Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 45 min czytania

KRÓŁESTWO DOBRA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

POCZĄTEK

Wyobraź sobie, że było kiedyś małe miasteczko. Było takie, jak wiele innych i nikt by już na pewno dzisiaj o nim nie pamiętał, gdyby nie wydarzyła się tam pewna, niesłychana historia:

Otóż w tej miejscowości, pośród wielu ludzi, żyła sobie niezwykła dziewczynka. Była niezwykła, ponieważ była bardzo dobra: pomagała młodszym i starszym oraz rodzicom i mamie w domu; opiekowała się chorymi zwierzętami; dbała o zieleń; starała się dobrze uczyć...Lubiła bawić się i śmiać. Lubiła również tańczyć, śpiewać i rysować, choć nie zawsze najlepiej jej to wychodziło. Wierzyła, że ludzie są dobrzy. Pomagała każdemu, kto ją o to poprosił, nie oczekując niczego w zamian. Dni mijały spokojnie jeden za drugim, aż do pewnego wiosennego popołudnia, gdy to zobaczyła ona na swej drodze wielką skrzynię... A było to tak:

Jola (tak miała na imię ta dziewczynka) właśnie wracała z koleżankami ze szkoły. Szły jak co dzień przez park. Był to stary, zapomniany sad. Z jednej strony łączył się on z równie starym lasem. Z drugiej zaś strony była dość ruchliwa ulica. Zasłaniał ją jednak żywopłot i rząd małych sadzonek. W parku było dość cicho i spokojnie. Słychać było tylko śpiew ptaków i ciche rozmowy przechodniów. Dziewczyny szły szeroką aleją rozmawiając między sobą. Jednak w pewnym momencie każda z nich musiała skręcić w inną alejkę. Jola samotnie już wracała do domu. W pewnej odległości od głównych alei Jola zobaczyła płaczącą wierzbę. Stała pod nią ławeczka. Długie, zwisające do ziemi pędy drzewa tworzyły jakby parawan z cienkich nitek oddzielając niejako to miejsce od świata. Jola spokojnie zeszła z głównej ścieżki. Weszła za ten dziwny parawan, gdy nagle, niespodziewanie pojawiła się przed nią wielka, ogromna skrzynia. Wyłoniła się ona jakby spod ziemi lub cichutko spadła z nieba. Wystraszona dziewczynka cofnęła się. Przystanęła. Spojrzała na skrzynię. Był to ogromny kufer zamknięty na zasuwę. Gdy Jola troszeczkę się do niego przybliżyła, zaczął on jakby świecić. Podeszła bliżej. Jasny blask nie oślepiającego światła otoczył skrzynię i Jolę. Pochyliła się nad skrzynią, chcąc ją lepiej obejrzeć. Ciężkie wieko kufra drgnęło. Powoli i bezgłośnie otworzyła się zasuwa a Joli oczom ukazał się wielki skarb. Były tam piękne przedmioty różnego rodzaju: drogocenne klejnoty, szlachetne kamienie, biżuteria, pozłacane sztućce i piękne materiały, ubrania. Jola wystraszyła się. Nie wiedziała przecież kto to tu zostawił ani do kogo te rzeczy należą. Rozejrzała się dookoła. Nie zauważyła niczego szczególnego. Oprócz tej skrzyni wszystko było takie jak zawsze. Nikogo również nie było widać w pobliżu. Nie wiedząc, co ma zrobić po prostu odeszła stamtąd. Pomyślała, że jeśli ten kufer do kogoś należy, to ten ktoś na pewno niedługo go stamtąd zabierze. Jednak idąc tamtędy drugiego dnia, znów zobaczyła ten dziwny przedmiot. Zauważyła, że pojawiał się on zawsze, gdy tamtędy przechodziła i że nikt prócz niej go nie widział. Upewniwszy się tedy, że jest on przeznaczony dla niej, postanowiła ponownie go otworzyć. Oglądając rzeczy w nim się znajdujące, spostrzegła piękną lecz dziwną suknię. Pomyślała, że ją przymierzy. Sięgnęła po nią. Suknia ta pod wpływem jej dotyku zaczęła się mienić wszystkimi kolorami tęczy. Jola wyjęła ją delikatnie z kufra. Przymierzyła. Pasowała na nią idealnie. Zamek, będący z tyłu tej sukni, sam się zapiął. Natychmiast na wierzchu skrzyni pojawiły się białe pantofelki i korona.

