akcja · 1 godz. czytania
Krowi Most
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
KROWI MOST
OSOBY: STEFAN EWA MATEUSZ PROFESOR BABEL LUDZIE W POCZEKALNI CHŁOPIEC I CHŁOPIEC II
POSTACIE Z KROWIEGO MOSTU DOZORCA LOKATOR STARUSZKA KOLEGA SEKRETARKA DYREKTOR STRAŻNICY
POSTACIE Z WIDOWNI STARSZY MĘŻCZYZNA KOBIETA MĘŻCZYZNA W SILE WIEKU KOBIETY, MĘŻCZYŹNI MŁODA KOBIETA OBCY CZŁOWIEK KOBIETA W DŁUGIM PŁASZCZU BRUDAS NIŻSZY BRUDAS WYŻSZY WYSOKI MŁODZIENIEC GŁOS
SCENA I - BIURO Gdańsk. Poranek listopadowy. Ulicą Ogarną idzie Stefan, zamyślony mężczyzna w wieku ok. 35 lat. Wchodząc na Krowi Most odwraca się i spogląda w okna Krowiej Bramy. W jednym z nich, na drugim piętrze widnieje biała kartka wyrwana z zeszytu z ledwo widocznym ręcznie wykonanym napisem „Przeciwdziałanie zagrożeniom”. Zaintrygowany wchodzi do środka. Na parterze mieszczą się gabinety lekarskie, na piętrze kancelarie adwokackie. Przed każdymi drzwiami, zarówno przed gabinetami jak i przed kancelariami na krzesłach siedzą ludzie w oczekiwaniu na swoją kolejkę. Panuje cisza, ludzie spokojni, głowy opuszczone na piersi. Ożywiają się dopiero podczas wywoływania ich przez obsługę pokoi. Stefan po stromych schodach wspina się na drugie piętro. Prze wąskie okienko w korytarzu podziwia prze chwilę widok na Motławę i w oddali widoczny Żuraw. Puka do drzwi.
EWA Proszę.
W pokoju na ścianie obrazy Romana Usarewicza. Przy biurku siedzi młoda, ładna dziewczyna. Przesuwa palcem na liczydle i notuje wyniki obliczeń na kartce papieru w kratkę. Jest lekko zaskoczona widokiem wchodzącego Stefana.
EWA Pan? Pan do kogo?
STEFAN lekko zdenerwowany Ja, ja… w sprawie porady.
EWA spokojnie Nie udzielam porad.
STEFAN wskazuje na kartkę oknie A ta kartka?
EWA patrzy w okno Jaka kartka?
STEFAN Przeciwdziałanie zagrożeniom. Tak na niej jest napisane.
EWA Ach, kartka. Tak, sama ją napisałam. Położyłam w oknie.
STEFAN Zobaczyłem ją i pomyślałem, że może mi ktoś pomoże.
EWA podchodzi do okna, wyjmuje kartkę i kładzie ją na biurku. Potrzebuje pan pomocy?
STEFAN Potrzebuję pomocy.
EWA Pracuję nad pewnym problemem i kartka była jednym z elementów opracowania. Nieopatrznie znalazła się w oknie. Ale ona leży dopiero kilka minut.
STEFAN Zauważyłem ją.
EWA Ale to nie ma nic wspólnego z udzielaniem pomocy.
STEFAN dobitnie powtarza. Ja potrzebują pomocy.
EWA Rozumiem. uważnie przygląda się Stefanowi. Na dole są gabinety lekarskie.
STEFAN To na parterze. Na piętrze kancelarie adwokackie. Zauważyłem.
EWA Nie próbował pan tam?
STEFAN Dużo ludzi w poczekalniach. Z resztą nie o taką pomoc mi chodzi.
EWA A jaką?
STEFAN W ostatnim czasie uczestniczyłem w kilku dziwnych zdarzeniach, które mnie zaniepokoiły.
EWA Może pan usiądzie. Nie będzie pan opowiadał o tych zdarzeniach na stojąco.
STEFAN Dobrze. Mogę zdjąć płaszcz?
