Filozofia · 4 min czytania
Krótkowzroczność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}SŁODKICH SNÓW{/b}
- Marcin! Marcin, obudź się wreszcie! Zaniepokojony głos wyrywa trzydziestoletniego Marcina Strachowskiego z krainy sennych marzeń. Mężczyzna niechętnie otwiera oczy i spostrzega, że na twarzy leżącej obok żony maluje się przerażenie. Wtem słychać kroki. Ktoś grasuje w kuchni! Marcin uchyla drzwi i zakrada się do tajemniczego intruza. - Babciu! - krzyczy gniewnie na widok drobnej staruszki. - Ale nas wystraszyłaś! Wracaj natychmiast do łóżka! - Nie mogę, szukam tej małej pastereczki znad strumyka! - tłumaczy kobieta. - Gdzieś się przede mną ukryła! - Co ty bredzisz? Ech... Same z tobą kłopoty. Chodź, odprowadzę cię na górę. - Nie widziałeś jej, Piotrusiu? Miała takie złote loki, słomkowy kapelusz i niebieską sukienkę... Mężczyzna wzdycha ciężko. Nie ma siły po raz kolejny tłumaczyć, że na imię mu Marcin, nie „Piotruś”. Bierze babcię pod ramię i niemal siłą zaciąga do ciasnego pokoiku na poddaszu. Ona początkowo opiera się, ale ostatecznie daje za wygraną i już po chwili leży w łóżku, przykryta kołdrą po samą brodę. - Słodkich snów - mówi oschle Marcin. Gasi światło i odchodzi. Staruszka zostaje sama. Po jej policzku spływa pojedyncza łza. - Gdzie jesteś, moja mała pastereczko?
{b}SPOJRZENIE W OKO HIBISKUSA{/b}
Znałem pewną kobietę, która każdego dnia czytała swojemu ukochanemu hibiskusowi rozdział „Ani z Zielonego Wzgórza”. Nie miała już męża, nie miała dzieci, ani nawet ludzi, do których mogłaby się uśmiechnąć. Kwiatek bezlitośnie wysysał z niej życie. W końcu, pewnego dnia, zwiędła. Sąsiedzi znaleźli ją dwa tygodnie później, gdy woń gnijącego ciała przedarła się na klatkę schodową.
Panowie z zakładu pogrzebowego wynosili zwłoki; staruszka z trzeciego piętra spojrzała w żółte oko wygłodniałego hibiskusa i rzekła: - Oj, biedaczku, aleś wymizerniał! Nic się nie martw, już ja się tobą…