Jola wielokrotnie przychodziła oglądać i przymierzać różne stroje i biżuterię. Jednak pewnego dnia, gdy ponownie przymierzyła tę „dziwną” suknię, nie mogła jej zdjąć. Zamek, mimo wielu wysiłków, nie chciał się rozpiąć. Na dodatek poczuła, zapragnęła włożyć koronę, przepiękny diadem królewski i odpowiednie buty. Poczuła się jak prawdziwa królowa. Miała wrażenie, jakby była w innym ciele. Wypiękniała. Unosiła się leciutko ponad ziemią. Nie chciała ukrywać się. Postanowiła pokazać się w tej sukni ludziom.

NA TRON

Od owego majowego dnia zaczęły się dziać w miasteczku dziwne rzeczy. Oto wielu ludzi nie wiedząc czemu poczuło nieodpartą potrzebę wyjechania stamtąd jak najdalej. W tym samym czasie do tej miejscowości (na miejsce tych, co wyjechali) zjeżdżali się ludzie z całej okolicy w poszukiwaniu pracy i domu. Działo się tak dlatego, że owy strój (korona, suknia i pantofelki), który miała na sobie Jola, miał magiczną moc. Suknia mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Bił (za jej sprawą) od dziewczynki nie oślepiający blask (który symbolizował jej dobroć). Pantofelki pozwalały jej unosić się leciutko ponad ziemią i pięknie tańczyć. Korona zaś - przepiękny, złoty diadem królewski, była wysadzana drogocennymi kamieniami i sprawiała, że wszyscy ludzie o złym sercu bali się zbliżyć do Joli. Dzięki niej bowiem znała ona wszystkie, nawet najskrytsze ich tajemnice. Ponadto miała magiczną moc przemieniania ich serca na lepsze. Jednak przymierzając ten strój nie wiedziała ona o tym.

Słońce chowało się już za drzewami. Jola przeglądała się w kryształowym lustrze otoczonym piękną, rzeźbioną ramą. Wyglądała pięknie w złotej sukni na tle zielonych gałązek wierzby, przez które przebijały się czerwone i żółte promienie słońca. Nagle usłyszała hałas. Wyjrzała na zewnątrz swej altanki. Zobaczyła tłum ludzi stojących na trawniku, którzy gdy tylko ją ujrzeli, złożyli jej pokłon godny królowej. Zdziwiona i zmieszana Jola delikatnie dygnęła leciutko się kłaniając. Powstał wielki szum wśród zgromadzonych ludzi. Zastanawiano się, co tak piękna i dostojna pani robi w ich małym miasteczku (bowiem nikt, nawet najbliżsi nie poznali Joli). Zbliżała się noc. Naradzali się więc zebrani tam ludzie, gdzie tak dostojna dama mogłaby przenocować. Jola, widząc ich zakłopotanie, powiedziała: - Nie martwcie się o mnie, przenocuję tutaj – i wskazała na swój dom. Nikt nie śmiał protestować, lecz każdy dziwił się, że chce ona mieszkać akurat tam. W okolicy było dużo piękniejszych pałaców i wielu znakomitych mieszkańców tego miasteczka chętnych, by ją przyjąć. Ostatecznie nikt się jednak nie odezwał odkładając tę sprawę do jutra, gdyż było już późno. Zmęczona wieloma wrażeniami tego dnia Jola szybko usnęła.

