężczyzna w mundurze. Był ogolony i spoglądał chytrze na żołnierzy. "Tadkowi" nie podobał się ten wzrok. Stać! Kto idzie? - spytał żołnierz. Trzymał karabin. - Swój czy wróg? Swój – odparł "Tadek". - Swoi. Swoi, tak? - odparł żołnierz. - A kto? Kapral "Tadek" do usług! A, to pan, kapralu! - krzyknął żołnierz. - Major czeka na pana. A ten to kto? Pan Jerzy Vaulin. Więc go zwerbowaliście? Doskonale. Idźcie do majora. Już się niecierpliwił, a z nim nigdy nic nie wiadomo.... Tak! - przytaknął jeden z ludzi "Tadka". Żołnierze minęli wartownika i przeszli obok ogniska, witając przy okazji kilku partyzantów. Stanęli przed dużym namiotem pilnowanym przez niskiego, młodego żołnierza z karabinem. Uśmiechał się serdecznie i szczerzył białe zęby. Miał krótkie, czarne włosy i piwne oczy. Panowie do Króla? - spytał. Do jakiego, do cholery, króla? - zdziwił się "Tadek". - Jest w środku major. Do Króla Bieszczadów, pana majora Antoniego Żubryda "Zucha", pogromcy MBP, UB, MO i KBW. Władcy Gór, Pana Sanoka, Rycerza Dukli, Namiestnika Ustrzyk..... Młodemu przerwał potężny głos: - Już nie musisz mnie tak tytułować! Witajcie! Z namiotu wyszedł wysoki mężczyzna. Miał na sobie mudur i czapkę wojskową z orłem. Jego twarz była surowa, lecz oczy miłe, zielone. Nosił wąsy i bródkę, krótko przystrzygł czarne włosy. Spoglądał się na nich z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%