Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 49 min czytania

Królewna Śmieszna i 7 Ufoludków

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce żyło siedmiu ufoludków. Mieszkali na porośniętej grzybem malutkiej planecie bez żadnej, podkreślam inteligentnej formy życia. Byli młotkami mającymi mózgi wielkości orzecha laskowego z małymi, niebieskimi ciałkami, wielkimi pomarańczowymi głowami i wystające z czoła zielone oczy. Całymi dniami biegali po spleśniałych łąkach i lizali swoje odnóża stopopodobne. Kiedyś w ich pozbawionej sensu egzystencji doszło do przełomu. Niespodziewanie zaczęły im się rozrastać móżdżki. Po godzinie miały rozmiary jabłka. Pierwszy raz w życiu ufoludki zaczęły myśleć. Stwierdzili, że ich planeta jest do kitu, więc zbudowali statek kosmiczny i uciekli z niej. Po kilku miesiącach podróży wylądowali na planecie zwanej Ziemią.

*

W innym układzie planetarnym mieszkał pewien komik nazywany przez swoją publiczność Królem Śmiesznym. Wstydził się swojej płci, więc ją zmieniła zostając kobietą. W ten sposób zmienił imię Królewna Śmieszna. Od tamtego momentu była prześladowana przez Kościół Buraka1, który uznawał ten zabieg za grzech przeciwko Barszczowi, ważnej zupie buraczanej2. Z tego powodu musiała uciec do lasu. Tam miało wypełnić się jej przeznaczenie.

*

Na nieszczęście dla całego wszechświata kiedyś powstało Imperatorium. Rządziła nim Inmperatorka nazywana Złą. Dysponowała potężną armią białych ludzików i (co gorsza) wielkich hamburgerów chodzących na trzech stopach nazywanych potocznie trójstopami. Miała mały komputerek, tak zwany „Ej, czy to ryba? Nie? W takim razie widzę soczystego melona”3. Zajmował on pierwsze miejsce w rankingu sprzętu wszechwiedzącego. Jest na nim z dwóch powodów; pierwszy z nich to różowy jak kciuk Tiptopka4 kolor obudowy. Drugim jest program każący mu mówienie tego, co ludzie chcą słyszeć. Właściwie to rzadko mówi prawdę. Dokładne prawdopodobieństwo wypowiedzenia prawdziwej informacji wynosi 1 na 1245. Coś takiego zdarzyło się pewnej strasznej nocy (Hmm, dziwne. Od kiedy to w przestrzeni kosmicznej występują dnie i noce?). Zła Imperatorowa zapytała się komputerka: -Komputerku, powiedz ty stary złomie, kto kontroluje najcudaczniejszy obiekt we wszechświecie? „Ej, czy to ryba? Nie? W takim razie widzę soczystego melona” chciał powiedzieć „Ty go posiadasz, stercząca tu staruszko nieruszko”, ale coś w programie się pochrzaniło, więc rzekł: -7 ufoludków na planecie Ziemia, ty stercząca tu staruszko nieruszko. Ta wredna wiedźma wpadła w furię. Nie to chciała usłyszeć (oprócz „staruszki nieruszki”), więc wyrzuciła biedną maszynkę przez dziurę w ścianie, którą z braku innego określenia można nazwać oknem. Po chwili namysłu Imperatorowa postanowiła zdobyć Ziemię. Wysłała na tę planetę bandę cwaniaków, którzy schowali trójstopy w niepozornych miejscach.

*

Królewna Śmieszna wpadła do lasu uciekając przed dwoma inkwizytorami Kościoła Buraka. Jeden z goniących nagle się zatrzymał. -Czesiek ,co ty robisz?!- zapytał go drugi- Gońmy ją! -Ona wbiegła do lasu- rzekł inkwizytor- Tam nie urośnie nawet mały buraczek. Wiesz przecież, że Big Burak1 surowo zabronił nam wchodzić do takich miejsc. -Więc co mamy zrobić? -Trzeba wykarczować las i zmienić go w pole buraków. Śmieszna biegła przed siebie. Zwolniła trochę kiedy zdała sobie sprawę, że zgubiła fanatyków. Postanowiła uciec do nieopanowanego przez Buraczaków miasta Łubabum. Nagle coś spadło jej na głowę ogłuszając ją.

