Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Kronika światów: Powrót do ojca. Wstęp

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mój świat różni się od tego, znanego zwykłym ludziom. Balansuje pomiędzy trzema odległymi krainami, a każda rządzi się swoimi prawami. Chociaż inne, moja osoba je łączy i może tylko dlatego, w dalszym ciągu zachowują równowagę bytu. Tylko ja i mama wiemy, że gdzieś daleko istnieją te cywilizacje. Dla innych wszystko zatrzymało się na ich płaszczyźnie. Nazywam się Aamisa Wesley Crum. Jestem Brytyjką, pochodzącą z małego miasteczka Cantenburry w hrabstwie Kent. Uczęszczam do tutejszej szkoły średniej, a po zajęciach pracuje w bibliotece. Moja matka Bonnie ma korzenie włoskie, jednak porzuciła swój kraj, by zacząć nowe życie w Anglii z czystym kontem, bez demonów przeszłości. Mimo że przez dłuższy czas prześladowały ją i tutaj, to w końcu odetchnęła i zaczęła żyć pełnią szczęścia. Nie martwiąc się o wczoraj i o jutro. Liczyło się tylko to, co dzisiaj. Na co dzień dba o dzieci zupełnie obcych ludzi, którzy tak bardzo pogrążyli się w pomnażaniu majątku, że zapomnieli o swoich najcenniejszych skarbach. Mama kocha wszystkich swoich podopiecznych. Doskonale zna ich przyzwyczajenia, ulubione potrawy i wymyślonych przyjaciół. Bawi się z nimi, przebiera w stroje postaci z bajek, a wszystko z nadzieją, ze zobaczy promienny uśmiech na smutnych twarzach małych aniołków. Chociaż nigdy nie doczekałam się rodzeństwa, wydaje mi się, że dziele się Bonnie z innymi urwisami. Nie bywam zazdrosna o pracę mamy. Przywykłam do tego, że wiecznie jest dla mnie niedostępna, bo otacza troską i miłością tuzin chłopców i dziewczynek o rumianych twarzach i złotych włoskach. Ona kocha te dzieci jak swoja własne. Oddaje im najlepsze lata swojego życia. Chociaż kiedyś przeszkadzała mi myśl, ze nie mogę na nić liczyć, gdy tego potrzebuję, dziś sama pokochałam tę gromadkę, która przebiega przez nasz niewielki dom z mocą potężnego żywiołu. Razem z Bonnie mieszkamy w maleńkim, parterowym domku z wielkim ogrodem. Położony jest na niedużym, zielonym pagórku, skąd widać resztę miasteczka. Naszą posiadłość otacza wysoki płot wykonany na przemian z szarych, potężnych kamieni i drewna. Za jego granicą rośnie bujna trawa, której odcień przypomina świeże, soczyste, tropikalne owoce i setki kolorowych kwiatów, na których tańczą barwne motyle niby małe baletnice. Nasz domek stoi pośrodku cudownej łąki. Wybudowali go niegdyś pasterze angielscy. Przez dwa wieki nie zmienił się szczególnie jego wygląd, jedynie dach pokryłyśmy czerwonymi blachówkami, pięknie odbijającymi promienie słoneczne. Wygląda wtedy jak pokryty rubinami, które przyciągają i odbijają światło, rozpromieniając całą okolice. Złote drobinki unoszą się po całej okolicy, osiadają na kwiatach, na ścianach, drodze, na głazach. Wygląda wtedy jak chatka z bajki. Otacza ją dziwna, magiczna aura. W nocy znowu pokrywa go gęsty, srebrny dym, przypominający obłok. A w czasie deszczu, kiedy miliardy kropel zalewają okolicę pokrywa go niewidzialna aura, chroniąca przed prysznicem niebios. Szara fasada została wykonana to z wielkich kamiennych bloków, to uzupełniono ją drewnem przez co wygląda jak żywcem wyciągnięty z bawarskiego obrazu. W każdą ze ścian wbudowano duże okno wychodzące na ogród. Co wieczór otwieram je by pokój wypełnił się zapachem tulipanów i stokrotek. Jak każda nastolatka chodzę w tygodniu do szkoły. Położona jest dosyć daleko, w centrum hrabstwa, dlatego drogę pokonuje na rowerze. Prowadzone są tam najzwyklejsze zajęcia, na jakich uczę się historii mojego kraju, chemii, praw fizycznych i działań matematycznych. Po szkole, spędzam kilka godzin w bibliotece, gdzie pomagam starej pani Bell zapanować nad potężną kolekcją zbiorów rodzimych pisarzy. Zarabiam tam drobne pieniądze, które następnie przeznaczam na kawę w londyńskiej kawiarni, do której jeżdżę z mamą raz w tygodniu, a także na kolejne romanse i kryminały ukochanej autorki. Weekend jest czasem dla moich najbliższych, których jednak brakuje w Anglii. W Londynie mieszka moja ciocia, a w istocie najlepsza przyjaciółka mamy. Nazywam ją ciocią, gdyż wychowywała mnie od kołyski i przez te wszystkie lata zyskała sobie moją miłość. Wszystko to, całe moje życie wydaje się normalne, statystyczne, wręcz nudne i przewidywalne, ale pod tą powłoką przeciętności kryje się znacznie więcej mniej nudnych szczegółów. W moich żyłach płynie krew trzech ras. Pierwszą trzecią część stanowi rasa ludzi, z którą utożsamiam się w największym stopniu. Jestem człowiekiem z wyglądu i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%