Obudziwszy się następnego poranka pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła była jej suknia, którą przez nieuwagę i z powodu zmęczenia zapomniała zdjąć wieczorem. Bardzo szybko przypomniała sobie wcześniejsze wydarzenia. Gdy wyszła z pokoju zobaczyła tłum ludzi czekających na nią. Wszyscy zebrani pokłonili się jej nisko. Piekarz specjalnie dla niej przyniósł bułeczki a kucharz zrobił śniadanie. Wszyscy jej usługiwali. Zdziwiona Jola powiedziała: - Nie musicie mi usługiwać. Jestem zwykła, normalną dziewczyną... Potrafię sama sobie zrobić śniadanie... Dziękuję wam za wszystko, ale naprawdę nie musieliście. Na to najbogatszy z obecnych nieśmiało odpowiedział: - Przepraszamy... nie chcieliśmy urazić... przeszkadzać.. Mam jednak nadzieję, że śniadanie będzie smakowało. Nie wiedząc, co ma robić i jak ma się zachować Jola postanowiła szukać odpowiedzi w magicznej skrzyni. Po śniadaniu przeprosiła wszystkich, którzy chcieli ją bliżej poznać i udała się na spacer. Prosiła, by jej nikt nie przeszkadzał. Na wierzchu skrzyni leżała stara, oprawiona w skórę książka. Jola podniosła ją. Na nie zapisanych wcześniej stronach pojawił się teraz napis:

Od kiedy nałożyłaś tę koronę:

( Tu był rysunek pięknego klejnotu królewskiego)

stałaś się królową. Twoim królestwem będzie to miejsce wraz z przyległymi terenami. Tylko Twoje serce i podejmowane przez Ciebie decyzje będą wpływać na jego wielkość i kształt. Aby pomóc Ci rządzić tym królestwem darowuję Ci tę o to księgę, która będzie odpowiadać na Twoje pytania oraz malutkie zwierzątko, które znajdziesz obok w skrzyni. Ponadto znasz już zapewne magiczną moc Twego stroju. Pełną jego moc poznasz w odpowiedniej chwili. Aby zachować władzę w tym państwie musisz pamiętać, że: 1. Rządzić tym państwem może tylko osoba o bardzo dobrym sercu, która nie powierzyła go nikomu. Wraz z jej ślubem kończy się jej panowanie. 2. Na razie musisz stworzyć podstawy państwa. Kieruj się przy tym przeczuciami i swoją wiedzą. Zrób najpierw plan

Teraz już Jola wiedziała, co ma robić. Wróciła do swego domu. Było tam mnóstwo ludzi, którzy chcieli jej zadać mnóstwo pytań. A oto jak to mniej więcej wyglądało: - Przepraszam waszą wysokość, że ośmielam się pytać... chciałbym wiedzieć... skąd pochodzi... skąd przyjechała... i... jaki jest powód odwiedzin tak szanownej osoby w naszym miasteczku – powiedział najodważniejszy spośród najznakomitszych obywateli tej miejscowości. - Nie mam swojego państwa, a właściwie to istnieje ono, choć nie ma jeszcze granic. - Co to za państwo? – zapytała kolejna osoba z tłumu. - Jest to państwo, do którego należą wszyscy ludzie o dobrym sercu – Jola zauważyła, że tylko tacy ją otaczają. - A więc może być ono wszędzie, nawet tutaj – padła nieśmiała propozycja z tłumu. - Jeżeli będziecie tego chcieli – królewna nie chciała robić niczego wbrew woli mieszkańców. Na te słowa zrobił się wielki szum. Wszyscy naradzali się, co należy zrobić, po czym opuścili kolejno dom, by za chwilę powrócić. Przynieśli jej ogromny bukiet kwiatów i pięknie ozdobioną pisemną prośbę o to, by chciała zostać z nimi i stąd kierować swym państwem. Królewna z radością zgodziła się na tę prośbę. W duchu dziękowała nieznanej osobie, której obecność i pomoc czuła. Wiedziała, że to ta sama, która zostawiła jej skrzynię. Równie wiele radości sprawiły jej prezenty od przyszłych poddanych. Nie zdawała sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, co ją w przyszłości będzie czekać. Nie wiedziała, jak trudna jest sztuka rządzenia.

