Muzyka · 7 min czytania
Król żyje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Radosław Tomala
Zostałem zwolniony z pracy. Ot, po prostu, szef zakomunikował, do widzenia, miłego dnia i w ogóle szerokiej drogi. Zwijamy ten interes. Za granicą może będzie lepiej. Tańsza siła robocza, mniejsze podatki, więcej zamówień, większy rybek zbytu… Nawet mi go trochę szkoda, bo całkiem równy z niego gość, ale wiadomo – dziś praca jest, jutro nie ma. Normalna rzecz. Ja się tam nie przejmuję; na utrzymaniu mam tylko siebie, oszczędności też jakieś mam, więc mogę sobie powoli, spokojnie szukać czegoś nowego. Młody jeszcze jestem, to i pewnie coś znajdę. Ha, a tymczasem… Cóż, po raz pierwszy w końcu tracę pracę, może taka sytuacja już więcej mi się nie przytrafić, więc wypadałoby ją jakoś oblać. Tak, kupię whisky, Brendy, jakiś koniak czy też inny bimber z zagraniczną nazwą i uchlam się do nieprzytomności. A zezgonię sobie, co mi tam! W końcu okazja to okazja… Szum w głowie, dźwięk z telewizora coraz płytszy, a dno butelki coraz bliższe… Już naprawdę niewiele mi trzeba. Wypijam jeszcze jeden kieliszek. Trzęsącymi rękami odkładam go na ławę. Zakręcam korek. Wychodzę na balkon i puszczam zdrowego pawia. Ktoś na ulicy, dwanaście pięter niżej, zaczyna siarczyście kląć. Mam go w dupie, nie moja wina, że stał tam, gdzie stał… Wracam do pokoju. Ale co to… Co to ma być, kurde?! Ktoś siedzi w moim fotelu, zmienia kanały moim pilotem i do tego popija mojego Jacka Daniel’sa. Niedoczekanie! - Kim jesteś i co tu, do cholery, robisz?! Nieznajomy odwraca się i… I nie wierzę. Ja jebię, to przecież nie może być, kurwa, w moim mieszkaniu, taka osoba… Ale ta postura, ten nos, te oczy… Nie, nie mam na myśli Małysza… To niemożliwe by ktoś mógł być aż tak podobny… Chyba… Na pewno! Ta czarna skóra, te bujne kręcone włosy. To musi być Michael Jackson. - Eee… Czy ty, to ty? - Tak, a bo co? - Bo… Zdawało mi się, że nie żyjesz… - Zapamiętaj sobie, że to głupota wierzyć we wszystko, co mówią w telewizji. Musiałem sporo wydać, by upozorować swoją śmierć, ale w końcu czego nie robi się dla spokojnej emerytury… Zresztą, całkiem dobrze na tym szumie wyszedłem. - I naprawdę nie miałeś gdzie się podziać, tylko w tym zawszonym kraju? - Owszem, miałem propozycję od Elwisa by dołączyć do niego na Ukrainę, ale jednak wolę Polskę. Nigdzie indziej nie ma tak fajnych dzieci… - Jej, kurwa, to Elwis też żyje? - Presley, Morrison, Lennon, Cobain, Palmer wszyscy są zdrowi i mają się dobrze. Co roku spotykamy się nad Wisłą i przy wódeczce wspominamy dawne czasy. - Sami muzycy? - Nie, są z nami też John Wayne, Patrick Swayze, Marlon Brando, Albert Einstein, Bruce Lee z synem, Luis de Funes i wielu innych. Między innymi Roman Wilhelmi. - A kobietki? - Pod dostatkiem. Marilyn Monroe, Farrah Fawcett, Krystyna Feldman… Kruca, tacy to mają życie. Ja jebie, nic innego nie robią tylko strzelają drinki i pieprzą się na trawce. - Ty, słuchaj, bo zawsze chciałem to zobaczyć na żywo… Mógłbyś zatańczyć moonwalk, zrobić ten swój księżycowy krok? - No problem, stary. Jak zaczarowany patrzę na te wszystkie nieziemskie ruchy. Boże kochany, to czysta poezja! Michael porusza się, jakby ważył tyle co gołębie piórko. Sunie stopami po podłodze niczym łabędź po lustrzanej tafli jeziora, nie stwarzając przy tym najmniejszego szelestu. A ja stoję jak wryty i beczę w niebogłosy. To jest po prostu piękne! - Co, też byś tak chciał? - No pewnie… Ale… - To nic trudnego. Wystarczy… - Daj spokój. Nie mam motywacji, by tyle ćwiczyć i w ogóle…