*

Ufoludki rozbiły swój statek kosmiczny w małym lesie. Z wraku i lokalnych surowców (czyli zabitych wiewiórek i śmieci zostawionych przez pijaków) zbudowały fajną ruderę. Po wprowadzeniu się jeden z nich wpadł na pomysł, żeby wymyślić dla siebie i kumpli imiona. Od tamtego momentu nazywano ich: Blumb, TCNNG (Ten Co Nie Nosi Gaci), Ojej, BAR (Bardzo Antywiewiórczy Robert), Ancio Pańcio, Fujek, Bingo. Oficjalnie powstała organizacja znana jako „Wiocha 7 ufoludków”.

*

Królewna Śmieszna miała dziwny sen. Widziała armię gigantycznych hamburgerów wymiotujących na ludzi. Jeden stał nad nią. Chciał ją podnieść, ale spadła na niego różowiutka skrzynka. Wtedy obudziła się. Miała w ręku coś przypominającego wyglądem komputer. Nacisnęła zielony guzik. Z głośników zaczęło dochodzić jakieś trzeszczenie i na ekranie pojawiła się twarz przyzdobiona wymuszonym uśmiechem. -Dzień dobry, jestem „Ej, czy to ryba? Nie? W takim razie widzę soczystego melona”, komputer do przepowiadania przyszłości-przemówiła maszyna- W czym mogę służyć? -Ale bajer!- zachwyciła się Śmieszna -Brak danych. Wprowadź dane lub inną komendę. Królewna znowu wcisnęła zielony guzik. Tym razem komputerek się wyłączył. -Kiedy ci idioci z Kościoła Buraka to sprzedam to na pchlim targu i sporo zarobię. Uciekinierka poszła dalej podskakując co jakiś czas. Nagle coś futrzanego spadło jej na głowę. Usłyszała wokół siebie jakieś bzyczenie i dźwięki wydawane przez wiewiórki. Po chwili zemdlała.

