Fantasy · 13 min czytania
Królestwo Byarn
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstęp : Elienera -Venturesie ! - Powietrze rozdarł przyprawiający o dreszcze krzyk. Ptaki poderwały się z otaczających polankę drzew, uskarżając się w swoim języku na przerwany im spokój. -Venturesie ! - Powtórzył ponownie kobiecy głos. Tym razem jednak można w nim było pochwycić nutkę rozpaczy. Elienera stała pośrodku polanki. Wokół otaczały ją olbrzymie drzewa, których konary ginęły w mrokach nocy. Ciszę przerwał płynące gdzieś z oddali wycie wilka. Dziewczyna zagubiona i zniecierpliwiona ruszyła przed siebie. -Hynjalan - Zaklęcie dziewczyny momentalnie oświetliło otaczające je drzewa. Nie zatrzymując się , przeszła przez pierwszą linię drzew, kierując się w stronę wieży, przy której ostatnim razem widziała swojego przyjaciela. - Venturesie, ty cholerny magu ! - W głosie dziewczyny narastała rozpacz. Była sama, pośrodku nieznanego jej lasu, który z każdym krokiem stawał się coraz gęstszy. Dodatkowo ścieżka, którą dziewczyna biegła z wieży gdzieś się rozpłynęła, co powiększało tylko irytację i strach . Nikt jednak nie odpowiedział na jej wołanie, a jedynym odgłosem który mogła dosłyszeć były odgłosy pękających pod jej nogami gałązek. Brnąc nadal do przodu, pomimo pojawiających sie na jej twarzy pierwszych zadrapań, trafiła na wielką półkę skalną. Irytacja i strach dziewczyny zmieniły się w przerażenie. Była pewna obranego przez siebie kierunku. Była także pewna, że wcześniej tego skalnego muru tu nie było. Dziewczynie jednak nie było dane pozostać zbyt długo pogrążona w swoich rozmyślaniach. Gdzieś, być może na polance na której stała jeszcze kilka klepsydr temu rozległ się dźwięk rogu. Z nim pojawiły się także dzikie nawoływania. I na pewno nie były to nawoływania ludzkie. Jedyną drogą ucieczki była skalna półka, niestety była ona zbyt gładka, by jakikolwiek człowiek był w stanie sie na nią wspiąć. Kolejny odgłos rogu. Kolejne głosy, tym razem bliżej. Jedna krótkie spojrzenie po okolicy wystarczyło, aby podjąć decyzję. Już po niecałej klepsydrze dziewczyna znajdowała się na wysokości 3-4 metrów na jednej z gałęzi drzewa rosnącego nieopodal skalnej półki. Głosy zbliżały się z każdą chwilą. Mogła dosłyszeć wyraźnie wypowiadane zdania. Teraz rozpoznała ten język. To był język orków. Pierwszy z nich pojawił się w zasięgu wzroku dziewczyny, a tuż za nim wyłoniło się kilkunastu innych. Nie byli wstanie jednak dojrzeć Elienery ukrytej w konarach drzew. Orkowie doszli do skalnej półki. Zatrzymali się, oglądając się w około otępiałym wzrokiem. Dziewczyna, nabierając pewności siebie, już planowała atak na ten mały oddziałek. Wtem jednak z zarośli wyłoniła się zakapturzona postać. Dziewczynę przeszyła fala pogardy i nienawiści. Pomimo okrytej kapturem głowy doskonale zdawała sobie sprawę z im ma doczynienia. Jedyną dobrze dostrzegalną rzeczą były białka oczu, w których odbijały się blaski niesionych przez orków pochodni. Białka zwróciły się w stronę Elienery. Spod kaptura wydobył się krótki, drwiący, przesiąknięty złem i okrucieństwem śmiech. Chwile potem te same usta, które jeszcze przed sekundą śmiały się, wypowiedziały zaklęcie. Zaklęcie w mrocznej mowie. -Arke'gre Niebieskie światło dosięgło siedzącą na drzewie, sparaliżowaną strachem dziewczynę. Obraz rozmył się i zaczął powoli czernieć. Zaczęła spadać. Wydawało się jej, że spada wieczność. Wreszcie dotknęła ziemi. Coś chrupnęło w jej ciele. Obraz był coraz bardziej rozmazany, ale nie czuła bólu. Jedyną rzeczą jaką dostrzegła nim zapadła w mrok była twarz człowieka pochylająca się nad nią. Człowieka, którego tak nienawidziła. Człowieka, który poprowadził armię orków na królestwo Byarn, chcąc doprowadzić do jego ostatecznego upadku. Człowieka o imieniu Gernorner.
