Inne · 3 min czytania
kroniki z zasypanego miasta - Łódź (nie)magiczna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
17 XII
Niedawno jadłem obiad w chinatown. To było typowe popołudnie. Kilka stolików dalej siedziały dwie pstrokate kobiety. Po tym jak wstały, do ich talerzy zleciały się okoliczne gołębie. Nie minęła minuta, kiedy przy użyciu ścierki kelnerka przerwała gołębiom w połowie posiłku. Ptaki przez chwile dreptały po stole poczym jak na komendę, wszystkie naraz spojrzały się na mnie i mój talerz. Byłem przerażony. Gołębie zaczęły iść w moim kierunku... Najpierw powoli, noga za nogą, potem coraz szybciej aż wreszcie napadły na mój stolik. Jeden z nich, chyba przywódca szajki, powiedział: - Oddaj nam swoje jedzenie chłopcze w czerwonej czapce, a nie stanie ci się krzywda. - Cóż miałem robić - straciłem połowę obiadu. Kiedy wychodziłem, sprzedawczyni uśmiechnęła się do mnie wrednie. Odmachałem jej swoimi skrzydłami...
20 XII
Dziś zrobiłem bałwana. Ustawiłem go naprzeciwko okna żeby uśmiechał się za każdym razem, kiedy na niego spojrzę. Kontrolowałem go, co kilka minut, żeby przypadkiem nie przyszło mu do głowy, przestać się weselić albo, co gorsza odwrócić