Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 17 min czytania

Krótka historia pewnej miłości

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zmierzał w kierunku szpitala. Michał. Lat trzydzieści, krótko ścięte czarne włosy, zielone oczy nad którymi wisiały gęste brwi, podłużna, dokładnie ogolona twarz, ciało nie chude, nie grube, schowane pod czarnym, nowym garniturem. Był facetem jakich wielu na świecie, nie wyróżniał się niczym specjalnym - ani wyglądem, ani też inteligencją. Owszem, był może oczytany, ale od kilku dobrych już lat nie miał książki w ręce - dużo czytał w młodości, teraz nie pozwalała mu na to praca. Michał był kierowcą ciężarówki, jeździł to na wschód, to na zachód z różnymi towarami. Dzień wcześniej jego żona, Magalena, urodziła dziecko. Syna! Wielu mężczyzn marzy o potomku płci męskiej, który nie pozwoli zginąć nazwisku, który będzie odzwiercieldniem tatusia, który to będzie miał za zadanie urzeczywistniać ambicje ojca, dokonać tego, czego on sam nie dokonał. Pan Michał szedł właśnie teraz na tak zwaną porodówkę aby ujrzeć dzieciaka, odwiedzić żonę. Poznali się jeszcze w szkole średniej - on kończył ostatnią klasę, ona miała przed sobą jeszcze jeden rok nauki. Nieśmiałe spojrzenia rzucane na siebie ukradkiem, pierwsza rozmowa, pierwszy taniec, studniówka: jego oraz jej, pierwsze pocałunki, pierwsza noc... Tak wiele wspomnień, wspólnie przeżytych chwil, chwil lepszych i gorszych, jakich przecież nie brak w każdym małżeństwie. Miłość Michała do Magdaleny była wiecznie żywa, mimo upływu lat nadal kochał ją tak jak we wczesnych latach ich związku. Nigdy jej nie zdradził, mimo iż okazji ku temu miał wiele - czyż nie jest to oczywiste, zważywszy na to, że był on kierowcą Tira? Ukrainki, Bułgarki, Polki - tyle kobiet uśmiechało się do niego gdy jeździł z towarami. Przez szybę widział te ich uśmiechy, zachęcające gesty, skąpe ubrania - który mężczyzna wystawiony na wiele pokus przez tyle lat w końcu nie skusiłby się na "małe co nieco"? Niewielu zapewne, jednym z tych nielicznym był właśnie Michał. Nie dość, że nigdy nie miał innej kobiety niż Magda, to nigdy w jego głowie nie zaświtała nawet myśl aby ją zdradzić! Magdalena była dobrą żoną, aż dziw bierze, że nie rozwiodła się z Michałem z powodu jego częstych i wielokrotnie długotrwałych kursów. Zawsze czekała na niego, witała z uśmiechem radości i oddawała mu się z wielkim entuzjazmem. Kilka miesięcy temu wyjechała do Niemiec aby pracować w gospodarstwie rolnym wraz z kilkudziesięcioma kobietami ze swego miasta - nie było jej dość długo. Przez ten okres wymieniali ze sobą listy. Michał pisał zazwyczaj po powrocie z wyjazdów, ona pisała po pracy. Rzadko zdarzało się aby rozmawiali ze sobą przez telefon, wiadomo przecież, że rozmowy międzynarodowe są bardzo drogie, nie miałoby sensu wydawanie pieniędzy, skoro właśnie po nie pojechała Magdalena.

13 Kwiecień 2004 {i}Witaj Michale! Nie widziałam Cię zaledwie kilka dni, a już czuję niewymowną tęskonotę w moim sercu. Pomyśleć, że to dopiero początek naszej rozłąki! Siedzę teraz i piszę, oczyma wyobraźni widzę Twoją twarz, pisząc te słowa czuję się jakbym po prostu opowiadała Ci co u mnie, jakbyś był przy mnie, gdyż istotnie jesteś bardzo blisko - jesteś w moim sercu. A wokół mnie? Stajnia, pola uprawne, dom człowieka u którego pracuję, a także budynek w którym nas ulokowano. Jest nas tu około czterdziestu - dwadzieścia Polek, kilka Rosjanek, Ukrainek oraz kilku mężczyzn z jakichś dziwnych stron świata - Gruzja, Turcja, kilku z Afryki... Cała ta farma, gospodarstwo, czy jakby tego nie nazwać, znajduje się na kompletnym odludziu - najbliższy sklep położony jest kilka kilometrów stąd, w malutkim miasteczku, które jakby nie patrzeć jest dosyc ładne i w pewnym stopniu... nawet urocze. Ale czy interesują Cię te szczegóły? Jest ich mnóstwo, gdybym chciała napisać Ci o wszystkim, chyba nigdy bym nie skończyła... Praca nie jest łatwa, ale mam nadzieję, że szybko się przyzwyczaję, gdyż jak narazie kończę pracę będąc okropnie zmęczoną, czuję ból w plecach i myślę tylko o tym aby zasnąć. Boję się tego, że nie zdołam przywyknąć... Zasypiając myślę o Tobie i o tym jak to będzie gdy już się spotkamy. Myślę też, jak wspaniałe będzie nasze gniazdko, jak wspaniale je sobie urządzimy - nowe meble, nowa kuchnia, łazienka. Teraz, w tej chwili, także ogarnia mnie przemożna ochota na sen, dlatego będę już kończyć. Wiem, że ten list nie jest zbyt długi, ale wcale nie trzeba dużo pisać, by wyrazić rzecz najważniejszą, to że CIĘ KOCHAM I MYŚLĘ O TOBIE. Twoja Magda.{/i}