PIERWSZE DECYZJE

Od chwili, gdy Jola nałożyła koronę, miała mnóstwo pracy. Musiała jakoś ustalić granice państwa, zdecydować, jak będzie ono rządzone i... Nim to jednak nastąpiło poprosiła, by rozpowiadano o tym, co tam się działo. Chciała w ten sposób zebrać jak najwięcej ludzi o dobrym sercu wokół siebie, by móc im pomóc. Jej poddani jeździli więc po świecie i rozpowiadali o państwie, które właśnie powstaje. Ludzie nie wierząc temu, co im o nim opowiadano przyjeżdżali gromadnie zobaczyć je, a wielu spośród nich już tu zostawało. Dzięki temu bardzo szybko się ono rozrosło. Codziennie Jola otrzymywała wiele listów z prośbą o przyłączenie do jej królestwa nowych ziem. Jola chętnie się zgadzała, uprzedzając równocześnie o konsekwencjach tego. Jednak królestwo jej było w granicach innego, większego państwa, do którego wcześniej należało to miasteczko. Król tegoż państwa, na wieść o tym, że w jego kraju powstaje drugi kraj, bardzo się zdenerwował. Wysłał on do Joli swych delegatów. Nie mogli oni jednak odnaleźć tego królestwa, o którym tyle słyszeli. Powodem tego był fakt, iż drogi do niego prowadziły przez las, w którym zawsze się owi wysłannicy gubili. Wrócili więc do króla mówiąc, iż zapewne nie ma tam żadnego królestwa, bo oni, mimo że tyle razy tam chodzili, nie znaleźli go. - Zapewne wymyślili to chłopi, żeby zdenerwować waszą wysokość. Chcą zapewne coś w ten sposób zyskać... Byliśmy wiele razy w tym lesie... Tam nic nie ma królu – powiedział jeden z nich, gdy wrócili do zamku. Jednak król, który dobrze znał swych poddanych, nie uwierzył posłom. Kazał zawołać jednego z tych, którzy rozpowiadali o królestwie Joli. Wysłuchał go i poprosił, by zaniósł on swej królowej rozkaz stawienia się przed nim. Chciał w ten sposób sprawdzić, co też ona zamierza robić i dlaczego w jego królestwie buduje swój kraj. Gdy ów człowiek przyniósł rozkaz tegoż króla Joli, ona bardzo się zmartwiła. Nie wiedziała, co ma robić. Wiedział, że nie może zdjąć korony. Nie mogła też cofnąć zmian, jakie zaszły w jej królestwie: zmieniła szkoły, zlikwidowała urzędy, otworzyła domy pomocy dla wszystkich, którzy jej potrzebowali... Obawiała się, czy król jest wystarczająco dobry, by mogła się z nim zobaczyć. Zauważyła bowiem, że jak tylko zbliżała się do kogoś niedobrego, to on od niej po prostu uciekał. Nie chcąc w żaden sposób urazić króla postanowiła mu opisać całą swą historię. Nie była jednak pewna, czy to wystarczy. Postanowiła więc po raz drugi poprosić księgę o pomoc. Znalazła w niej rysunek wagi. Nie była to zwykła waga lecz taka, która ważyła serca stojących na niej osób. Kazała taką zrobić i dołączyła ją do listu i wraz z wieloma skarbami. Wysłała ją królowi. Poprosiła go, by jeżeli to będzie możliwe, odwiedził ją. List ten brzmiał mniej więcej tak:

Wasza Wysokość królu tych ziem i mój królu

Przesyłam Ci w prezencie te oto skarby jako wyraz mojej lojalności wobec Ciebie. Nie chcę tych ziem oddzielić od Twego królestwa. Gdy poznasz mą historię, będziesz wiedział, że nie mam złych zamiarów. Przyczyny niespełnienia Twego rozkazu są tam również wyjaśnione. Jednak jeżeli nadal będziesz domagał się ode mnie, bym się stawiła przed Tobą, to zrobię to nie bacząc na konsekwencje. Nie chcę Twoich poddanych, ani tych ziem odłączać od Twego królestwa. Nie zamierzam też nakładać na Twoich poddanych żadnych nowych podatków. Jeżeli zaś chodzi o te, należne Tobie, to obiecuję, że będą one zawsze spłacane w terminie.

