Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 25 min czytania

Królowa Zachodnich Mórz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Królowa zachodnich mórz" nie była największym statkiem, jaki Keth widział w swoim życiu. Nie była też najpiękniejszym, ani najprzyjemniejszym środkiem podróżowania. Chłopak jednak oddałby wiele, aby zaciągnąć się chociaż na taki statek tylko po to, aby wyrwać się z miasta, w którym się urodził i wychował. Wprawdzie Warwit było całkiem przyjemnym miejscem, jeśli tylko się przez nie przejeżdżało, a nie mieszkało tak, jak Keth przez siedemnaście lat i znało się każdą uliczkę, każdy zaułek. Może było tak dlatego, że lubił poznawać nowych ludzi, nowe rzeczy i być może nowe miejsca - tego nie wiedział, nigdy nie wyjechał z Warwit dalej niż do Krai, więc nie miał okazji, aby poznać jakiekolwiek nowe miejsce. Teraz to jednak nie było jego największym problemem. Musiał przenieść te skrzynki na pokład "Królowej" i to jak najszybciej, jeśli tylko chciał zdążyć spotkać się z Lili. Miał mieć wolny dzień. Ojciec o tym nie zapomniał, musiał jednak zostać w sklepie i dlatego wysłał go... ich. No właśnie. Dail, starszy brat Ketha, zawsze starał się wykręcić od roboty, gdy w pobliżu nie było nikogo starszego. I dlatego siedział teraz na wozie i pilnował reszty skrzynek. Chociaż kto kiedykolwiek słyszał, aby pilnować z zamkniętymi oczami... chrapiąc jednocześnie. Dail zresztą zawsze zasypiał, gdy miał na to okazję, a Keth nie zamierzał mu przeszkadzać, gdyż jego starszy brat zawsze łatwo się denerwował, gdy ktoś odrywał go od jego "ważnych obowiązków", a jeśli jeszcze tym kimś był ktoś młodszy, na przykład młodszy brat, potrafił być naprawdę nieprzyjemny. O tym fakcie przypomniały jeszcze Kethowi siniaki po ostatniej rozmowie braci na temat podziału pracy. W związku z tym postanowił, że nie będzie budził Daila, dopóki z wozu nie zniknie ostatnia skrzynka. Pomost, który prowadził do "Królowej" był zbudowany z drewna i to całkiem dawno temu. W związku z tym za każdym razem, gdy przechodził ktoś większy lub przynajmniej niosący coś cięższego, konstrukcja skrzypiąc uginała się w co poniektórych miejscach. Keth przemierzał ten pomost dzisiaj już po raz piąty... a może szósty? Starał się nie myśleć o tym, ile jeszcze skrzynek ma zanieść na "Królową", wolał myśleć o czymś przyjemniejszym, na przykład o spotkaniu z... To była chyba piąta skrzynka... Chociaż nie... Nie był pewien. Postanowił, że zaraz, jak znajdzie się na "Królowej", to policzy ile razy już pokonał drogę od wozu do statku. Tylko nie wiedział zbytnio po co? Może dlatego, że trochę się nudził. No cóż. Noszenie skrzynek do najciekawszych zajęć nie należało. Bardziej prawdopodobne było jednak, że chciał wiedzieć ile jeszcze razy będzie przechodził po tym skrzypiącym pomoście, zanim będzie mógł spotkać się z... Nie to była jednak szósta skrzynka. Albo piąta?... Nie, na pewno nie... Gdy zanosił czwartą skrzynkę, wpadł na jednego z marynarzy "Królowej". Mężczyzna, którego plecy, przez zupełny przypadek, spotkały się z skrzynką Ketha, nie był zbytnio zadowolony, że jakiś młody szczur lądowy go potrąca i już był gotów pokazać młodemu tragarzowi, co to znaczy zaczynać z marynarzem, gdyby nie pojawił się jakiś trochę starszy i nie najchudszy mężczyzna. Keth nie wiedział kim on był, ale zauważył, że inni marynarze słuchali wszystkich jego rozkazów. Nie był to jednak kapitan. Na pewno nie był to kapitan, gdyż... Chociaż może zanosił wtedy trzecią skrzynkę? W każdym bądź razie od tamtej sytuacji starał się uważać, aby nie wpadać na nikogo. Wchodząc z szóstą... albo z piątą skrzynką na pokład "Królowej" potknął się i chyba tylko cudem się nie przewrócił. Następnym razem będzie musiał uważać, gdzie i jak stawia stopy. Po odzyskaniu równowagi udał się do ładowni. Jeszcze schodki na dół. Przynajmniej tu będzie chłodniej. Zszedł powoli do środka i położył skrzynię obok tych, które przyniósł tu przed chwilą. Teraz policzy i dowie się ile razy już tutaj przyszedł. -Jedna... Dwie... Trzy... Cztery... Pięć... Sześć... I ta jest siódma... - był trochę zdziwiony faktem, że właśnie przyniósł siódmą, a nie szóstą, ani tym bardziej piątą skrzynkę. W jego głowie pojawiło się teraz nowe pytanie - ile skrzynek zostało na wozie i jak długo jeszcze będzie je nosił. Starając się sobie przypomnieć liczbę skrzynek, powoli kierując się w kierunku schodków, nie patrzył gdzie można bezpiecznie postawić stopę. To był błąd. Przecież postanowił, gdy wchodził przed chwilą na pokład, że będzie uważał, lecz teraz podłoga zbliżała się do niego ze zwiększającą się prędkością. W ostatniej chwili złapał się jednej z lin zwisających, tak mu się przynajmniej wydawało, z sufitu. To był drugi błąd. Lina nie pomogła mu uniknąć upadku, a jak chwilę później się przekonał, nie była ona przymocowana do sufitu, tylko do ciemnego, prostokątnego przedmiotu, który ześliznął się z półki i zaczął zbliżać się do jego głowy. I wtedy zrobiło się ciemno...