EWA Proszę.
STEFAN zdejmuje płaszcz i wiesza go na wieszaku. Mam na imię Stefan. EWA Ewa.
STEFAN Jest pani bardzo ładna.
EWA lekko się czerwieni. Dziękuję za komplement. Ale w mojej pracy to nie jest aż tak istotne.
STEFAN Czym się pani zajmuje?
EWA Przeciwdziałanie zagrożeniom.
STEFAN Jednak.
EWA Tak, oczywiście. Zajmujemy się zagrożeniami globalnymi.
STEFAN Powiedziała pani zajmujemy się. Jest was więcej?
EWA Zaraz przyjdzie kolega, Mateusz. Wyszedł na przerwę. On pracuje znacznie dłużej ode mnie.
STEFAN Jest jeszcze ktoś?
EWA Tak… lecz pan taki ciekawy. Miał pan mówić o swoich zdarzeniach.
Część 22 / 6
STEFAN Przepraszam. Otóż tydzień temu…
EWA Może jednak pan poczeka. Pomyślałam, że lepiej jak przyjdzie Mateusz. On ma większe doświadczenie, może panu poradzi.
STEFAN rozgląda się po biurze, po regałach pełnych książek. Dzieła Ferdynanda Möbiusa.
EWA Ciekawa lektura.
STEFAN czyta nazwiska autorów i tytuły książek znajdujące się na grzbietach okładek. Tarski, Leśniewski? Logika, Algebra.
EWA Analitycy.
STEFAN Równania Ugowskiego, Walczaka? Presburger?
EWA Pan zdziwiony?
STEFAN Tak. Skomplikowani.
EWA Tak jak problemy, którymi się zajmujemy.
STEFAN Tucholsky? Nie pasuje do tamtych.
EWA To moja lektura. Nie należy do profesora.
STEFAN Profesora?
Do pokoju wchodzi mężczyzna w wieku dwudziestu kilku lat. Pytająco spogląda na Stefana.
EWA Pan Stefan. Pomyłkowo trafił do nas.
STEFAN żachnął się. Nie, nie, wcale nie pomyłkowo. Absolutnie nie pomyłkowo. Specjalnie wszedłem ponieważ potrzebuję pomocy. To jest dla mnie bardzo ważne.
MATEUSZ My nie udzielamy pomocy.
STEFAN Wiem. Pani Ewa też to mówiła. Lecz zgodziła się mnie wysłuchać.
MATEUSZ Lekarze i adwokaci są niżej.
EWA Mateusz, on potrzebuje pomocy.
STEFAN Panie Mateuszu, tydzień temu wszedłem do baru mlecznego…..
MATEUSZ lekko rozdrażniony, macha ręką, przerywa Stefanowi. Ewa, wysłuchaj mnie. Pan też, panie Stefanie. Prowadzimy ważne badania dla agencji rządowej. Nie mamy czasu zajmować się innym zagadnieniami. Profesor wyjechał do Wiednia. Lada dzień wróci z nowymi opracowaniami. Analiza ich zajmie nam mnóstwo czasu.
STEFAN Profesor?
MATEUSZ Profesor Babel. Szef naszego oddziału. Otrzymaliśmy europejski grant, podpisaliśmy ambitny kontrakt. Musimy spisać się jak najlepiej, nie możemy nic zawalić.
STEFAN Jak brzmi tematyka badań?
MATEUSZ „Ustalenie koordynacyjnego algorytmu porządkującego chaotyczne zdarzenia w kierunku logicznego ciągu warunkującego późniejszą negatywną harmonię w XXI wieku na przykładzie wybranego kraju w Europie Środkowej”. Brzmi skomplikowanie lecz to bardzo monotonna praca.
STEFAN Tym krajem wybranym jest Polska?
MATEUSZ Tak, to Polska.
STEFAN Na czym polega praca?
MATEUSZ Układamy równania algebraiczne powiązane z systemem logicznym. Krótko mówiąc, porządkujemy chaos i postrzegamy niebezpieczeństwo przekształcenia go w negatywną harmonię.