Podpisano Królewna Jola

Z tak napisanym listem wysłała ona najznakomitszego ze swych poddanych z prośbą, aby w razie potrzeby powtórzył wszystko jeszcze raz królowi. Poddani jej, dowiedziawszy się o treści tego listu, ofiarowali królowi dodatkowo: trochę dorodnych owoców, warzyw, mąki i różnych cenniejszych rzeczy takich jak obrazy, rzeźby i inne. Słowem każdy dał to, co miał najlepsze. Do posłańca, wyznaczonego przez królowę, dołączyło jeszcze wielu młodych mężczyzn, którzy chcieli ochraniać te prezenty w drodze do króla. Wszyscy oni, na prośbę królowej, ubrali się jednakowo, tak że stwarzali wrażenie małej armii. Kierował nimi starszy człowiek, który kiedyś był dowódcą w wojsku. Miał on ich w razie potrzeby dopilnować, by dobrze spełnili zwoje zadanie. Tak stworzony korowód dotarł do króla, który był bardzo zaskoczony. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi i takiej hojności. Przeczytawszy list bardzo chciał poznać tę niezwykłą osobę, która go napisała. Jednak trochę bał się, że może nie być aż tak dobry, by się z nią zobaczyć. Poprosił więc o kilka dni do namysłu, gdyż chciał się zważyć na tej dziwnej maszynie, którą mu przywieziono. Uważał się za osobę dobrą i uważał, że może z taką świtą pojechać do Joli. Jednak wolał się upewnić, by nie okazało się inaczej. W tajemnicy przed wszystkimi, zamknąwszy się w swej komnacie pod pozorem rozmyślań, stanął na wadze. Jej wynik bardzo go zaskoczył. Jego serce było dużo gorsze, niż mu się wydawało. Załamany król najpierw bardzo się zdenerwował. Chciał zniszczyć wagę i to całe dziwne królestwo, ale w końcu się opamiętał. Mimo wielu swych wad był on królem rozważnym i obawiał się stracić władzę. Zauważył bowiem, że nawet jego najbliżsi pomocnicy chcieli ukradkiem dołączyć do tych dziwnie ubranych ludzi. Nowoprzybyli rycerze wprawdzie nosili miecze, lecz nie nosili zbroi. Zamiast niej ubrani byli w bardzo śmieszne, kolorowe stroje. Były to pięknie zszyte różnokolorowe paski materiału. Pod szyją i na rękawach obszyte były ręcznie robioną koronką. Ubrania te przy tym były bardzo lekkie, lecz ciepłe i dość szerokie. Pełno tu było różnych bufek i ściągaczy. Całości dopełniały kwadratowe czapki w podobnym kolorze i długie buty. Żołnierze ci wyglądali trochę śmiesznie w porównaniu z jego, ubraną na szaro armią. Ostatecznie jednak król postanowił nadać oficjalnie Joli tytuł księżnej i powierzył jej zajętą przez nią ziemię. Zastrzegł jednak, by w zamian obiecała, że nigdy nie będzie chciała przejąć władzy nad resztą jego królestwa. Królewna się zresztą chętnie na to zgodziła. Wiedziała, że król dobrze rządzi państwem, a ona dopiero się uczy. Poprosiła go jednak, by nie zabraniał nikomu przyjeżdżać na te ziemie, którymi ona włada i w razie konieczności, by zgodził się na nieznaczne ich powiększenie. Wysłała również podobne listy i prezenty do innych książąt przyległych do jej królestwa ziem z prośbą, by nie czuli się urażeni. Zapłaciła ona również im za zabrane ziemie. Niektórzy spośród nich chętnie się na to zgodzili i nawet mogąc ją odwiedzać, często to robili. Inni zaś zazdrośni o jej popularność prosili króla, by zabronił jej nazywać się władczynią tamtych ziem. Król jednak nie zmienił swej decyzji. Czas pokazał, że miał on rację, bo z jej ziem zawsze największe dary otrzymywał.