*

Ufoludki zbudowały kilka bardzo dziwacznych, ale przydatnych w wielu sytuacjach przedmiotów. Wartym wspomnienia jest uczyk mowy. To krzesło z regulowanym starym sitkiem podłączonym do kabelków i różnych wydzielin produkowanych przez leśne zwierzęta oraz kosmitów. Jak się na tym usiadło, włożyło sito na głowę i podłączyło pod wysokie napięcie to rozumiało się i mówiło w większości językach stosowanych we wszechświecie. Dzięki temu 7 ufoludków zjednało sobie dzikie zwierzaki zamieszkujące las. Ci przybysze z odległej planety dysponowali najdziwniejszym przedmiotem we wszechświecie będącym jednocześnie potężną bronią. To był Fajowski Badyl Który Świeci (w skrócie FBKŚ) . Raz Ancio Pańcio uderzył tym atakującego go dzika. Zwierzę... Stop! To opowiadanie mogą czytać nieletni. Jako cenzor tę wyjątkowo drastyczną scenę zastępuję wyrazem CENZURA. Dysponując tak straszliwym orężem i armią umiejącą się nim posługiwać ufoludki mogły rządzić światem. Jednak im się nie chciało. Wbrew pozorom były bardzo leniwymi istotami. Poza tym świat według nich był głupi. Sądzili, że jedyny jego fajny kawałek to las, w którym mieszkali. Aby zwiększyć jego bezpieczeństwo założyli zakon rycerzyków Bekaj. Jego członkami były zaprzyjaźnione z kosmitami wiewiórki i sarenki uzbrojone w FBKŚ. Pewnego dnia patrol Bekaj przyprowadził do Wiochy 7 Ufoludków jakąś dziwną istotę. Chodziła na dwóch nogach, była wysoka i szczupła. Co dziwne posiadała nos w kształcie i kolorze pomidora. Był to człowiek, a konkretniej Królewna Śmieszna. Na spotkanie wiewiórkom, które ją złapały wyszedł Ten Co nie Nosi Gaci. -Co to być?- spytał kosmita -Tiii dziby. Pipleliśmy tik wu prrrrkl (Nie wiemy. Znaleźliśmy to w lesie.)-odpowiedział dowódca patrolu -Przyłaźcie tu cipciaki1! Reszta ufoludków zebrała się wokół leżącej na ziemi kobiety. -Co to być?- zapytali -Tiii mum ciwoniego picia, uće ji fuć pić tu FiBiKiSi!(Nie mam zielonego pojęcia, ale chcę to uderzyć FBKŚ!)-oświadczył po wiewiórczemu jeden z Bekaj i zamachną się swoją bronią na nową zdobycz Śmieszna już pewnie nigdy nie powiedziałaby żadnego żenującego dowcipu, gdyby BAR nie uderzyłby wiewiórkę uruchomionym Fajowskim Badylem Który Świeci. Futrzak... Szanowny opowiadaniu, to znowu ja, cenzor. Przypominam, że to mogą czytać osoby mające mniej niż osiemnaście lat. Dlatego apeluję, abyś było mniej brutalne i na miejscu tego fragmentu wstawiam wyraz CENZURA. Ufoludki posadziły swojego gościa (lub raczej więźnia) na uczyk mowy. Włączyli go i Królewna Śmieszna się ocknęła. -Szczerze mówiąc to inaczej sobie wyobrażałam Raj- marudziła -Nie jesteś w Dolinie Pućków2- zwrócił jej uwagę BAR -W takim razie gdzie? -To miejsce nazywa się Wiocha 7 Ufoudków. -A wy to niby jesteście jacyś kosmici? -A żebyś wiedziała. -Holender, chyba za dużo piję. Wiewiórki wyciągnęły coś z worka. -Ot łyśmiśmy pzi tij piwcie.(To znaleźliśmy przy tej istocie.)-oświadczył jeden Bekaj trzymając w rękach „Ej, czy to ryba? Nie? W takim razie widzę soczystego melona” -Ja nie mogę, to te futrzaki gadają?!- spytała Królewna Śmieszna -U ci yt śliciś, pogziani, organi ciuciu?!(A co ty myślałaś, głupia, ograniczono idiotko?!)-burknęła urażona wiewiórka -No dobra, o co w tym wszystkich chodzi? -Mi jesteśmy ufoludki, hopsasa, hopsasa- zaśpiewał Ojej- Z różnych śmieci mamy budki, hopsasa, hopsasa. Przylecieliśmy tutaj z porośniętej grzybem planety, hopsasa, hopsasa... -Nudzisz!- przerwał mu TCNG-Po prostu przylecieliśmy tu z „dawno dawno temu w odległej galaktyce” czy jakoś tak, zbudowaliśmy tę wiochę, założyliśmy zakon rycerzy Bekaj i upciliśmy(złapaliśmy) cię. Teraz wyrzucimy cię z naszego lasu z powrotem do tamtego miasta. Śmiesznej do oczu napłynęły łzy. Wiedziała, że wyznawcy Kościoła Buraka czekają na nią, aby ją złapać i przepuścić przez wielką krajalnicę do jarzyn3. -Wy nie możecie mi tego zrobić!-wybuchła- Jeżeli tam wrócę, to zginę. Muszę tu zostać na pewien czas. Ufoludki nie czuły emocji. Do tego niezbędne są gruczoły, a kosmici ich nie posiadali. Jednak u TCNG po tej wstrząsającej mowie, lub raczej ataku histerii, te narządy zaczęły kiełkować. Ten proces udzielił się również jego cipciakom. Porozmawiał z kumplami. Pod wpływem nadmiaru i niedomiaru różnych hormonów poczuli coś, co namówiło ich do przyjęcia pod swój dach Królewny Śmiesznej.