STEFAN zdziwiony. Istnieje negatywna harmonia?
MATEUSZ pewnie. Jak najbardziej. Podczas poprzedniej sesji badawczej ułożyliśmy arytmetyczny algorytm powstania wrogiej koalicji w XVIII wieku i pozbawienia Polski niepodległości. Klasyczny przykład negatywnej harmonii.
STEFAN Pan jest matematykiem?
MATEUSZ Logikiem.
STEFAN A pani?
EWA Fizykiem.
STEFAN Na czym opierają się badania, które wykonujecie?
MATEUSZ Badanie faktów, obserwacja, przenikliwa analiza, precyzja w formułowaniu równań z wieloma niewiadomymi. Odnoszące się nawzajem zapytania umożliwiają wprowadzenie danych. Później podstawiamy je wielokrotnie zmieniając współrzędne ich położenia. Na koniec otrzymujemy prawidłową formułę i ostateczny wynik.
STEFAN Nie widzę w pokoju komputerów.
MATEUSZ Nie korzystamy z nich, gdyż zakłócają logiczny tok myślenia. Liczy się nasz intelekt, ołówek i kartka papieru. Czasami liczydło. Wykorzystujemy optymalnie nasz umysł. po chwili A pan tu ze swoimi zaściankowymi zdarzeniami.
Część 33 / 6
STEFAN z zażenowaniem. Dla mnie są one istotne. Bardzo ważne. I słuchając o czym pan mówi to myślę, że nie mogłem lepiej trafić.
MATEUSZ Nie, nie. Nasz temat jest globalny tak jak globalizacja procesów postępujących na świecie. Jakim zagrożeniom podlegamy, jakich skutków możemy się spodziewać? Jako społeczeństwo, jako kraj.
EWA wtrąca. Może jednak pan nam opowie o swoich zdarzeniach?
MATEUSZ Ewa, przecież wiesz jaki ogrom pracy nasz czeka.
EWA Społeczeństwo składa się z jednostek. Problemy jednostek są problemami społeczeństwa.
MATEUSZ Tak masz rację, tylko nie wszystkie problemy jednostek pasują do globalnych problemów.
STEFAN smutny, podchodzi do wieszaka z ubraniami. Panie Mateuszu, zdaję sobie sprawę z wagi zadań, jakimi się zajmujecie. Lecz przychodząc tutaj, nic o nich nie wiedziałem. Zobaczyłem kartkę, że przeciwdziałacie zagrożeniom. Dlatego przyszedłem spodziewając się pomocy. Jeśli nie, to przepraszam.
EWA Mateusz, proszę cię. Pan Stefan jest załamany. Wysłuchajmy go chociaż.
MATEUSZ waha się, kręci głową, podchodzi do Stefana, odbiera mu płaszcz i z powrotem wiesza na wieszaku. Dobrze, panie Stefanie. Proszę usiąść. Niech pan się nie denerwuje. To wynika z mojego charakteru. Chcę wszystko zrobić jak najlepiej.
STEFAN Rozumiem pana.
MATEUSZ Proszę nam powiedzieć co pana takiego spotkało. Jakich to przykrych doświadczeń pan doznał?
STEFAN siada z powrotem na krześle. Zacznę od początku. Kilka miesięcy temu przechodząc obok baru mlecznego postanowiłem wejść do niego. Byłem głodny. Wcześniej kupiłem czasopismo. Pomyślałem, że zamówię pierogi z truskawkami i śmietaną, które bardzo lubię i podczas ich jedzenia przeczytam ciekawe artykuły, które w natrafiłem w czasopiśmie. Zwłaszcza zaintrygował mnie jeden artykuł o podwodnym mieście znajdującym się w morzu Bałtyckim, tuż przy półwyspie Helskim. Czasopismo było sprzed trzech miesięcy, także w kiosku ledwie je kupiłem, było ostatnim egzemplarzem. „Ma pan szczęście – powiedział kioskarz. Już miałem je włożyć do zwrotów”. W momencie jak otwierałem drzwi od baru, kątem oka zauważyłem mężczyznę, siedzącego przy barowym stoliku.
