Fantastyka · 8 min czytania
Kronika światów. Powrót do ojca. Rozdzial 21
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Chcę, abyś dzisiaj przeczytała drugą kronikę. Najcenniejszą dla mnie- Perseusz uśmiechnął się nieśmiało, wręczając mi grubą księgę, obitą czerwoną skórą. -Ty czytaj... -Nie- pokręcił zdecydowanie głową.- Jutro mnie zabraknie. Musisz sama zagłębiać się w nauki władców. -Boję się... Wszystko wydaje mi się zbyt trudne, niezrozumiałe. -Zrozumiesz, jeśli skupisz się na tym, co czytasz. Musisz pamiętać, ze nie chodzi o samą treść, ale o cechy, jakimi wyróżniali się władcy. Oni byli dobrzy, wspaniali, ty też musisz taka być- spojrzał na mnie poważnie.- Zaczynajmy. -Na imię mu było Perseusz. Perseusz I Wielki. Był wnukiem naszego Pana i następcą potęgi Gwiazdy. Służył jej krótko, jednak wiernie i odważnie.... Zaraz... Czemu to pisane jest w trzeciej osobie?- zapytałam, orientując się, że to nie król jest autorem kroniki. -Nie zdążył zapisać kroniki. Jego sługa, Chronos postanowił sam opisać jego erę, by kolejne pokolenia czerpały z jego wzorca. -Po nim dostałeś imię, tak? -Tak... Po nim- uśmiechnął się.- Czytaj dalej. -Już w pierwszym roku dokonał wiele dobrego. Odbudował wszelakie dobra zniszczone przez zło, zło dobrem zwalczał, chlubiąc się tym w Negay i poza jego granicami. Wzniósł też świątynie gwiazdy i swego dziada, aby tam opiewać ich zasługi i nieskończone dobro. Wszyscy go kochali. Zarówno woda płynąca po naszej ziemi, jak i ptaki szybujące po niebie, obdarzone szczególną miłością Bogini. I Elfy nieśmiertelne. Tworzyli pieśni o nim i śpiewali je paląc ogniska w świątyni, na ołtarzach. Szczególnie jedna, artysty nieznanego w Negay utrwaliła się w pamięci potomnych: Jak rzeka długa, po krainie mknąca Jak niebo wolne, płynące po przestworzach Jak lasy rozległe, szumiące wśród nich mądrość Jak lud podległy, wierny chwale i stworzycielce Tak tyś dobry i miłosierny. Sławiłeś imie braci i Królowej swej potężnej Niosąc chlubę światu, gdzie życie twe niezwykłe Zwiastowała Ciebie gwiazda wysoko nad nami Tyś darem doskonałym, w podzięce za oddanie. Śpiewali ją wszyscy, wzruszając się, gdy cień gwiazd padł na ich twarze. Król z zaszczytem słuchał jej słów, jednak nie pragnął, aby tworzono o nim eposy. Wolał, by wielbiono potęgę Pani. Dlatego, za każdym razem, gdy zaczynała się pieśń, on w myślach powierzał ją jej. Jego lata mijały. Doczekał się dzieci, szóstki małych Elfów, które z czasem wymężniały i wydoroślały, a ich potomstwo miało po nim zasiąść na tronie i kontynuować wielkie dzieło Bogini. Jednak i jego era doczekała chwili zła. Zły Carrion złamał przysięgę daną niegdyś Królowi. Nadeszli z południa, wkroczyli całą armią. Tłumy kurzu i deszcz towarzyszyły ich pochodowi. Zbliżali się. Dzwony biły, lud panikował i modlił się w świątyni. Tylko Perseusz zamilkł, patrzył z okna wierzy, jak ci, którzy pragnęli pokoju i końca wojen nacierali ze zdwojoną siłą w towarzystwie ognia i stali. Nie czekał jak swój dziad, aż zbyt wiele niewinnych polegnie. Wyruszył, by spotkać ich o zachodzie, kiedy Yae rzuca ostatni jasny promień na ziemie pobłogosławionych. Był sam. W pojedynkę pragnął zmierzyć się z przeznaczeniem. Wiedział, że władca odpowiada za lud swój i musi pamiętać o dobru istoty nawet najmniejszej. Do tego powołała go Wielka Pani, którą czcił jak matkę swą i stwórczynie dobra. Cokolwiek zdobył, zawsze dziękował jej. Pomodlił się jeszcze. W ostatnim pożegnaniu zaśpiewał pieśń i wyruszył, zabierając ze sobą święty łuk. Wiedział, ze nie wróci. Pani miała dla niego inne plany. Czuł to. I chociaż kochał życie w Negay, otoczony setką swych braci i…