Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 14 min czytania

Kronika światów: Powrót do ojca. rozdział 6

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedziałam na pięknej łące, otoczona pnącymi w górę kwiatami i kolorowymi motylami. Nade mną śpiewało słońce, a po niebie leniwie płynęły chmury. Czułam się szczęśliwa, zrelaksowana. Mówiłam coś do świata, dziękowałam mu za każdą chwilę, kiedy nagle z nieba spadła kropla. Najpierw jedna, potem droga, aż w końcu zmieniły się one w deszcz. Kwiaty uginały się pod ich ciężarem. Motyle uciekły, a słońce schowało się za burzową chmura. Po deszczu nadciągnął wicher, a potem burza i grad. Bałam się. Po plecach przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. -Świat jaki kochasz zniknie- zawył wiatr. -Zginą twoi bliscy- huknęła burza. -Zapanuje ciemność-dudnił deszcz. -Nie pozwolę na to- krzyknęłam, przełamując lęk.- Słyszysz Devil, nie pozwolę. -Nie dasz rady mi się przeciwstawić- zarechotał. -Zrobię wszystko… wszystko. Nie dam ci wygrać. Uratuję ich. Zbudziłam się, kiedy słońce wisiało już wysoko na niebie. Niechętnie wygramoliłam się z łóżka, by udać się do łazienki. Szukałam po omacku różowych kaci, jednak nie znalazłam ich pod łóżkiem, gdzie miałam zwyczaj je zostawiać. -Co ja wczoraj z nimi zrobiłam?- pytałam się samej siebie, próbując przypomnieć sobie szczegóły z wczorajszego dnia. -Anna! Księżniczko, Mori już czeka- oznajmił mi obcy mężczyzna. No tak! Nie jestem w domu, przypomniałam sobie i czym prędzej rzuciłam się w stronę drzwi, za którymi rozciągała się plątanina korytarzy, drzwi, segmentów, schodów i przedsionków wielkiego pałacu. -Księżniczko, ja poprowadzę. Ojciec Waszej mości prosił, by zadbał o księżniczkę. -Dziękuję, sama zgubiłabym się już dawno. Starszy Elf, który miał pełnić sługę mego przewodnika wyszedł na dwa kroki przede mnie i dostojnym, spokojnym krokiem szedł dalej, w stronę schodów. W jego ruchach nie brakowało gracji i dystyngowania. Płyną w powietrzu, a w jego locie dostrzegałam taneczne elementy. Wydawał się tak lekki jak wiatr i pełen gracji jak motyle z mojego snu. Żałowałam tylko, że nie potrafi połączyć tego pięknego kroku z pośpiechem, na którym wyjątkowy mi zależało. Nie chciałam spóźnić się na pierwszą lekcję, po pierwszej nocy spędzonej w obcym mi miejscu. -Panna Mori, czeka na księżniczkę przed zamkiem- oznajmił podniosłym tonem, jednak w jego głosie pobrzmiewała obojętność. -Co będziemy tam robić?- zapytałam. -To już nie leży w moim kompetencjach- odparł. Gdy znaleźliśmy się w głównym holu, skąd zaczęła się moja wielka przygoda ze światem Elfów, podziękowałam przewodnikowi i wybiegłam sama przed zamek Przede mną rozciągała się olbrzymia, zielona dolina, której nie byłam w stanie całej objąć wzrokiem. Gdzie nie spojrzałam tam szumiały olbrzymie lasy, pnące wysoko do słońca. Między nimi lśniły czyste, wodne tafle, a otaczały je brązowe skupiska pałek wodnych. Dalej majaczyły niewysokie wzgórza pokryte tylko trawą. Przed nimi rozciągały się kolorowe pasma łąk, na których dominowało złoto, róż i jasny fiolet. Gdzieś daleko znajdowała się linia widnokręgu, gdzie cienki czarny pasek odcinał ziemię od nieba. Nade mną płynęły leniwe chmury, układające się w różne kształty, a zza nich wychylało się zbudzone niedawno słońce. Okalało złotymi promieniami cały ten świat, sprawiając, że nawet ciemne bory wydawały się znacznie bardziej przyjazne i mniej groźne. Woda połyskiwała, a na jej powierzchni pojawiały się ni to białe ni srebrne pasy o nieregularnych konturach. -Spóźniłaś się moja damo- przywitał mnie mocny ton głosu pani Mori. -Nie chciałam. Spalam… Nie sądziłam, że jest już tak późno- próbowałam jakoś wytłumaczyć się przed złą opiekunką. -Ach- westchnęła.