MATEUSZ przerywa. Co w tym dziwnego? Przecież to naturalne, że w barze są stoliki a przy nich siedzą mężczyźni. I na pewno też kobiety.
STEFAN Otóż w barze był tylko jeden mężczyzna.
MATEUSZ Jeden?
STEFAN Tak, jeden. W moim wieku, podobnie ubrany, podobnie wyglądający. I jadł pierogi z truskawkami, polane śmietaną.
EWA Takie jak pan lubi?
STEFAN Tak.
MATEUSZ Ja też bardzo lubię pierogi z truskawkami.
STEFAN Po jego brodzie ściekał mus truskawkowy zmieszany ze śmietaną. On otwartą dłonią wycierał brodę. Przyznam, że to niehigieniczne, ale ja też tak robię.
EWA niecierpliwie. Co było dalej?
STEFAN Przestraszyłem się.
EWA Mężczyzny jedzącego pierogi z truskawkami?
STEFAN Oprócz tego, że jadł to dodatkowo czytał czasopismo, takie samo jakie ja trzymałem w ręku. Otwarte było na stronie, na której znajdował się artykuł o podwodnym mieście przy półwyspie Helskim. Zauważyłem kolorowe zdjęcia, które wcześniej mnie tak zaintrygowały.
EWA Co pan wtedy zrobił?
STEFAN Zatrzymałem się w otwartych drzwiach. Mężczyzna, pochłonięty lekturą mnie nie zauważył. Tylko sprzedawczyni krzyknęła „Albo wchodzi albo wychodzi. Niech nie wpuszcza chłodu do środka”. Zamknąłem drzwi od zewnątrz. Uciekłem.
MATEUSZ Ale głód. Przecież był pan głodny?
STEFAN Straciłem całkowicie apetyt. Natychmiast wróciłem do domu. Już do końca dnia nic nie jadłem. Drżałem, głowa mnie rozbolała, położyłem się.
EWA Dziwne zdarzenie, lecz nie jest to powód do niepokoju. Takie przypadki się zdarzają.
MATEUSZ Pojedyncze zdarzenie jeszcze nic nie znaczy. Nie można go zaszeregować do żadnego ciągu logicznego.
STEFAN Tak, gdyby to było pojedyncze zdarzenie. Później natrafiłem na zdarzenia bardziej niepokojące.
MATEUSZ Jakie?
STEFAN Straszne.
EWA podchodzi do Stefana, patrzy mu w oczy. Dlaczego zaraz straszne? Może wystarczy słowo niespodziewane. Chodzi pan do kościoła, modli się pan w nim?
STEFAN odkrywczo. Chciałem o tym właśnie teraz powiedzieć. Dawno już nie byłem w kościele. Bóg nie był mi do niczego potrzebny. Dawałem sobie radę sam. Po co miałbym się jeszcze dzielić się ze swoimi sukcesami? Ze swoimi radościami. Odrzuciłem Boga. Dopiero niedawno postanowiłem się pomodlić. W kościele. Nie wiem jaka była przyczyna. "Pomodlę się troszeczkę”, pomyślałem sobie. Wszedłem do środka Bazyliki. W kościele panował półmrok i przyjemny chłód. Nie było żadnego człowieka, wszystkie ławki były wolne, usiadłem w ostatnim rzędzie, w samym rogu. Zapatrzyłem się w ołtarz. Usłyszałem głos. "Uklęknij, schyl głowę, módl się". Uczyniłem tak. Ukląkłem, schyliłem głowę, modliłem się. Cisza panująca w kościele uspokoiła moje nadwerężone nerwy. W środku modlitwy ktoś trącił mnie ramieniem. Podniosłem głowę. Starsza kobieta wpychała się do ławki. Chciałem wstać by zrobić jej przejście. Nie skorzystała, chciała usiąść na tym miejscu, na którym ja siedziałem, gestykulowała rękami w milczeniu. Szeptem zwróciłem jej uwagę. „Przecież cały kościół jest pusty. Proszę usiąść gdzieś indziej. Proszę mi pozwolić modlić się.” Babcia jakby nie rozumiała, swą suchą, pokrzywioną ręką odpychała mnie zawzięcie. Ja też nie ustępowałem. „Zaraz odejdę, to tylko kilka minut, proszę mi pozwolić pomodlić się.” Ona nie dawała się ubłagać. ”Odsuń się. To moje miejsce. Ja tu siedzę.” Postanowiłem walczyć. Szamotałem się w pustym kościele ze starszą kobietą. Kościelny wybiegł z zakrystii, spoglądał na mnie z wyrzutem. „Jak panu nie wstyd targać taką małą babcię.” Zrobiło mi się wstyd, wyszedłem z ławki, opuściłem świątynię. Kościelny wrócił do zakrystii, kobiecina siadła w rogu, w ostatnim rzędzie pustego kościoła. Byłem osłabiony, kręciło mi się w głowie. Chodziłem bez celu po ulicach miasta.