*

Big Burak stacjonował w porzuconej fabryce koncentratu buraczanego firmy „Udław się”. W tej walącej się ruinie przyjmował wiochmenów1 i innych gości, którzy chcieli się wygadać. Raz do jego sali audiencyjnej (mniej uroczyście mówiąc małej dziurze w stercie odpadów z na wpół zjedzonym przez wszy fotelem) weszło dwóch inkwizytorów. -O wielki, potężny i grubaśny Big Buraku!-wyśpiewywał jeden z nich- My, nie tak okazali i czerwoni jak ty wiochmeni przybyliśmy do ciebie ze skargą. -Mów o co chodzi. -Otóż tak zwany Król Śmieszny, dawniej słynny komik poważnie zgrzeszył przeciwko Barszczowi- on zmienił płeć. -No co ty gadasz?! -Ten wstrętny grzesznik uciekł do lasu myśląc, że tam Burak go nie dosięgnie- rzekł drugi inkwizytor- Cóż mamy zrobić? Big Burak lekko się uśmiechnął. -Cieszę się, że mi to zgłosiliście- powiedział- Niedługo już wytniemy wszystkie lasy zamieniając je w ogródki warzywne. Burak będzie wtedy rządził światem! Buahahah, hi, hi, huha!!! Łukaszu, pokaż tym panom nasz nowy sprzęcior! Przed wejście do sali audiencyjnej podjechały trzy wielkie pojazdy z mechanizmem do ścinania drzew i buldożer. -Weźcie to i zmieńcie ten las w wielkie pole buraczane. Za chwilę mój asystent, Łukasz, odda pod wasze rozkazy ludzi umiejących obchodzić się z tą maszynerią.

*

Obecność Królewny Śmiesznej wywarła pozytywny wpływ na 7 ufoludków. Ich gruczoły bardzo szybko się rozwijały. Po niecałym tygodniu kosmici potrafili odczuwać te same emocje, co ludzie. W tamtym lesie wszystko było idealne do momentu, kiedy zwiadowczy odział sarenek Bekaj przyniósł bardzo złe wieści. -Piii, ffffff, sssrrrr, phrrrr!(Jakieś wielkie maszyny na skraju lasu wycinają drzewa!)- ogłosiło jedno ze zwierząt Ufoludki dowiedziawszy się o tym nie zwlekały ani chwili. Wzięły FBKŚ, włożyły szlafroki i zebrały wszystkich rycerzy swojego zakonu. Ojej dał Królewnie Śmiesznej broń i cała ta armia ruszyła do miejsca, w którym obcy najeźdźcy niszczyli ich dom. Były komik widząc buldożer i maszyny do wycinania drzew z namalowanym czerwonym burakiem pomyślał: -A niech to szlag! Przybyli po mnie. Uciekać? Nie! Powiem tym idiotom, co o nich sądzę. Zdesperowana i zbuntowana kobieta wybiegła przed maszyny. Miała krzyknąć „Dostaniecie za swoje, przeterminowane marchewki2!”, ale widząc pędzący na nią wielki pojazd jęknęła tylko: -Kurcze, po co ja to robiłam? Mimo przerażenia uruchomiła FBKŚ i rzuciła się z nim na buldożer. Trafiła w mężczyznę obsługującego maszynę. Facet...

*

-&$%#!- przeklinał cenzor- Ile razy do stu piorunów powtarzałem, że to mogą czytać nieletni?! Opowiadaniu, daję ci ostatnie ostrzeżenie. Albo będziesz przyjazne dal osób mających mniej niż osiemnaście lat, albo będę musiał cię ukarać. Po raz ostatni wstawiam wyraz CENZURA.