JAK FUNKCJONOWAŁO PAŃSTWO

Tak więc powstało już wojsko i można już było ustalić granice państwa. Królewna postanowiła, że na każdej drodze prowadzącej do niego będzie stała taka sama waga, jaką dostał król. Przy każdej z nich mieli pełnić wartę żołnierze. Celem tego miało być ustrzeżenie mieszkańców najdalej położonych ziem przed nieprzyjemnymi zdarzeniami. Wagi te, po rozmieszczeniu ich na drogach, miały jeszcze tę właściwość, że łączyły się niewidzialną nitką nieprzepuszczającą nikogo złego na obszar nią ogrodzony. Nitka ta, choć nie wpuszczała nikogo złego na obszar państwa, to jednak nie stanowiła żadnej przeszkody dla jej mieszkańców oraz zwierząt. Przy każdej wadze powstało malutkie miasteczko, by rycerze nie musieli z daleka dojeżdżać do pracy. Zebrała ona także wokół siebie młode dziewczyny. Uczyła je wszystkiego, co mogłoby się okazać niezbędne którejś z nich w przyszłości, gdy obejmie ona po niej tron. Oprócz nauki sztuki rządzenia dziewczyny chodziły do szkoły, uczyły się wykonywania wszystkich prac domowych i tańca oraz gry na różnych instrumentach. Królewna, zauważywszy że bardzo ładnie umie tańczyć, chciała je tego nauczyć. Ćwiczyły więc codziennie różne tańce, balet a nawet akrobację. Co tydzień występowały przed widownią – mieszkańcami tegoż państwa. Wszystkie ich przedstawienia bardzo się podobały. Królewna, dzięki swej niezwykłej szybkości, cierpliwości i umiejętności unoszenia się ponad ziemią, sprawiała, że wszystkie jej uczennice bardzo lubiły występy i nigdy się im nic złego nie przytrafiło. W pokazach tych brali nieraz także udział niektórzy żołnierze.

Oprócz przyjemności królewna miała jednak również wiele obowiązków. Musiała znaleźć pracę i mieszkanie dla wielu przybyszów. Postanowiła, że większość jej poddanych będzie miała małe poletka. Reszta z nich miała pracować wyrabiając piękne rzeczy, które zresztą stały się bardzo drogie za granicami tegoż królestwa. Dlatego wiele z nich sprzedawano w zamian za produkty, których nie było w tym państwie. Oprócz tego część z jej poddanych zajmowała się uczeniem dzieci i pomocą nowoprzybyłym. Żaden z obywateli tegoż królestwa nie musiał płacić podatków. Każdy z nich dawał dobrowolnie to, co mógł. Razem z królową budowali państewko. Nikt nie żałował swej pracy i pieniędzy, które zresztą z biegiem czasu przestały być praktycznie potrzebne. Królewna co tydzień spotykała się ze swymi poddanymi na balkonie swego pałacu pomagając im rozwiązywać ich problemy, doradzając im i ogłaszając podjęte przez nią w danym tygodniu decyzje. Po każdym takim spotkaniu odbywał się pokaz tańca jej zespołu bądź były jakieś inne atrakcje. Królewna nie miała służby. Każdy, kto chciał, pomagał jej pracach domowych. Były to najczęściej dziewczyny z jej zespołu lub ludzie, którym pomogła. Dzięki jej pracy i pracy jej poddanych królestwo to bardzo szybko rozwijało się. Z biegiem lat stało się ono bardzo sławne na całym świecie. Wielu władców brało przykład z niego. Jego mieszkańcy słynęli z niezwykłych zdolności i bardzo dobrych serc. Na darmo próbowano nieraz skłócić jego obywateli. Choć czasami udawało się to poza granicami królestwa to wracając do domu żyli oni zawsze w zgodzie. Nie narzekali, gdyż nikt tu nie cierpiał z powodu głodu lub biedy. A każdy, kto chciał, mógł solidnie pracując zarobić na swoje potrzeby. Oprócz wiadomych wszystkim prac królewna miała jeszcze swoje sekretne obowiązki.