EWA Dlaczego pan po prostu nie przeszedł do wolnej ławki.
STEFAN W pierwszej chwili chciałem to uczynić. Jednak po chwili zastanowienia pomyślałem sobie dlaczego ja mam wszystkim ustępować.
EWA Jak to wszystkim? Przecież była tylko jedna babcia.
STEFAN Tak, lecz dzień wcześniej…. Chciałem kupić bilet na tramwaj. Szedłem wolnym krokiem do kiosku. Byłem sam, spokojnie szedłem po pustej ulicy. Nagle zauważyłem, że z przeciwnego rogu kamienicy wyszedł młodzieniec, z drugiej strony kobieta z dzieckiem, a za mną nagle pojawili się dziewczyna z chłopakiem. Wszyscy przyśpieszyli, by tylko mnie ubiec i być przede mną. Ja też przyśpieszyłem, lecz oni zaczęli biec. Byli szybsi. Poczułem nagle jak zgęstniało powietrze, jakby zaroiło się w nim mnóstwo obcych, tłustych elementów. Spociłem się. W kolejce do kiosku, do którego przed chwilą nikt jeszcze nie zdążał, pojawiła się kobieta z dzieckiem, młodzieniec i dziewczyna z chłopakiem. I wszyscy poprosili o bilet na tramwaj. Zwykły bilet, chociaż młodzieniec wyglądał na studenta i mógł pewnie kupić ulgowy. Gdy przyszła moja kolej, kioskarka tryumfalnie ogłosiła, że sprzedała przed chwilą ostatni, zwykły bilet. I więcej już nie ma. Zostały wyłącznie ulgowe. Wsiadłem do tramwaju bez biletu. Na trzecim przystanku człowiek siedzący przede mną, wyglądający miło i sympatycznie, odsłonił identyfikator i zażądał biletu do kontroli. Wlepił mi wysoki mandat chociaż bardzo prosiłem go, by tego nie robił. Dlatego w kościele postanowiłem walczyć.
MATEUSZ z niedowierzaniem przygląda się Stefanowi. Pan rzeczywiście ma problemy.
Część 44 / 6
EWA spogląda przez okno. Tam ktoś stoi i patrzy się w nasze okno.
MATEUSZ podchodzi do okna. Przecież to dziecko. No, kilkunastoletni chłopak. Wpatruje się z ciekawością. Pan go zna, panie Stefanie? O, tam za mostem stoi jeszcze jeden.
Stefan zbliża się do nich. Ukradkiem spogląda przez okno. Gwałtownie się od niego odsuwa. Robi się czerwony na twarzy.
STEFAN Pewnie przyszli po mnie.
MATEUSZ głośno. Po pana? Dzieci śledzą pana?
STEFAN Nie powiedziałem jeszcze do końca dlaczego tu przyszedłem. Uciekłem z aresztu. Spędziłem tam całą noc.
MATEUSZ Dlaczego?
STEFAN Aresztowali mnie.
MATEUSZ A co pan takiego uczynił, że pana aresztowali?
STEFAN Źle zaparkowałem rower.