Rozdział 1 : Morderstwo
Jedna z podniszczonych ław w rozpadającej się karczmie, jakich wiele jest na terenie królestwa, niedaleko miasta Randilian zajmowana była przez krasnoluda. Krasnoluda o imieniu Bunar. Kończył on pic właśnie swoje 2 piwo, które sączył przez ostatnie kilka klepsydr, zatopiony w rozmyślaniach o czekającym go tu spotkaniu. Gdy je dopił, spojrzał spode łba na karczmarza i krzyknął: - Karczmarz !!! Piwa ! Ino szybko, chyba że zechcesz posmakować mojego toporu na twej głowie. - Karczmarz od razu zaczął napełniać kufel, nie chcąc zmuszać krasnoluda do konieczności wypełnienia groźby. Bunar był w złym humorze, co zresztą widać było na pierwszy rzut oka. Przebył szmat drogi, aby spotkać się z tymi magami, a teraz, gdy po 3 wschodach i zachodach słońca wreszcie dotarł do tej rozpadającej się rudery, nie zastał ani Elienery, ani tym bardziej Venturesa. ,,Tak to jest jak się umawia z ludźmi" - Pomyślał, rozglądając się po pomieszczeniu. Izba składała się z 7 ław z czego tylko tylko 3 były zajęte. Po lewej stronie siedziało 2 elfów. Bunar nie miał zaufania do elfów, tak jak do innych ras wliczając w to nawet krasnoludów. Właściwie można powiedzieć, że ufał tylko sobie i swojemu toporowi. Po prawej stronie, głową opartą na ławie siedział nieprzytomny z pijaństwa człowiek. Nie dostrzegł nikogo innego, jeśliby nie liczyć karczmarza, który szybkim krokiem zbliżał się do jego stolica. Po otrzymaniu kolejnego kufla gorzałki, krasnolud uregulował rachunek, po czym łapiąc za kufel znów zatopił sie w rozmyślaniach. Rozmyślał o pogłoskach jakoby orkowie zbliżali się Randilian. Podobno 3 armie królewskie nie mogły przeciwstawić się tej dzikiej hordzie. Może właśnie dlatego karczma była tak pusta, a zapasy tak trudne do dostania. Z rozmyślania wyrwał go dopiero opróżniony kufel. Ponownie rozejrzał się. Elfowie wyszli, natomiast pijaczek rozłożył się na podłodze. Karczmarz wycierał kufle za swoją ladą. Bunar westchną, wstał i ruszył w stronę lady. Dla karczmarza nie spodobał się widok idącego w jego stronę krasnoluda, który z boku miał przypięty olbrzymi topór, będący w stanie zabic jednym sprawnym ciosem. Sytuacja tym bardziej nie podobała się dla karczmarza, gdyż krasnolud był wyraźnie niezadowolony. ,,Jednak nie było trzeba mieszać piwa z wodą" - Przemknęła przez głowę gospodarza paniczna myśl. Odetchną jednak po słowach Bunara: - Macie tu jakieś pokoje, żeby mi tylko dobre były! - Dostaniesz najlepszy pokój jaki mamy...o ile cie na niego stać - Karczmarz, któremu wróciła odwaga, zmierzył Bunara chłodnym spojrzeniem. Lecz odwaga zaraz miała się ponownie schować. - Ty zawszony śmierdzielu. Jak śmiesz wmawiać mi, że ja jeden z najbardziej walecznych krasnoludów w całej okolicy nie mam grosza przy…