*

Przepraszamy za usterki, ale ten przypał od cenzury ciągle wcina się w akcję. Podczas jego nudnej gadaniny rozegrała się wielka bitwa. Maszyny, które miały zniszczyć las zostały otoczone przez Bekaj. Zwierzaki bez problemu zmieniłyby tę kupę złomu w bardziej kupiastą kupę złomu, gdyby nie natarli na nie dwaj inkwizytorzy z ogromną bandą wiochmenów uzbrojonych w piły łańcuchowe firmy „Rżnij i żryj”. Machali dzielnie swoimi zabawkami, ale te ich badziewie nie mogło się równać z bronią obrońców lasu. Oto opis pobojowiska...

*

-Miarka się przebrała! Opowiadaniu, ja jestem cenzorem, a ty nic sobie nie robisz z mojej paplaniny. Nadal jesteś bardzo drastyczne. Dlatego muszę... aggh, aggh, huh, huuuh, uuuuh! Ups, wygląda na to, że nasz cenzor dostał ataku astmy. No cóż, przez pewien czas niestety będzie niedysponowany i będziemy musieli sobie poradzić bez niego.

*

Ze względu na stan zdrowia naszego cenzora w tym miejscu obejdzie się bez cenzury. Pobojowisko wyglądało dosyć osobliwie. Uderzenie FBKŚ zmieniało ofiarę w małą, marynowaną cebulkę. Na skraju lasu było mnóstwo tych warzyw walających się wokół rozwalonych pił. Nie zniszczone były tylko dwa pojazdy z mechanizmem do cięcia drzew i buldożer. Ufoludki były wstrząśnięte atakiem na ich las. Postanowiły przeprowadzić kontratak. Królewna Śmieszna doskonale wiedziała, gdzie ich wrogowie mają siedzibę. Raz już była w starej fabryce koncentratu buraczanego firmy „Udław się”. Cudem uciekła stamtąd ratując się przed śmiercią. Opisała kosmitom, jak tam dotrzeć.

*

Jeden z dwóch inkwizytorów, którzy przeprowadzili szturm na las siedmiu ufoludków wrócił do siedziby Big Buraka będąc na pół człowiekiem i na pół marynowaną cebulką. -Co ty ze sobą zrobiłeś?!- ryknął na niego przywódca religijny- Cebule są nieczyste! Po ich zjedzeniu koszmarnie jedzie z pyska, a tym zmieniasz się w to okropieństwo? Zginiesz! -Panie, to nie moja wina!- jęczał wiochmen- Zgodnie z twoim rozkazem zaatakowaliśmy las, gdzie ukrywają się wrogowie Barszczu. Niestety zaatakowała nas banda wiewiórek, saren i takich dziwnych zielonych ludzików. Ich broń zmieniła naszych w... tfu!... cebule. Tylko ja przeżyłem. -Co ty ga... Big Burak nie zdążył skończyć. W jego salę audiencyjną uderzył ogromny buldożer. Wszystkie zabudowania dookoła były niszczone przez jego maszyny do ścinania drzew. Ponadto horda wiewiórek dzierżących w swoich małych rączkach świecące kijki leciała prosto na niego. Zauważył, że inkwizytor jest marynowaną cebulką zjadaną przez coś zielonego chodzące na dwóch nogach. -Wiecie co, ja też lubię omlety- jęknął i spostrzegł, że jest już tylko żółtym warzywkiemem lecącym do ust wiewiórki Tak skończył kościół Buraka. Bo śmierci ich szefa jego wyznawcy stwierdzili, że tak naprawdę buraki nie są do końca fajne, więc zaczęli wyznawać wiarę w pomidora. Stali się przez to bardziej tolerancyjni, więc Królewna Śmieszna była bezpieczna w mieście. Odeszła od ufoludków. Przed tym uruchomiła „Ej, czy to ryba? Nie? W takim razie widzę soczystego melona.” -Komputerku, powiedz przecie, co stanie się z tą zapyziałą siedzibą moich znajomych? -Na Ziemię zejdą wielkie hamburgery i białe ludziki, które...-komputer przerwał pracę- LOW BATERY, LOW BATERY- po wyświetleniu tego napisu wyłączył się -Szlag by to wziął!- burknęła Śmieszna- Ech, będę musiała naładować tą zabaweczkę. Spakowała się i wyjechała do miasta.

