Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Kronika światów. Powrót do ojca. Rozdzial 12

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Do północy siedziałam wśród książek, próbując złamać ich szyfr. Brałam do ręki te same książki co wcześniej, oglądałam je, badałam każdy znak wyryty na drogocennych okładkach i... Mimo wszystko dalej tkwiłam w miejscu. Zmieniło się jedynie moje spojrzenie na ukrytą wiedzę. Nie postrzegałam jej jako obowiązku, czy zadania domowego. Pragnęłam za wszelką cenę poznać moje dziedzictwo, wiedzieć coś o sobie, o tej części, przytłumionej przez ludzkie odruchy i uczucia. Nie pamiętałam niczego... Niczego za wyjątkiem kilku skrawków przebijających się przez setkę innych, bliższych obrazów, czy słów. W tej stercie kronik, pożółkłych pergaminów, znaków napisanych pięknym pismem doszukiwałam się siebie. Tam tkwiło moje serce, no i dziecięca chęć poczucia akceptacji i pełni przynależności do jakieś grupy, od której póki co odstaje. Myślałam... dużo myślałam. Zastanawiałam się jak to będzie, kiedy zostanę królową. Widziałam tylko jeden obraz- mnie na tronie, tłum Elfów i ogrom władzy ogarniający mnie, pochłaniający w całości. Byłam królową, początkowo dobrą, taką jak z baśni, ale trwało to dość krótko. Wszyscy mnie wielbili, kochali za to, co robie i przed czym ich uratowałam. Lubiłam być podziwianą, uważaną za kolejne wcielenie bóstwa, Czarnej Gwiazdy. Obnosiłam się ze swa pozycja, zapomniałam o tym, kim byłam dawniej i jak bardzo wystrzegałam się pychy. Z czasem posuwałam się dalej, już nie liczyło się to, że władze dały mi gwiazdy i że gwiazdy mogą mi ją odebrać. Ja rządziłam wszystkim, więc czemu miałam się ograniczać. Władza- ludzka słabość, zdominowała dobre pobudki. Zniszczyłam cudowny świat, utopijne miejsce. Stało się to, czego się bałam i czego próbowałam się wystrzegać. Nie bez powodu z wielką niechęcią podchodzę do władzy, zwłaszcza do władzy w moich rękach. Nie jestem Elfem i nie jestem Aniołem, a jedynie hybrydą tych ras. Nigdy nie uodporniałam się na negatywne cechy ludzkie, one gdzieś wewnątrz mnie się czają i pragną zapanować nad całą resztą. A potem zobaczyłam Serabel i okres jej rządów. Była urodzoną królową, zachwycała wszystkich swoją grą, wydawała rozważne rozkazy, mówiła o władcach, którzy przemineli i którzy teraz obserwują nas z góry, ze świątyni Czarnej Gwiazdy. Wszyscy ją kochali, powtarzali, że nikt inny nie mógłby pełnić jej funkcji, ze ona przejdzie do historii jako jedna z najlepszych, że to ona jest ucieleśnieniem bóstwa, które po raz drugi zstąpiło na ziemie. Ojciec był z niej dumny, Mori piała nad jej talentami, a wszyscy inni oklaskiwali postać cudownej Królowej. To mogła być zapowiedź następnej ery- ery Serabel. Ona w przeciwieństwie do mnie wiedziała jak być prawdziwym Elfem. A ja? Ja nie umiałam nawet przeczytać elfickiej księgi. Byłam ostatnią osobą powołaną do tego, by rządzić. Nie grałam, nie chodziła, nie wyglądałam, nie mówiłam jak Elf. Pozostawałam mieszanką, w dodatku nieudaną, cudownych genów z przeciętnym człowiekiem. -Eh..., to nie ma sensu... -Nie ma, jeśli się poddajesz, jeśli nie widzisz swego sukcesu na końcu wyboistej ścieżki. -Perseusz? To ty?- upewniałam się, myśląc, że oddaliłam się do krainy snu, znużona widokami przyszłości. -Tak, ja. Nie spodziewałem się ciebie tutaj spotkać. Od wieków żadna księżniczka nie zaglądała do kronik. Nikogo nie interesują dawne, stare czasy naszego królestwa. Cóż...- zamyślił się, a na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek- może boją się prawdy, ze każda kolejna era jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Ale…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%