Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 9 min czytania

Krótki sen

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie pamiętam ile już nie spałem i jak długo miałem otwarte oczy, jednocześnie czując jakbym spał wieki. Obróciłem głowę w lewo. Stary, czarny zegar z kukułką zatrzymał się na godzinie 3:14. Był cały w objęciach pajęczyn, tak samo jak ja..Cisza. Rozdzierająca płuca i wwiercająca się w głowę lokatorka ciągle dotrzymująca mi towarzystwa w tym przegniłym od wilgoci pokoju. Okno nad moim łóżkiem jest zakryta dziwnym, dziurawym już materiałem przypominającym skórę, przepuszczającym jedynie pojedyncze promyki słabego światła, padając na zniszczone, wydające się małymi upiorami meblami. Gdzie jestem? Zacząłem sobie zadawać pytanie. Nie pamiętam kompletnie nic. Kim jestem i dlaczego tutaj leżę. Jedynie dźwięk pozytywki. Bardzo smutna, melancholijna melodia z dzwoneczkami. Nic więcej. Próbuję wstać. Na próżno.. Moje nogi jakby ważyły co najmniej kilkanaście ton, a ramiona jakby nie należały do mnie. Zupełnie jakbym był przykuty niewidzialnymi łańcuchami, albo był rzucony na mnie jakiś urok. Ciężko mi oddychać, jakby powietrze było naładowane ołowiem, a moje płuca był dziurawe. Czyżbym umierał? Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Bardzo delikatne, rytmiczne i nienachalne. Dwa krótkie, przerwa, trzy krótkie stukoty. Serce w jednym momencie mi zamarło chowając się do mojego gardła. Kim do diabła może być osoba za drzwiami? Może..Jestem porwany? Stłukli mnie, nafaszerowali jakimiś narkotykami i zostawili tutaj? To by jakoś tłumaczyło moją amnezję...i teraz przyszli po mnie bo ktoś wpłacił okup? Ale zaraz po czyją cholerę by do mnie w takim razie pukali? Może to jakiś sprawdzian? Stukanie znów się powtarza tym razem bardziej nerwowe. A może miałem wypadek? O to to. Odnaleźli mnie jacyś ludzie i teraz mną się zajmują dopóki nie wydobrzeje. To już jakaś myśl. I pukają z czystej grzeczności? Hmm...ale skoro wiedzą, że śpię to po co pukają? Może zachowywałem się głośno przez sen i sprawdzają czy wszystko w porządku? Chwila...Tylko czy taki dom mogą utrzymywać normalni ludzie? O Chryste...Zniszczony, rozwalony dom w środku lasu...zasłonięte okna. O mój Boże...nie podoba mi się to. Drzwi nagle padają z impetem na podłogę wyrwane z futryny potężnym kopnięciem. W tym momencie ze strachu wszystkie moje wnętrzności skurczyły się w małą kulkę a krew rozlała się na twarz. - Moje uszanowanie Panie...Panie S. jak mniemam? W drzwiach..a raczej w miejscu gdzie powinny być, pojawił się wysoki, bardzo elegancko ubrany dżentelmen w cylindrze i monoklu, trzymający mnóstwo papierów pod pachą. Leżałem z rozdziawioną szczęką nie wierząc w to co widzę. - Najmocniej przepraszam za drzwi, ale nie lubię kiedy ktoś ignoruje mnie - Ukłonił się w pół upuszczając cylinder na pokrytą mchem podłogę i poprawił monokl na lewym oku. Przybliżył się do mnie i usiadł na łóżku uważnie się na mnie wpatrując marszcząc brwi. Położył stos dokumentów obok, wyjął jakiś duży, żółty papier z pieczątką, odchrząknął dbale i splunął na ścianę. - Ekhm, a więc Panie S. zapewne wie Pan, czemu tutaj jestem ? Ciągle byłem w szoku po całości groteskowości tej sytuacji i totalnie zgłupiałem. Skąd mam niby wiedzieć co on tutaj robi? - N-nnie wiem. - Ooo nie wie pan? - odrzekł zdumiony - pozwoli pan, że przeczytam - po raz kolejny poprawił monokl, przybliżył kartkę do twarzy i zaczął czytać. - A więc : Z artykułu numer 17496 paragrafu 56,9 prawa konstytucyjnego Wielkiego Narodu, jest pan uznany winnym za przedawkowanie snu w ilości 50000 godzin z rzędu, w celu uniknięcia zderzenia z rzeczywistością i obowiązków jakie pana obowiązywały dla całej społeczności. Niniejszym jest pan skazany na karę śmierci, poprzez uduszenie poduszką. Amen. - Zgiął dokument w pół i schował go między pozostałe dokumenty. Z kieszeni zaczął wyjmować czarne, skórzane rękawiczki i wręcz z angielską flegmą, naciągając je na swoje chude dłonie. - A-allee zaraz chwilę! - krzyknąłem oburzony i przerażony jednocześnie, aczkolwiek nie wiedziałem czy się śmiać z absurdu całości tej sytuacji czy też próbować znaleźć w tym szaleństwie jakikolwiek sens - Jak to możliwe! Co to w ogóle za prawo? Nie możliwe abym tyle spał! - Ależ możliwe panie S. Użył pan zakazanej przez prawo międzynarodowe metody, tak zwanej " Audiofilskiej " brrrr - wykrzywił srogo twarz mówiąc to - obrzydlistwo panie Stanisławie, naprawdę... - Zaraz! Ale ja nawet nie wiem kim jestem i co ja tutaj robię! Dosłownie obudziłem się przed chwilą i..ii nagle rozwala mi pan…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%