*

Po kilku tygodniach zbijania bąków Zła Imperatorowa zainteresowała się inwazją na Ziemię. Wszystko szło jak po maśle. Banda cwaniaków założyła sieć fast-foodów o nazwie „Hamburgerki” i szybko zmieniła go w potężną i bogatą korporację. Pod przykrywką sprzedawania niezdrowej żywności w tych budkach ukryte były trójstopy. Ponadto do każdego dania był wczepiany kawał żelastwa, który wysyłał wszystkie dane o osobie, w której się znajdował, do komputera na okręcie kosmicznym Imperatorowej. Dzięki temu Imperatorium miało dokładną bazę danych mieszkańców Ziemi. Oprócz tego desantowce z milionami białych ludzików1 już dolatywały do odpowiedniego układu słonecznego. Z wrednym uśmieszkiem na ustach ta potworna kobieta poszła na mostek kapitański. -Witaj, wasza staruszkowość nieruszkowość- ukłonił się do niej generał kierujący atakiem na Ziemię -Siema, ty stary worze- odpowiedziała mu władczyni -Dostaliśmy wiadomość od cwaniaków. Wystarczy kliknąć ten guzik. Założycielka i pani Imperatorium zrobiła to. Zagrała miła muzyczka rodem z gadających nocników dla małych dzieci i rozpoczęła się apokalipsa.

*

Królewna Śmieszna znalazła pracę w wielkiej międzynarodowej korporacji. Była sprzątaczką. Całkiem nie źle zarabiała. Kupiła przytulone mieszkanko w zapyziałej dzielnicy. Pomijając to, że na każdym kroku leżały psie odchody a banda chuliganów robiła ogólną rozwałkę, można powiedzieć o tym miejscu, że bardzo przyjemnie się w nim żyje. Pewnego dnia były komik skoczył do nowego fast-foodu w okolicy. Zbudowała go niejaka firma „Hamburgerki”. Śmieszna słyszała, że te bary są dosyć osobliwe, ale nie spodziewała się tego, co zobaczyła. Przed nią stał kilkunastometrowej wysokości i dużo większej szerokości hamburger poruszający się na trzech ogromnych stopach. -O kurde, ta firma ma wyjątkowo dobrego gościa od dekoracji-wysapała W sumie to nie byłoby niepokojące, gdyby ten potwór nie zionął cuchnącym oddechem zamieniającym ludzi w ketchup, bułkę lub mielonego. Innych łapał klejącymi mackami i wkładał do garnka znajdującego się w jego wnętrzu. Śmieszna po krótkiej chwili załapała, że coś jest nie tak. Doszła do wniosku, że kucharz pewnie źle wymieszał konserwanty, przesadził z drożdżami w bułce i nie do końca zabił krowę, z której brał mięso i wyszło mu coś takiego. Sądziła, że za chwilę przyjedzie ciężarówka z marines uzbrojonymi w wyrzutnie rakiet i będzie po hamburgerze. Jak gdyby nigdy nic wróciła do domu. Królewna doznała szoku. Na miejscu, gdzie powinien być jej dom, stało coś wyglądające jak statek UFO ze słabych filmów SF. Wychodziła z niego duża grupa jakichś kretynów ubranych na biało. Wkurzona kobieta myślała:„Ci diabelni rockersi! Wpychają nos tam, gdzie nie trzeba. Pewnie włożyli na moją chatę tą atrapę i chcą zagrać tu koncert. Już ja im pokażę!”. Śmieszna zaczęła rozglądać się za jakąś bronią. Wtedy przypomniała sobie bandę chuliganów rozrabiających w jej dzielnicy. Trzon ich uzbrojenia stanowiła prosta, ale diabelnie niebezpieczna broń, czyli skarpetka z cegłą. Czymś takim można solidnie przywalić w łeb lub rzucić z bliskiej odległości nabijając sporego siniaka. Królewna po chwili namysłu rozejrzała się za kawałkiem cegłówki. O to nie było trudno. Na tamtej dzielnicy rzucanie się cegłami było ulubioną rozrywką dzieci. Szybko znalazła idealną sztukę. Ściągnęła skarpetkę, włożyła do niej swoje znalezisko i miała broń. Rzuciła się z nią nas nieproszonych gości wołając: -S*********** stąd wy s*********!!! Nie wywarła takiego wrażenia, o jakie jej chodziło. Intruzi zamiast uciekać w popłochu otworzyli do niej ogień z oryginalnie wyglądających karabinów. Dzielna wojowniczka z cegłą włożoną w skarpetę teraz wyrzuciła swoją broń trafiając w głowę jednego najeźdźcę i zwiała za znajdujący się kilkaset metrów dalej kontener na śmieci. Było to na wzniesieniu, więc Śmieszna miała widok na dużą część miasteczka. Ona własnym oczom nie uwierzyła. Ujrzała swoje rodzinne miasto deptane przez kilka gigantycznych hamburgerów. Ponadto widziała całe bataliony dziwacznie ubranych gości, których uznawała za rockersów i lądujące w różnych miejscach statki UFO. Uszczypnęła się. To nic nie zmieniło. -Psiakrew!-jęknęła-Tylko nie inwazja kosmitów. Postanowiła poprosić o pomoc Siedmiu Ufoludków. Poszła w kierunku lasu.