Chlust wody... Keth otworzył oczy. Leżał na czymś twardym. Nad sobą ujrzał sylwetki mężczyzn. Między ich głowami udało mu się dostrzec błękit nieba. -Jednak żyje! - krzyknął ktoś stojący nad chłopcem. -Otworzył oczy? Polej go jeszcze raz Sar! Mężczyźni zaczęli się śmiać, a w następnej chwili na głowie Ketha znowu wylądowała chłodna zawartość wiadra. Tylko raz mu się zdarzyło, że ktoś musiał go budzić w taki sposób. Było to kilka miesięcy temu, gdy w trójkę z Terinem i Falem opróżnili butelkę jakiegoś mocnego trunku. Nie był dobry, w głowie się niesamowicie kręciło, i na dodatek Keth zaczął po nim wymiotować. Tamtego wieczoru, a właściwie następnego ranka, postanowił, że więcej nie będzie pił żadnego alkoholu. Może jednak zmienił zdanie i wczoraj... A właściwie może to było dzisiaj rano. Nie wiedział, jaka jest pora dnia ani gdzie jest. Pamięć powoli zaczęła mu wracać. Na pewno nic nie pił. Tylko dlaczego wszystko się tak kołysało? Przetarł oczy, podniósł się lekko i podparł na łokciach. Mężczyźni stojący obok niego o czymś rozmawiali, a ich słowa jakoś nie mogły zbyt wyraźnie trafić do Ketha. Zrozumiał zaledwie, że o nim rozmawiają, a to mu się nie podobało. Właściwie zawsze, gdy ktoś o nim rozmawiał, to nie wynikało dla niego nic dobrego. Spróbował zastanowić się nad swoją sytuacją. Był sam. Wśród obcych. Na statku. Na statku?!... Zaraz, zaraz... Co on robił na statku? Jak się tu znalazł?... Powoli wydarzenia poranka zaczęły układać się w całość. ...Gdy złapał się tej liny i spadł na niego ten przedmiot, musiał stracić przytomność... Jednak to, w jaki sposób się tu znalazł, nie było teraz jego najważniejszym problemem. O wiele bardziej zastanawiające było, co zrobią z nim ci marynarze, co na to wszystko powie ojciec, co o tym pomyśli Lili... -Ja wyrzuciłbym go za burtę - Kethowi raczej nie podobał się pomysł niskiego właściciela czarnej, gęstej brody. -Skąd do diabła wziął się ten gnojek? -marynarz w koszuli w czerwone pasy uważał, że jego kompani będą posiadać tę informację i usiłował ją z nich wydobyć - Ty Jeiok powinieneś wiedzieć skąd się on tu wziął. Nie wiesz? A ty Talisar?... Ty?... -Ja jednak bym go wyrzucił - brodaty mężczyzna nie chciał zrezygnować ze swojego pomysłu. -Ciekawe czy dopłynąłby do brzegu... - łysy marynarz średniego wzrostu zainteresował się propozycją brodatego mężczyzny. -Naprawdę cię to interesuje, Sar? -Nie, ale... Keth stwierdził, że ma problem i to całkiem duży. Zaczął się rozglądać. Dookoła niego stało około piętnastu marynarzy. Jedni przedstawiali różne sposoby pozbycia się pasażera na gapę, inni starali się dociec kim był ten chłopak i jak się tu dostał, tak jakby nie mogli go zapytać. Nagle pojawiła się nad nim twarz, którą Keth kiedyś już widział. Na pewno ją widział. Tylko kiedy? -Hej! Ja go znam. To ten szczur lądowy wpadł na mnie dzisiaj rano! To trochę zmieniło sytuację. Marynarze już nie zastanawiali się kim był dodatkowy pasażer. Ten problem został właściwie rozwiązany. Teraz mogli skupić się na tym co zrobią z Kethem. Może go po prostu wyrzucą, a może... -Widzę, że go znaleźliście - głos należał do mężczyzny, który raczej nie wyglądał na zwykłego marynarza. Jak dla Ketha, to on w ogóle nie wyglądał na marynarza, może raczej na kogoś z dworu, albo na... ale na pewno nie na marynarza - Zastanawiałem się, gdzie się on podział. -A kim on jest?... panie Lokunb - mężczyzna nazwany wcześniej Sarem omal nie zapomniał zwrócić się z należytym szacunkiem do osoby, która stała od niego wyżej w hierarchii społecznej. -Moim asystentem. Myślałem, że znowu nie zdąży. -Ale co on robił w ładowni? - nie dawał za wygraną brodaty mężczyzna - I dlaczego pan nam nie powiedział o dodatkowym pasażerze, panie Lokunb? -Niech pan