Fantastyka · 7 min czytania
Kroniki Agencji Zwalczania Demonów cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 1. Jak ja nie cierpię poniedziałków.
Noc z niedzieli na poniedziałek rzadko kiedy jest spokojna. Telefon dwa kwadranse po trzeciej nad ranem. To w sumie przestało mnie dziwić. Wstaję z łóżka, ubieram się, zabieram swoją „zabawkę” i jadę na miejsce wezwania. Co tam zastaję? Otwarty portal. A, no tak, Ty nic nie wiesz. Dobra, streszczę. Na świecie są osoby, które zostały wybrańcami demonów. Silniejszych lub słabszych. Dzięki relacjom z tymi stworzeniami mogą otwierać portale do naszego świata i wypuszczać te paskudy. Podstawą tej relacji jest więź z konkretnym jednym demonem, który jest opiekunem człowieka – Tamer’a. Oczywiście wezwane demony słuchają się tego, który je wezwał. Tamer w taki sposób dostarcza dusze swojemu głównemu opiekunowi. To tak w skrócie. Wracając do „tu i teraz” - portal otwarty, nadal czuć go siarką. Ślady trójpalczastych łap na ziemi i nic poza tym. Ani Tamer’a, ani poczwary jaka wylazła z boleśnie krwistego portalu. Nic nowego przez „krąg” (tak naprawdę pentagram w okręgu) nie wyjdzie, a by go zamknąć trzeba odesłać demona, lub go zabić. Albo tego kto go wezwał. Milutka opcja w środku nocy, na odludziu w godzinach największej mocy bestii. Moja „zabawka” szaleje świecąc wściekłą bielą. W ten sposób sygnalizując obecność portalu, którego w tych okolicznościach trudno nie zauważyć. Z irytacją chowam pieczęć, która chwilowo jest mi zbędna. Pieczęć zamykająca portale to główne narzędzie mojej pracy. Zajmuję się zaganianiem demonów, zamykaniem portali i łapaniem Tamer’ów. Ani jedno, ani drugie, ani trzecie do prostych nie należy, bo akurat tak się składa, że oddziały składają się z osób bez powiązań z podziemiami, a istoty niebiańskie umyły ręce odkąd świat obeszła plotka, że stąpa po ziemi wybraniec największego z demonów – samego diabła. To akurat nie jest plotka. Możesz mi wierzyć na słowo. Wiele innych równie potężnych demonów wybrało sobie podopiecznych, ale nikt nigdy nie przypuszczał, że i ten najgroźniejszy zechce się w to bawić. Jego zadowoli tylko jedna obietnica… No, ale starczy tych opowieści. Wypadałoby się rozejrzeć za kim trzeba. Szkoda, że pieczęć nie ma GPS. Tak, żałuję tego za każdym razem kiedy przybywam na miejsce i zastaję jedynie portal, czyli średnio kilka razy w tygodniu. Sama pieczęć jest urządzeniem technologicznym nie pozbawionym błędów i nagłych zawieszeń. Moim zdaniem to bubel, który nadal powinien być w fazie testów. Cóż, nie jest, bo nagle stał się na gwałt potrzebny. Mam sposób by znaleźć zbiega i zakończyć sprawę, ale nie mogę tego zrobić. Biuro cały czas mnie obserwuje z powodu „niesubordynacji”. Tak się teraz nazywa odciąganie demona z miejsca pełnego ludzi zamiast rozwalić go na miejscu. Czasami myślę, że otaczają mnie sami idioci! Chrupot kości nagle wyrwał mnie z potrzeby użalania się nad sobą i nad beznadziejnością mojego departamentu. Idę kawałek w ciemności i nagle jasne staje się miejsce otwarcia portalu. Bliskość cmentarza. Przeklęta nieznajomość terenu, klnę w myślach na samo wyobrażenie co się może teraz…