*

Ufoludkami wstrząsnęło odejście Królewny Śmiesznej. Brakowało im jej. W wyniku tej traumy powoli zanikały u nich gruczoły, przez co szybko stawały się zimnymi i pozbawionymi uczuć istotami. Jednak musieli sobie poradzić z tym smutkiem. W końcu pewnego dnia BAR wynalazł recepturę na bimber z żuków i żołędzi. Raz kosmici siedzieli przy stole i napychali swój organizm promilami. Wtedy przyszła Królewna Śmieszna. -Hejka!-przywitała się Pijane od kilku tygodni Ufoludki nie za bardzo wiedziały, o co chodzi. Po chwili wróciły im wspomnienia. Podczas niecałej minuty ilość alkoholu w ich krwi (lub raczej w czymś krwiopodobnym) z 59% spadł do 0,5%. -Spowiadaj się, gdzie byłaś!- rozkazał Fujek -W mieście-odpowiedziała Śmieszna -Tak bez pożegnania? -No. -Ale super! Fajnie, że przyszłaś. Weź podaj swój adres i telefon, to może w najbliższym czasie do ciebie wpadniemy. -Niestety, miasto już nie nadaje się do zamieszkania. -A co się stało? Może była inwazja kosmitów, hehe? -To miał być sarkazm? -Tak. -Nie był. To niestety prawda. Ufoludki wytrzeszczyły na nią swoje oczy. -To chyba żart, co nie?-spytał z niepewnością w głosie Ancio Pańcio -Jeny, jacy wy jesteście niekumaci-jęknęła Królewna- To prawda. Przyszłam prosić was i te wasze futrzaki z Bekaj o pomoc. -Sorry, ale już rozwiązaliśmy ten zakon. Nie możemy ci pomóc. -Dlaczego? -Ponieważ...Czekaj, daj mi się zastanowić. -Bo jesteśmy po alkoholu-powiedział BAR-Używanie w takiej wariacji(sytuacji) FBKŚ jest niebezpieczne. -Jak tak to ja idę pogadać z futrzakami i mam was w nosie! Wkurzona Śmieszna odwróciła się i zobaczyła bandę białych ludzików celujących do niej i ufoludków z karabinów. Były komik skoczył w krzaki a jej koledzy wyciągnęli swoje badyle i pozmieniali najeźdźców w cebulki. Kiedy wykończyli juz wszystkich, wtedy Królewna wyszła z ukrycia. -Mogę sobie pogratulować-rzekła z dumą- Miałam genialny plan. Chciałam wyskoczyć zza tej rośliny w odpowiednim momencie i zajść tych drani od tyłu. -Serio?-spytał Bingo- A my myśleliśmy, że pękłaś i zwiałaś przed tamtymi cieniasami. -Nieważne. Mimo wszystko dziękuję wam za tą zbędną, ale miłą z waszej strony pomoc. Będę was potrzebowała później. Zrozumcie, że tylko my możemy uratować ten pochrzaniony świat... Zanim skończyła obok nich wylądował statek kosmiczny taki sam, jak ten z jej domu. Ufoludki przeszukały go. Nie znaleźli nikogo. -Chmm, ta maszyna mi się nie podoba-powiedział Blumb -Patrzcie, wielki hamburger idzie w naszą stronę!