MATEUSZ Rower? Za nieprawidłowe parkowanie roweru jeszcze w naszym kraju nie aresztują.
STEFAN Mnie zaaresztowali.
MATEUSZ To niemożliwe.
STEFAN Zaproszono mnie dwa dni temu na Uniwersytet, na odczyt o wolności.
MATEUSZ Jako słuchacza.
STEFAN Nie, to ja miałem wygłosić wykład. Na temat wolności. Nieograniczonej, niczym nie skrępowanej wolności. Wolności, której nie brakuje nawet ludziom siedzącym w ciasnej klatce, w ciemnym pomieszczeniu, zamkniętym w obskurnym mieście, w zatęchłym kraju. Mówiłem prawie dwie godziny, wychwalając fenomen wolności. Potem zapadła cisza. Wszyscy byli wsłuchani w wykład. Wydawali się mocno zainteresowani moją teorią. Wtedy wpadł do auli portier i przerwał przyjemne chwile. Zapytał głośno, czyj to rower stoi oparty o filar w holu. Odpowiedziałem, co prawda bardzo opryskliwie, by nie zawracał głowy głupotami, gdy my tu rozważamy poważne problemy. Zauważyłem jego wykrzywioną złością twarz, pomyślałem że podejdzie do mnie, by coś złego mi powiedzieć. On odwrócił się i wyszedł. Zapanowała błoga cisza, powróciliśmy do rozmyślań nad fenomenem wolności. Czy można być wolnym żyjąc w zniewolonym kraju? Czy można być wolnym żyjąc w atmosferze strachu i pogardy? Z mojego odczytu wynikało, że tak. Ostatnie stwierdzenie jakie wygłosiłem brzmiało „Wolność jest tam gdzie ja jestem”. Weszła policja. Poproszono mnie bym opuścił salę. Skonfiskowano mi rower. Za pogardę, jaką okazałem portierowi zostałem zamknięty w ohydnej, brudnej i ciasnej celi. Do wyjaśnienia. Na czas nieokreślony. Nie wiedziałem, że cierpię na klaustrofobię i jakie męki łącznie z myślami samobójczymi przyszło mi przeżyć. Dusiłem się, chwytałem łapczywie powietrze, pragnąłem wydostać się stamtąd za wszelką cenę. Byłbym zdolny wszystko zrobić, by móc opuścić tę ciasną klatkę. Zachowywałem się jak zwierzę, które wpadło w potrzask i szarpie się, by wydostać się z pułapki, nie patrząc jak się zachowuje i co się dookoła niego dzieje. Dzisiaj rano podczas porannego apelu niepostrzeżenie uciekłem. Wykorzystałem moment nieuwagi strażników i uciekłem. Gdy znalazłem się poza progiem aresztu poczułem, co to znaczy być wolnym.
EWA poruszona. Ale się pan nacierpiał.
STEFAN Inaczej bym się nie zwrócił do waszego biura o pomoc.
MATEUSZ zafrasowany. Nie wiem, czy jesteśmy w stanie panu pomóc. Takie przypadki wprawiają w drżenie.
STEFAN Nie mam gdzie pójść. Ci agenci jeszcze stoją?
EWA odsłania firankę i odruchowo odsuwa się od niej. Stoją i wpatrują się w nasze okna. Musieli pana śledzić.
STEFAN Pewnie szli za mną już od posterunku. Oglądałem się za siebie, nikogo wcześniej nie widziałem. Cały dzień przecież minął.
EWA Pół dnia.
MATEUSZ Nie wiem co możemy panu poradzić?
EWA do Mateusza. Może zaczekamy na profesora? Kiedy wraca z Wiednia?
MATEUSZ Powinien być pojutrze.
EWA Może pan przyjść za dwa dni?
STEFAN Nie mogę.
EWA Dlaczego?
STEFAN Ponieważ już nie mam dokąd pójść.
EWA A dom? A rodzina?
STEFAN Już nie mam domu. Już nie mam rodziny.
EWA współczująco. Późno już się robi. spontanicznie. Mam pewien pomysł. Ukryjemy pana do czasu przyjazdu profesora.
