Rodzina · 9 min czytania
Kronika światów: Powrót do ojca. rozdział 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Udaliśmy się do małej cukierenki, gdzie podawali naprawdę przepyszne ciastka. Usiedliśmy w rogu, z dala od reszty, by w spokoju, bez zbędnych świadków pogadać o sprawach ważnych, jednak dalej pozostających dla mnie niejasnymi. Obawiałam się trochę tego. Obawiałam, ze usłyszę coś, czego nie powinnam. Nie umiałam się rozluźnić. Panicznie rozglądałąm się na boki, przyglądając obcycm ludziom. Wydawali się wrogo do mnie nastawieni, jakby jedynie czyhający, aż wreszcie wyda się sekret. Oddehcnij, pomyślałam, oddychaj głęboko i uspokój się wreszcie. Nie pora na ataki paniki. Nie jesteś swoją najbardziej znielubioną bohaterką książki. Nie jestem, powtórzyłam w myśli. -Kim jesteś?- zaczęłam, wsłuchując się w każde wypowiedziane przeze mnie słowo z dziwnym rozbawieniem. Nie brzmiało to poważnie, raczej przekomicznie. -Jak to?- spróbował zdławić wybuch śmiechu.- Tą część mamy już za sobą, ale w razie gdybyś zapomniała, pozwól, ze przypomnę- nazywam się Devon Dweyne. -Wiesz, że nie o to mi chodzi- starałam się mówić cicho, ale zarazem zachować odpowiednie wybrzmienie informacji, jaką chciałam mu przekazać. -Pytasz kim jestem, więc ci odpowiadam. Nie uściśliłaś swojego pytania- uśmiechnął się przebiegle. -Kogo reprezentujesz?- wybuchłam. -Brytyjczyków. -Chyba nie sposób się z tobą dogadać- westchnęłam, po czym wstałam od stolika i niewiele mówiąc, udałam się w stronę drzwi. -Księżniczko! Stanęłam z nadzieją, że w końcu podążymy we właściwym kierunku. Devon jednak podszedł i z naturalną dla siebie manierą odparł, że spotkamy się znowu za cztery miesiące, kiedy wrócę i być może wtedy część spraw wyda mi się bardziej oczywista. Wpatrywałam się w niego długą chwilę, nie mówiąc nic. Chyba nawet nie potrafiłąbym dobrać słów. Zamurowało mnie. Cztery miesiące. Cztery miesiące. Cztery miesiące. Powtarzałam. Skąd on...? -Nie martw się, zachowamy to w sekrecie- puścił do mnie oczko, zapiął suwak skórzanek kurtki i wyszedł. Chciałam za nim biec, krzyczeć, błagać, by powiedział w końcu, skąd zna tyle szczegółów, skoro widzi mnie po raz pierwszy w życiu. Bez sensu. Nie mogłam tak po prostu ruszyć w pościg za nim. Brakowało mi odwagi i silenej woli. Bez sił na dalszą walkę, wróciłam do domu i w pierwszym odruchu rzuciłam się na łóżko, by w końcu odpłynąć do piękniejszej krainy, gdzie każde marzenie staje się rzeczywistością, a świat przypomina raj. Tam nie istaniał Devon. Tam nie istniały problemy. Tam nie istaniałam ja, podzielona na kilka części, tylko szczęśliwa istota, w pełni świadoma tego, kim jest. Szybko przeniosłam się tam gdzie chciałam. Stałam pośrodku jasnego pokoju. Złote promienie słoneczne okalały mi twarz. Ciepły wiatr tchnął radość w moje serce. Patrzyłam na wielką, złotą salę. Nie tkwiłam w niej sama, bez towarzystwa. W drugim końcu, daleko przede mną stała jakaś ciemna postać. Jej część pokoju wydawała się ciemniejsza, mroczniejsza. Złoto w tej części przechodziło w wyblakłą szarość, a w niektórych miejscach nawet i czerń. Wiał stamdąt zimny, nieprzyjemny wiatr, który powodował dreszcze. W sercu zawitał też niepokój. -Witaj!- krzyknęłam, jednak mój głos rozbił się o dziwny, niewidzialny mur, dzielący pokój. -Księżniczko!- zawołała owa postać. Jego głos bez problemu przeszedł przez przezroczystą, nienamacalną ścianę. -Devon?- zlękłam się, poznając głos towarzysza. Czyli jednak i w śnie musiał mnieprześladować. -Nie…- owa postać zaśmiała się szyderczo.- Devil. -Devil? Jaki Devil?- próbowałam przypomnieć sobie osobę o takim imieniu, jednak nikt nie przychodził mi do głowy. -Ach, księżniczko, jesteś taka naiwna- śmiał się donośnie. -Kim jesteś?- pytałam, coraz bardziej przerażona. -Devil. Demon z podziemnej krainy, twój wróg, a także ten, który cię zgładzi. Tym razem wygram, nie pozwolę upokarzać potęgi mego ojca. Jesteś słaba, słabsza niż wieki temu, a ja z każdym rokiem zyskuje na sile. Ludzie są moim paliwem…- mówił głośno, coraz głośniej i jakby rósł mi w oczach czarny cień,otaczający jego postać. Obudziłam się, zalana potem. Złoty zegar wiszący naprzeciw mnie wskazywał godzinę pierwszą dwadzieścia. Nastał już dzień, którego wyczekiwałam z takim utęsknieniem, ale nie potrafiłam się z tego cieszyć. Demon z koszmaru napalał moje serce strachem i obawą przed tym co będzie i było. Zaczęłam się bać przeszłości,zwłaszcza tej,której nie pamiętałam.
To…