psychologia · 10 min czytania
Krótka historia o czasach nowoczesnych
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Panowie myślicie, że jesteśmy na to gotowi? – W ciemnym, wręcz mrocznym pomieszczeniu wciąż odbijało się to jedno, straszne pytanie. Gdzieś z prawej z prawej strony pokoju rozległy się brzęczące głosy. - Tak-tak, nie-nie, tak-nie, nie-nie, tak? – Z lewej strony pomieszczenia zagrzmiał potężny bas. - Nie mamy innego wyboru! – Prawa strona zaszumiała. - Chy-ba, mo-że, nie-wiem, nie? – W centrum pokoju zaśpiewał wysoki tenor. - Panowie uciszcie się, decyzja już dawno zapadła. – Wszystkie głosy umilkły. Słychać było tylko agresywny szum bijącego w okno wiatru. Orkan przechodził przez ciemny, mroźny świat. Dwa wysokie, szare kominy, jeden dwadzieścia metrów a drugi dziesięć. Oba wyrzucały z siebie dym smolistej śmierci, jednak będzie mi ich brakować. Tyle lat pracowałem, aby te dwie paszcze potwora nie zgasły a tu nagle… Czułem szczęście pomieszane z gniewem, jakbym został uwolniony z łańcuchów tylko po to, aby spaść w przepaść. Teraz opadałem coraz niżej i niżej. Moje rozmyślania przerwała gruba, silna ręka, grubego, niskiego Marka. - Wiem, wiem tyle lat przeżyliśmy w tym miejscu a teraz ekolodzy nam je zamykają. – Spojrzałem na niego i lekko skrzywiłem usta. - Ekolodzy zwykle nie zamykają fabryk. – Marek widocznie nie zrozumiał, ponieważ zapytał. - Co teraz zrobisz? – Przez chwilę mignął mi przed oczami obraz butelki. - Nie wiem, najpewniej wrócę do domu. – Marek widocznie źle pojął odpowiedź, ponieważ powiedział. - Ty to masz farta. Ja nie mogę wyrwać się z tego miasta, chyba poszukam sobie nowej pracy… - Spojrzał na zegarek – O, już czwarta! Muszę wracać, do kiedyś. - Do zobaczenia Jerzemu nigdzie się nie spieszyło. Szedł ulicami szarego, pozbawionego świateł miasta. Przyglądał się samochodom i wdychał ich spaliny zastanawiając się, dlaczego nie zwolniono kierowców z prowadzenia aut. Przecież smrodzą więcej niż fabryka, o wiele więcej. Patrzył na ogromy supermarket zbudowany ze szkła i żelaza, który świecił na wszystkie strony oślepiającym blaskiem i myślał „szklane domy, szklane domy”. W końcu przyglądał się reklamom na bilbordach, czyli dziwnym karykaturom prawdziwego świata. Nie mógł zrozumieć, jak człowiekowi udało się stworzyć tak rozległy Babilon. Jerzy widział świat inaczej niż wszyscy. Czasem miał wrażenie, że istnieją dwie rzeczywistości, jego oraz osób wokół. Jerzy otworzył białe, świeżo malowane drzwi i wszedł do małego, dwupokojowego mieszkania. W salonie siedziała jego żona oglądając jakiś program telewizji rządowej, gdzie speaker wciąż powtarzał: „Wszystko jest pod kontrolą, wszystko będzie dobrze, rząd wie co robi.” Dzieci wciąż były w szkole, jednak każdego dnia wzrastała ilość zakażeń i nie długo wrócą na lekcje zdalne. Na samą myśl o tym pojawiła się przed oczami Jerzego butelka. Zdjął buty i krzykną niby do żony, ale tak naprawdę do łuszczącej się ściany. - Wróciłem! Zrzucił z siebie ciemnoniebieską, zniszczoną kurtkę, otworzył drzwi do drugiego pokoju i padł na łóżko. Śniło mu się, że stał się jedną z cyfr kodu komputerowego. Płyną z niewyobrażalną prędkością przez wszechświat liczb. Nagle znalazł się w białym, całkowicie pustym pomieszczeniu. Gdzieś z boku usłyszał muzykę. Na czarnym krześle po prawej siedział siedemnastolatek w słuchawkach grając w coś na telefonie. Ubrany był w t-shita z logiem Nirawny oraz podziurawione, dżinsowe spodnie. Miał jasnozielone oczy. Kiedy zauważył, że Jerzy się na niego patrzy powiedział. - Elo. - Powitany nie mógł pozbierać myśli. - Czy ty jesteś Bogiem? – Chłopak wyłączył telefon i wyjął z kieszeni papierosa i go zapalił. - Chyba, może, tak, nie, nie wiem. – Wypuścił z ust chmurę dymu. – Mordo, nie ma czegoś takiego jak jeden, niezmienny Bóg. On zależy od punktu widzenia. Czasem jest starym dziadkiem z białą brodą, który testuje Hioba a czasem kochającym ojcem. Czasem jest biały a czasem czarny. Wyobraź sobie jakie to by było hujowe, jakby jakiś typo wstąpił do nieba a tam przywitałby go inny Bóg niż on wierzy. – Jerzy nic z tego nie rozumiał. - To znaczy, że Bogów jest nieskończenie wielu? – Chłopak splunął. - Nie, Bóg jest tylko jeden. Po tych słowach Jerzy się obudził. Na dworze robiło się ciemno a jedyna działająca lampa powoli się zapalała. wyglądał przez okno próbując zapomnieć o tym dziwnym śnie. Nagle zabrzęczał telefon, przyszedł mail, wziął go do ręki i przeczytał tytuł wiadomości „5 dowodów na to, że Bóg istnieje. Trzeci może cię zaskoczyć!” autorstwa Jzarafela. Jerzy skasował wiadomość. Tego samego dnia po raz pierwszy od pięciu lat poszedł do baru.