MATEUSZ Ukryjemy? Gdzie ukryjemy?
EWA Pod Krowim Mostem. Wyprowadzimy pana tak, że nikt nie zauważy. Te chłopaki czy agenci jak pan ich nazywa, stoją po drugiej stronie Motławy. Droga do filara jest dla nich niewidoczna. W filarze jest otwór, tamtędy się pan przeciśnie, po drewnianych belkach ześlizgnie się na betonową podłogę. Znajduje się tam szałas, a w nim ciepły koc. Może pan bezpiecznie przeczekać.
STEFAN Szałas, koc? Do kogo należą?
EWA Leży to od lat.
STEFAN Nikogo oprócz mnie tam nie będzie?
EWA Otwór w filarze ma zamknięcie. Klucz od niej będzie w naszych rękach.
STEFAN Profesor na pewno przyjedzie pojutrze?
Część 55 / 6
MATEUSZ Na pewno. Zawsze wraca w terminie.
STEFAN I mi pomoże? Zaradzi? Uratuje?
EWA Na pewno. Chodźmy, szkoda czasu.
Ewa chwyta Stefana za rękę i prowadzi w kierunku drzwi. Mateusz idzie z nimi. Na pierwszym piętrze i na parterze mimo późnej pory ludzi jest bardzo dużo. Siedzą na krzesłach, niektórzy kucają, wyczekując na swoją kolejkę.
SCENA II – KROWI MOST Drewniana podłoga, strop podparty drewnianymi stężeniami. Podczas opowiadania Stefana Ewa przysłuchuje się, Mateusz notuje swoje uwagi w notesie, kreśli zbiory, odniesienia, liczby, słowa.
STEFAN zanurza rękę w Motławie. Zimna woda.
EWA Umie pan pływać?
STEFAN Nie.
EWA Dlaczego pan nie ma domu ani rodziny?
STEFAN Nie powiedziałem, że nie mam. Mam…. To znaczy miałem. Mam…. Lecz nie w tej chwili.
EWA Nie rozumiem.
STEFAN To też jest dla mnie zaskoczenie. Rodzice z siostrą zamieszkują na Chlebnickiej, dwie ulice stąd. Ja mieszkam na ulicy Mariackiej, właściwie mieszkałem. Z żoną i dzieckiem. W lecie, w niedzielę chciałem wypocząć. Sam. Wyjechałem autobusem wczesnym rankiem. Postanowiłem przeznaczyć świąteczny, letni dzień na relaks. Znalazłem ustronne miejsce nad jeziorem, tam rozłożyłem koc. Kąpałem się, opalałem, spałem, piekłem kiełbaski nad ogniskiem. Niedziela szybko minęła. Wróciłem do miasta dosyć późno, wieczornym autobusem. Stałem przed drzwiami wejściowymi przed kamienicą, w której zajmowałem jedno z mieszkań, przetrząsałem kieszenie w poszukiwaniu klucza. Znalazłem, włożyłem do zamka, przekręciłem. Klucz stawiał opór, naciskałem, naginałem. Bez efektu. Oporny zamek nie poddawał się. Przekręcałem kilkakrotnie w różne strony. Nie udało się. Postanowiłem zadzwonić do dozorcy. Szukając na tabliczce z dzwonkami jego numeru mimochodem stwierdziłem, że brakuje na niej jednego nazwiska. Mojego nazwiska. W miejscu, na którym zawsze ono widniało, była teraz wydrapana plama. "Śmieszne", pomyślałem. Zadzwoniłem do dozorcy. Po długim czasie, po wielokrotnym naciskaniu dzwonka w domofonie odezwał się chrapliwy głos.
DOZORCA głos z domofonu Kto tam?
STEFAN To ja, Stefan. Wróciłem z wypoczynku. Nie mogę otworzyć drzwi. Zamek się zaciął. Trzeba go naprawić. Proszę mi pomóc
chwila ciszy.
DOZORCA agresywny głos z domofonu. Nie ma pan tutaj czego szukać. Pan tutaj już nie mieszka. Proszę odejść.
