Inne · 4 min czytania
Krótka historia powojenna. Andrzej
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miecz.
O nie, to nie będzie kolejne opowiadanie o mieczu króla Artura. Sięgniemy tutaj czasami nieco bliżej, możliwe nawet że niebezpiecznie blisko nas. Każdym mieczem uczynią ci krzywdę.
Polska powojenna wieś nie wyglądała zbyt obiecująco. Nie zachęcała tez do tłumnych odwiedzin, o nie. Jeszcze baliśmy się nocy, drżący bez świec. Rodzinie Andrzeja udało się uniknąć przesiedlenia, niewiadomo jakim cudem. Potem było nieco lepiej. W pięćdziesiątym czwartym, kiedy zaczęła rządzić Rada Trzech, Andrzej wyemigrował w końcu z rodzinnej wsi do stolicy, do Warszawy. Chciał studiować polonistykę. Władza utrudniała wszystkim wszystko. Ciężko było chłopakowi znaleźć w mieście cokolwiek. Może to jakiś przypadek, a może kara boska- dostał się na robotę do jakiegoś warszawskiego rzemieślnika. Jak się niedługo okazało, facet trudnił się też kowalstwem. Augustyn był człowiekiem w średnim wieku, nieco wąsatym i brzuchatym. Mieszkał w kamienicy niedaleko Starego Miasta, w piwnicach miał swój warsztat. Głównie naprawiał lodówki, klepał ramy od rowerów, trzymając ukryte głęboko przedwojenne kowadło i iskierkę nadziei. Chłopiec dostał u niego mały pokoik, wikt i opierunek, w zamian za pomoc przy pracy. Przed południem Andrzej chodził na zajęcia i włóczył się po mieście, troszkę zwiedzając, trochę tęskniąc do domu i pozostawionej we wsi Agnieszce. Zostawił swoją ukochaną na pastwę chłopów, bał się o nią. Planowali nawet wspólny wyjazd do Warszawy, ale nie wyszło. Można powiedzieć, że wreszcie zaczął przyuczać…