20 Kwiecień 2004 {i}Cześć droga żono! Ja również o Tobie myślę, bardzo często. Na czas naszej rozłąki, przykleiłem Twoje zdjęcie na w dolnym rogu szyby. Czasami zerknę na nie w czasie jazdy, natomiast no-stop patrzę na nie w czasie postojów, w czasie gdy spożywam jakiś posiłek. Właśnie przjechałem z Ukrainy - Boże, jaka tam panuje korupcja. Celnikom trzeba dać trochę hrywien, milicji także, gdyż niemal co kilka kilometrów stoją i łapią wszystkich, którzy tylko obok nich przejeżdżają. Jak widać korupcja tam kwitnie, zresztą czy w Polsce jest inaczej? Sama wiesz, że nie - różnicą jest jedynie to, że w Polsce nikt tak się z tym nie afiszuje, nie prosi o pieniądze w tak bezczelny sposób. Mimo wszystko korupcja jest korupcją i nic nie usprawiedliwia biorących łapówki. Ech, ja znowu o pracy - staram się nie przynosić jej ze sobą do domu, wiesz o tym przecież bardzo dobrze. A w domu pusto bez Ciebie, zimo, wręcz trupio! Jeszcze kilka miesięcy i znowu się zobaczymy. Starałem się dostać kurs przez Niemcy, wtedy przecież mógłbym wpaść na chwilkę do Ciebie, zobaczyć Twoje śliczne oczy, twarz którą tak bardzo kocham, ale "pan i władca" wysłał mnie do Norwegii - ruszam już jutro. Może to nawet i lepiej, nie mogę znieść atmosfery domu, gdy Ciebie w nim nie ma. Dostałem Twój list, bardzo mnie on ucieszył, ale i zasmucił jednocześnie. Zapytasz pewnie dlaczego. Może nie najlepszym pomysłem był ten Twój wyjazd? Jeszcze nabawisz się jakiejś choroby, kobiety nie są stworzone przecież do ciężkich fizycznych prac. Również mam nadzieję, że się przyzwyczaisz i rzekniesz za Stendhalem, chwilka, gdzieś jest jego "Pustelnia Parmeńska"... "Można śmiało powiedzieć, że obawa była sto razy gorsza od nieszczęscia." Wiedz jednak, że jeśli będzie Ci ciężko, możesz w każdej chwili wrócić - pieniądze nie są przecież najważniejsze, jak się to mawia "pieniądze szczęścia nie dają". Nie musimy przecież odnawiać mieszkanka już, jak najszybciej. Ono i tak jest piękne, gdy Ty w nim jesteś! Napisz co u Ciebie, czekam na Twój list. Wrócę za jakieś pięć dni, przynajmniej powienienem się w tyle wyrobić. Całuję Cię gorąco! Twój Michał.{/i}

5 Maj 2004 {i}Cześć! Może się ucieszysz, gdyż zaczynam się przyzwyczajać do pracy - już nie przychodzę taka zmęczona jak na początku. Mam więcej czasu dla siebie - poznaję ludzi, z którymi dzielę ten mój, coraz lepszy los na tej farmie. Niemal wszyscy są do siebie przyjaźnie nastawieni, tworzą się znajomości, już nawet umówiliśmy się na jakieś spotkanie, gdy wrócimy do Polski. Ludzie z innych państw trzymają się ze swymi krajanami, ale bynajmniej wcale nas nie unikają. Można porozumieć się z nimi na migi, czy też mówiąc coś we własnym języku - wiadomo, słowiańskie języki są bardzo do siebie podobne i można jako-tako się zrozumieć. Oczywiście o jakichś dłuższych rozmowach nie może być mowy, ale zawsze to coś, prawda? Z Niemcem też się poznałam, kilka razy podwoził mnie do tej malutkiej wioski, o której wspominałam Ci w poprzednim liście. Jego żona, jak się okazało, miała polskich dziadków i trochę rozumie po polsku, ale też nie na tyle by można było mówić o przysłowiowym wszystkim i niczym. Tlumaczy, troszkę nieudolnie co prawda, to co mówi Stefan (jej mąż), a także tłumaczy mu to, co mówię ja. Przysłuchuję się ich rozmowom, a także tym tłumaczeniom i powoli zaczynam sobie mówić po niemiecku. Oczywiście głównie w pamięc zapadają mi słówka, ale mam nadzieję, że jakieś zdania będę za kilka miesięcy umiała konstruować. Poznałam też Ahmeda, Turka - on już lepiej mówi po polsku, gdyż kilka lat temu pracował w polskim hotelu jako kucharz. Ma nadzieję otworzyć jakąś knajpkę w Berlinie, gdzie niedawno przyjechała jego rodzina.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Krótka historia pewnej miłości — czytnik · opowiadania