Przyjaźń · 7 min czytania
Krótka historia pewnej miłości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jesteś moją miłością, jedyną, największą i mogę powiedzieć, że pierwszą. Pierwszą poważną. Nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia, lubiłam Cię, po prostu. Lubiłam z Tobą spędzać czas, rozmawiać o wszystkim. Byłeś inny niż ci wszyscy chłopcy, którzy o mnie zabiegali. Byłeś cierpliwy, wyrozumiały, pomocny w każdym momencie, w każdej chwili. Patrzyłeś jak chodziłam z jednym, później z innym, byłeś zazdrosny, ale znosiłeś to dzielnie. Czekałeś na mnie. Czekałeś, jakbyś wiedział co będzie dalej, jakbyś wiedział, że czekanie się opłaci. Nie dostrzegałam tego, chociaż widziałam, że się starasz. Chciałam szaleć, bawić się, chodzić na dyskoteki. I wreszcie nadszedł ten moment, wyczekany dla Ciebie od wielu miesięcy. Spytałeś, odważyłeś się, a ja mimo, że nie byłam zakochana zgodziłam się być Twoją dziewczyną. Byłam ciekawa co z tego wyniknie, jak to się potoczy, w którą stronę pójdzie. Było wspaniale. Przychodziłeś codziennie, wyjeżdżaliśmy razem, byliśmy nierozłączni. Wreszcie przyszło to, czego oczekiwałeś- zakochałam się- na zabój, na zawsze, mimo wszystko. Pokochałam Cię całą sobą, nic ani nikt się dla mnie nie liczył, byłeś TY i tylko Ty. Nie interesowały mnie zabawy, wyjścia z koleżankami. Byłeś tylko Ty, wspólne wyjazdy, wyjścia i zazdrość- ogromna, zaborcza, wręcz zabójcza i chorobliwa. Zazdrość przyćmiewała mi wszystko, nie potrafiłam robić nic bez Ciebie. Byłam ślepa, zakochana po uszy i zagubiona. Nie potrafiłam sobie poradzić ze swoimi uczuciami, oddałam Ci się w pełni. Oddałam Ci duszę i ciało. I właśnie wtedy stało się najgorsze, co mogło mnie spotkać...odszedłeś! Bez tłumaczenia, bez wyjaśnienia. Wymuszone przeze mnie pożegnanie, ostatnie odprowadzenie mnie do domu, ostatni pocałunek, który przyszedł Ci z trudem, widziałam to. Klucha w gardle była ogromna, nie pozwoliła mi mówić, zapytałam tylko czy jest inna, powiedziałeś, że nie, że musisz odpocząć, że masz dużo na głowie i już nie dajesz rady. Zrozumiałam, nie płakałam, chciałam, żeby to rozstanie było spokojne, bez niepotrzebnych emocji. Kiedy poszedłeś, usiadłam w pokoju i popłynęły mi łzy. Nie potrafiłam tego powstrzymać, łzy płynęły same. Cała moja rodzina patrzyła na mnie i nie rozumiała. Uśmiech nie schodził mi z twarzy i do tego morze łez. Jeszcze wtedy nie rozumiałam co ta sytuacja dla mnie oznacza. Pamiętam jak dziś co czułam, jak siedziałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Kolejne dni upływały wolno, rodzice starali się mi pomóc, robili wszystko, żeby zająć moje myśli. Wysłali mnie na kurs prawa jazdy. Bali się. Teraz to wiem, że ogromnie się o mnie bali. Miałam różne epizody w życiu i dlatego nie wiadomo było co może mi strzelić do głowy. Dla nich to też było trudne, ponieważ bardzo Cię polubili, przyjęli Cię do naszej rodziny jak swojego, a tu takie rozczarowanie. Z dnia na dzień czułam, że to już naprawdę koniec, że już nie wrócisz. A po tygodniu dowiedziałam się, że dzień po tym, jak mnie zostawiłeś byłeś już z nią w knajpie. Dostałam w twarz. Zaczęłam składać wszystko w jedno, układać puzzle ostatniego półrocza i byłam już pewna, że te pół roku poświęciłeś zarówno mi, jak i jej. Jej imię do dziś nie przechodzi mi przez gardło. Było mi ciężko, bardzo ciężko. Pierwszy raz od rozstania zobaczyłam Cię po tygodniu, byłeś szczęśliwy, wyglądałeś promiennie, świeżo i widać było, że rozstanie…