WIEDŹMA

Jednym z nich była obrona królestwa przed złymi mocami. Pewnego razu, gdy zdawało się, że już nic nie może mu zagrozić, pojawiły się nad nim czarne chmury. Były one tak ciemne, że zasłoniły całe niebo. Zdawało się, jakby nadchodziła noc mimo, że minęło dopiero południe. Zza tych chmur dobiegał złowrogi śmiech. Wszyscy mieszkańcy pochowali się w swoich domach w obawie o swoje życie. Żołnierze stali nie wiedząc co mają robić. Umieli oni walczyć z ludźmi, lecz nie ze stworami. Wszyscy prosili o pomoc królewnę, która bez chwili zastanowienia poleciała nad obłoki, by dowiedzieć się, co się stało. Będąc tam zauważyła, że jest tam czarownica, która na jasne, lekkie obłoczki sypała czarny proszek. Przemieniał on je w czarne i ciężkie chmury. Robiąc to czarownica cieszyła się z tego bardzo. Stąd był ten śmiech. Zobaczywszy królewnę przestała się ona śmiać, lecz zaczęła coraz to szybciej rozsypywać swój proszek, którego zresztą miała bardzo dużo. Królewna starała się najpierw porozmawiać z czarownicą, lecz ta nie chciała z nią rozmawiać. Za każdym razem, gdy Jola zbliżała się do wiedźmy, ta, nie przerywając swej pracy, uciekała nieco w bok. Na skutek tego robiły się mniejsze i większe przerwy w chmurach. Dzięki temu choć troszeczkę słonecznego światła docierało do ziemi. Królewna widząc, że wiedźma się jej boi, postanowiła ją złapać. Zanurkowała w ciemne, duszące chmury i złapała ją od tyłu. Ta, choć bacznie się oglądała, nie mogła zobaczyć jej w ciemnościach. Jola obleciała ją po cichutku i objęła z tyłu w pół. Wystraszona wiedźma wrzasnęła: - Puść mnie, bo jak nie to wyrzucę resztę tego proszku w tym miejscu, nad którym jesteśmy. Wiesz, co to będzie oznaczać... Każdy z twoich poddanych, który się tam znajduje zginie natychmiast... Na te słowa królewna usiadła na miotle czarownicy i tak mocno ją objęła, że ta nie mogła się ruszyć. Wiedźma poczuła ciepło Joli ciała i poczuła jak wielka dobroć serca królewny otacza ją dookoła. Wystraszyła się. Wiedziała, co jej grozi. Dłuższy kontakt z królewną mógł spowodować zanik jej mocy, która czerpała siłę ze zła. Moce te w otoczeniu dobra, podobnie jak rośliny bez światła, nikną w oczach. Szybko użyła sekretnego zaklęcia i znikła. Wraz z nią znikły również czarne chmury, którym dodatkowo pomagała zniknąć królewna zbliżając się kolejno do każdej z nich.

STWÓR

Każdego wieczoru królewna schodziła do swej piwnicy. Tylko ona znała tajemne do niej wejście. Było to duże, ciemne i chłodne pomieszczenie. Znajdowało się tam bardzo dziwne zwierze. Było ono wielkie na wysokość piętra. Było czarne. Miało

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%