uważa jak i do kogo się pan zwraca. Do ładowni wysłałem go dzisiaj rano. Widocznie... -Wyrzucić go! - ktoś nadal oponował za pozbyciem się Ketha - Nie potrzebujemy... -Zamknij się! - marynarz w koszuli w czerwone pasy uciszył krzyczącego, a następnie zwrócił się do Lokunba - Nie poinformował pan nikogo, panie Lokunb. My nie zamierzamy odstępować naszych racji żywnościowych temu... -W porządku. Każdy dostanie trzy tariany więcej - duża część marynarzy była zadowolona z propozycji Lokunba - Jeśli wyprawa odniesie sukces zapłacę wam dwa razy więcej. Część marynarzy zaczęła próbować policzyć pieniądze jakie zaoferował im Lokunb. Keth widział, że mieli oni problemy. Prawdopodobnie nie tylko z liczeniem, jak domyślał się chłopak. Podejrzewał, że prawdopodobnie połowa nie umiała też czytać. -Razem czterdzieści? - Sar nie mógł uwierzyć w hojność Lokunba i zapewne dlatego zapomniał o zwróceniu się w odpowiedni sposób. -Jeśli wyprawa zakończona będzie sukcesem. -Będzie pan w stanie się wypłacić? - Jeiok także nie był w stanie uwierzyć w słowa Lokunba. -Wszystkim pan zapłaci? -Zaraz, gdy wrócimy. Keth pomyślał, że marynarze przestali się nim interesować i postanowił wstać. Mężczyźni rzeczywiście już nie interesowali się chłopakiem. Tematem rozmów stały się obiecane pieniądze. Marynarze zastanawiali się nad miejscami, gdzie będą mogli wydać pieniądze, nad sposobami, w jaki się ich pozbędą. Dodatkowy pasażer przestał ich już interesować. Keth podszedł do Lokunba, który przyglądał się mewom szybującym nad statkiem. -Dziękuję panu. -Lepiej zejdźmy na dół. Lokunb nie czekał na odpowiedź, tylko skierował się do swojej kajuty na rufie. Pomieszczenie było całkiem duże. Keth nie spodziewał się, że może być tych rozmiarów na statku takim, jak "Królowa zachodnich mórz". Nie spodziewał się także, że może ona tak dobrze wyglądać. Po stronie przeciwległej do drzwi, przez które Keth wszedł do środka, znajdowały się obszerne okna. Pod ścianami po prawej i po lewej stronie znajdowały się brązowe, drewniane szafy, ozdobione płaskorzeźbami przedstawiającymi różne sceny z pradawnych legend i baśni. Na podłodze leżał dywan, w przeważającym kolorze czerwony, jednakże bogaty w różne wzory i symbole, których znaczenia Keth nie potrafił odgadnąć. W kącie znajdowało się łóżko. Na samym środku pomieszczenia znajdowało się biurko wykonane z czarnego drewna. Na nim znajdowały się różne książki i mapy, pióra i małe pojemniki z atramentem. Za biurkiem znajdowało się duże krzesło. Także zrobione z drewna i także czarne. Lokunb podszedł do okna i zaczął patrzeć na fale. -Bardzo panu dziękuję - Keth ponownie starał się podziękować Lokunbowi - Bardzo panu dizękuję, że mnie pan... -Jak masz na imię, chłopcze? - Lokunb nawet nie odwrócił się, aby popatrzeć na Ketha. -Ja?... Keth. -Hm. -Muszę wracać do Warwit, proszę pana. Ojciec i tak... -Obawiam się, że to niemożliwe. -Jak to niemożliwe? -Płyniemy na zachód i nie zamierzam teraz zawracać... ani potem. -Jak to? -I tak za dużo ci powiedziałem. Lokunb nadal patrzył na fale. -Zastanawiasz się, dlaczego ci pomogłem? Keth przez chwilę zaczął intensywnie myśleć nad udzieleniem jakiejś sensownej odpowiedzi, jednakże Lokunb nie czekał, aż chłopak się odezwie. -Nie chciałem, aby chłopak taki jak ty zginął w tak głupi sposób - Lokunb obrócił się i popatrzył Kethowi w oczy - Dostałeś się tu przez przypadek i pewnie tego żałujesz? -Zawsze chciałem wyrwać się z Warwit, ale... -Teraz nie masz wyjścia. ...To znaczy możesz wyskoczyć za burtę, ale nie sądzę, by ci to odpowiadało - na twarzy Lokunba na chwilę pojawił się uśmiech, który sprawił, że po plecach Ketha…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Królowa Zachodnich Mórz — czytnik · opowiadania