Romans · 5 min czytania
krótkie opowiadanie-,,oddałam ciało diabłu"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Istnieje w naszym świecie powiedzenie oddać duszę diabłu, jest mocno przereklamowane, ja doświadczyłam czegoś sprzecznego z tym powiedzeniem, oddałam diabłu, ale nie duszę, ponieważ wcale jej nie chciał, ale ciało. Zacznę od początku. Wykryto u mnie raka szyjki macicy, czekałam na operację ogarnięta ogromnym strachem, nagle jak by zza zasłony zobaczyłam pochylającą się nade mną postać w białym fartuchu, to był lekarz. - Zabieramy Panią na stół operacyjnym, teraz Panią uśpimy, proszę policzyć do 10. - 1,2…3…..4…. liczyłam w myślach i skończyłam na 4. Nagle obudziłam się, zdziwiłam się, dopiero zaczynała się operacja, a ja już leżałam podłączona do aparatury na szpitalnym łóżku. Wtem spostrzegłam nad sobą postać, mężczyznę o ostrych rysach twarzy z kręconymi, czarnymi włosami do połowy szyi, oczy błyszczały mu nienaturalnie i były koloru toni wodnej. Miał na sobie bardzo obcisłe jeansy, wysokie czarne buty i czarną, skórzaną kamizelkę, świetnie ukazującą jego wysportowane ciało. Zdziwiłam się, nigdy wcześniej go nie widziałam, ale podobał mi się. Nagle, w ciągu sekundy owa postać wyciągnęła z ciała moją duszę, teraz leciałam z nim widząc na dole swoje ciało na szpitalnym łóżku. Mężczyzna tylko uśmiechał się szyderczo. Po chwili pokazał mi urywki z mojego życia, moja szafę pełną najlepszych ciuchów, wszystkie moje pikantne chwile obleczone różnorodną scenerią. Długo się nad czymś zastanawiał, wreszcie pokazał mi moją intymną przygodę sprzed roku, szepnął do siebie: - To ciało mi odpowiada. I nagle moja dusza znalazła się w idealnym ciele, moim ciele sprzed roku. Następnie wybrał z mojej szafy najlepsze jego zdaniem ubrania, a mianowicie czerwone szpilki na bardzo wysokim obcasie, czarne pończochy samonośne w kabaretkę i czerwona obcisłą i nieprzyzwoicie krótką sukienkę. Po chwili już byłam w to ubrana. - Teraz moja droga nauczę Cię latać, zabieram Cię do swojego królestwa. Początki były bardzo trudne, próbowałam naśladować ruchy mężczyzny, ale szło mi opornie, po strasznie długiej chwili w końcu zaczęłam skakać i lekko się unosić nad ziemią , sama bez jego pomocy, aż nagle jeden skok sprawił że wzbiłam się tak wysoko, że faktycznie zaczęłam latać. Lecieliśmy długo, aż nagle zobaczyłam przed sobą wielgachny zamek, otoczony murem z żywopłotu, z tyłu widniał zarys labiryntu. Pchnęłam ciężkie, dębowe drzwi i weszłam do środka. Mężczyzna poprowadził mnie przed siebie, ciemnym korytarzem, pod nogami lśnił…