-krzyknął TCNNG wskazując na trójstopa -O w mordę-jęknęła Śmieszna-Szybko, właźcie do tego statku. -Czemu? -Właźcie, do jasnej ciasnej! Ufoludki weszły i zamknęły drzwi. Królewna powiedziała, że musi iść do toalety. Nad jednymi drzwiami zobaczyła napis WC. Otworzyła je. W pomieszczeniu stało przybite do ziemi wiaderko. Załatwiła się do niego i pociągnęła za sznurek, który według niej był spłuczką. W ten sposób przez pomyłkę uruchomiła autopilot statku kosmicznego. Skrót WC oznaczał „włącznik Czesława”. Czesław to był program sterujący wybranym pojazdem do wcześniej ustalonego miejsca. Aparatura spadła z sufitu na wiadro. -Siemka!-odezwał się komputer-Jestem Czesław. Twój cel to Gwiazda Śmieci. Trzymaj się mocno, bo za chwilę wystartuję. Śmieszna pobiegła do centrum sterowania okrętu, gdzie ufoludki próbowały rozpracować wszystkie guziki. Po chwili zaświeciły się wszystkie lampki. -Ale super, uruchomiliśmy!-krzyczał radośnie Ojej Statkiem solidnie wstrząsnęło a Królewna i ufoludki polecieli na ścianę. Dopiero po kilku minutach mogli z niej zejść. Chwile potem latali po całej kabinie. -Gdzie my w ogóle lecimy?-spytał Fujek -Do czegoś, co się nazywa Księżyc Śmieci-powiedziała Śmieszna-To pewnie jakieś kosmiczne wysypisko.

*

Statek Złej Imperatorowej lądował na Księżycu Śmieci. To był bardzo groźny wyrób planetopodobny1 . Przyciągał i przechowywał ogromne ilości odpadków z całego wszechświata, aby potem zrzucić je na jakąś planetę niszcząc ją brudem i koszmarnym smrodem. Nic nie było i nie jest w stanie przetrwać taki atak. Wredna władczyni Imperatorium chciała w ten sposób zniszczyć Ziemię. Razem z Darkiem Chromolem, jej przybocznym cieciem, weszła do Księżyca. Przy śluzie czekał na nią niski, łysy kosmita. Posiadał duży nos w kształcie kotwicy i trzecie oko z tyłu głowy. Jego skórę pokrywały fioletowe łuski. To był Ugiczun Picku, kapitan tego ciała zielonego. -Czy wszystkie białe ludziki i trójstopy wróciły z Ziemi?-zapytała go -Czekamy tylko na jeden transporter z żołnierzami-odpowiedział kosmita -Wspaniale. Chromol, nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Królewna Śmieszna i 7 Ufoludków — czytnik · opowiadania