Komedia · 3 min czytania
Krótka powiastka z morałem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Był piątek po południu-całkiem fajny dzień, wyszedłem z roboty, chciałem napić się. Wstąpiłem do baru, zamówiłem piwo, w takie piątki każdy biegnie tutaj żywo.
Wpadło kilku kumpli dobrze znanych mi, z jednego browara zrobiły się trzy, z trzech-pięć, z pięciu-siedem, potem jeszcze wódka, potem nie pamiętam...pamięć bywa krótka.
Knajpę opuściłem gdy już była noc, chciałem się położyć do łóżka, pod koc. Otworzenie drzwi szło mi jednak źle, pomogła mi żona i wpuściła mnie.
Oceniając mój stan patrzyła surowo, coś wybełkotałem, czułem się niezdrowo. Do tej pory nie wiem, może to z słów braku, wykrzyknęła do mnie-wynocha pijaku!
Część 22 / 2
Jestem facet miły, dobrze ułożony, także w tym przypadku posłuchałem żony. Powiedziałem jej choć bylem w słabym stanie: Jak sobie życzysz, moje Ty kochanie!
Wyszedłem znów w noc-ciepłą i czerwcową, na powietrzu łatwiej myślałem swa głową, chociaż może tylko mi się wydawało, wyjątkowo lekkie było moje ciało.
Krok swój skierowałem do serca dzielnicy, tam gdzie zawsze gwarno, ludzie z okolicy, gdzie gardła…