-Moja droga, Elfy się nie spóźniają. Nasze serca wiedzą kiedy jest pora posiłku, kiedy powinniśmy udać się na spoczynek, a kiedy wstać. To drzemie głęboko w tobie, ale widać dalej śpi. Trzeba zbudzić tę cząstkę, o której najwyraźniej zapomniałaś. -Nie, to nie tak- odpowiedziałam, kręcąc przecząco głową.- pamiętam kim jestem i czyja krew we mnie płynie. -Ja to ocenię. Chodź za mną. Dziś nauczę cię chodu. Tupiesz gorzej niż orkowie. Słychać cię w każdej komnacie. Pamiętaj masz chodzić idealnie- upomniała mnie, a potem przystąpiła do lekcji. Przez cały dzień uczyłam się stawiać pierwsze kroki i chodzić tak jak każdy Elf. Miałam zupełnie jak oni płynąc w powietrzu z gracją baletnicy, stąpać bezgłośnie z delikatnością puchu, a jednocześnie moje kroki musiały wzbudzać respekt innych. Mori dokładnie pokazała mi jak stawiać stopy, co robić z rękoma. Co chwila upominał mnie, abym nie zaczynała stawiać kroku z pięty tylko z palców i cały czas trzymała prostą sylwetkę. Dążyłam do tego, aby jak ona iść po grząskim terenie, ale nie zostawiać po sobie żadnego śladu. Starałam się być delikatnym, lekkim motylem, ale póki co pozostawałam brzydką gąsienicą. -Nie! Nie! Nie!- krzyknęła, gdy odcisk buta znowu pojawił się na ziemi.- Dziecko, właściwie jakie ty nosisz obuwie. -Tr… trampki- odparłam zawstydzona. -A co to takiego? Jakieś ludzkie ciężkie obuwie, które niszczy delikatną skórę? -Nie, nie niszczy, ale z pewnością jest cięższe od tutejszych bucików. -Jutro dostaniesz nowe obuwie, lekki, delikatne, ale jednocześnie takie, których nie sposób zetrzeć. Twoje znużone stopy poczują co to komfort. Na dziś zakończymy lekcję, ale to nie koniec twojej nauki. Odsyłam cię do biblioteki, byś poczytała w kronikach czym jest Negay. -Negay?- zastanowiłam się.- To ten piękny kraj. -Chyba sama nie wiesz co mówisz- krzyknęła szorstko.-Jesteś nieświadoma tylu rzeczy, ale cóż… nie mam tyle czasu, aby wszystkiemu zaradzić, a póki co odejdź. -Nie wyjaśniłaś mi najważniejszego- przypomniałam jej. -To już nie moje zadanie. Idź do kogoś uprawionego w tym zagadnieniu- fuknęła i odeszła. Chyba specjalnie zaprezentowała mi po raz wtóry ten specyficzny chód. Odeszła wraz z tchnieniem wiatru, równie lekka, zgrabna, nieuchwytna. Płynęła z powietrzem prosto przed siebie. Jej kroki jak na Elfa przystało naszpikowane były czystą gracją, do której ja dopiero co usilnie dążyłam. Tkwiła w niej też zamaszystość… ta dziwna wielkość, wyrażona jednym krokiem, przed którym z pewnością klękali liczni. Wystarczyło spojrzeć na to jak się porusza, by wiedzieć, że nie jest zwykłym Elfem, jednym z tysiąca. Była jedyna, wyjątkowa. -Anna! Dziecko.- zawołał Ithiel, stojąc na marmurowych schodach pałacu. Podeszłam do niego siląc się na taniec, jakiego mnie dziś uczono, ale wyglądało to jeszcze bardziej niezgrabnie niż zwykły, ludzki chód. Nie umiałam równolegle stawiać stóp, zaczynając nie od pięt a od palców. Nie płynęłam, nie sunęłam w powietrzu. Nie przemieszczałam się bezszelestnie, bez pozostawiania po sobie brzydkich śladów na elfickiej ziemi. W moim kroku brakowało subtelności, zdecydowania, tego majestatu.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%