STEFAN „Jak to? Nie mieszkam?” zdziwiłem się. „To kto mieszka w moim mieszkaniu? Otworzyć! Natychmiast!” denerwowałem się, szarpałem za klamkę od drzwi. Bezskutecznie, drzwi pozostawały zamknięte. Dozorca wyłączył domofon. Stałem zdezorientowany. "Może zaspany, nie poznał mnie?" pomyślałem. Spojrzałem w górę, wszędzie pozasłaniane okna, jego też.
pojawia się inny lokator.
STEFAN Na szczęście nadszedł inny lokator, wyjmował klucz z teczki, otwierał już drzwi. Otworzyły się bez problemu. Próbowałem wejść tuż za nim. On jednak zatarasował drogę swym ciałem.
LOKATOR A pan gdzie? Do kogo? Tu mogą wchodzić tylko ci co mieszkają, lub za ich przyzwoleniem. Kto pana zaprosił?
STEFAN Ależ ja tu mieszkam. Nie poznaje mnie pan? Przecież się znamy, spotykaliśmy się często, odwiedzaliśmy wzajemnie, graliśmy w szachy. Mieszka pan piętro niżej.
LOKATOR Zgadza się. Tylko, że to było kiedyś. Teraz pański lokal zajmuje ktoś inny. Pana tutaj już nie ma.
STEFAN wskazał na tabliczkę z nazwiskami, dziwnie się uśmiechnął. „Jak to kiedyś? Jeszcze wczoraj. Niedziela minęła. Ktoś zajął moje miejsce? Bez mojej zgody? Bez pozwolenia? To bezprawie. Tam jest moja żona, dziecko.” Lokator wzruszył ramionami.
LOKATOR Proszę odejść od drzwi bo zawołam dozorcę.
STEFAN Odszedłem. Ale nie poddałem się. Spróbowałem jeszcze raz. Wykorzystałem moment, gdy starsza kobieta otworzyła drzwi od wewnątrz i wyszła by wynieść wiadro ze śmieciami. Zdecydowanie ruszyłem do przodu, potrąciłem staruszkę, prawie że upadła, śmieci rozsypały się po podłodze. Narobiła przeraźliwego krzyku.
STARUSZKA przeraźliwie krzyczy. Cham!!………Chamstwo!!
STEFAN Światła w domu się pozapalały, ludzkie głowy wyglądały przez drzwi i okna. Dozorca w pidżamie wybiegł ze swej siedziby, złapał mnie na klatce schodowej.
DOZORCA Mówiłem, że nie ma pan prawa tu wchodzić. A on uparty. Wynoś się pan stąd! Ale już!
STEFAN Pchał mnie w kierunku drzwi wyjściowych. Stawiałem opór. „Proszę pana, to należy wyjaśnić. Tak nie można. Nagle i niespodziewanie. Chcę porozmawiać z żoną, z dzieckiem.”
DOZORCA Co wyjaśniać? Mieszkanie zajęte. Żona z kimś innym, obcy dziecko pielęgnuje. Niczego więcej się pan nie dowie.
STEFAN Sąsiedzi wybiegli ze swych norek. Pomagali dozorcy. Szturchali, popychali, aż wyrzucili mnie na zewnątrz. Staruszka wracała z pustym wiadrem.
STARUSZKA wzburzona Jaki niewychowany typ! Łajdak. Wypraszają go a on się jeszcze pcha.
STEFAN „To gdzie mam pójść? Gdzie? Do swojego mieszkania wróciłem. Na swoje miejsce. Innego nie mam”, odpowiadałem rozgoryczony. Odszedłem od kamienicy, w której wiele lat zamieszkiwałem. W sąsiednim domu zauważyłem, że jedno z piwnicznych okien ma rozbitą szybę. Wcisnąłem się przez małe okienko do środka, znalazłem się w pralni. Tam położyłem się na starych materacach. Zasnąłem.
dozorca znika w międzyczasie.
EWA Mógł pan pójść do rodziców. Mieszkają niedaleko.
STEFAN Było już późno. Z resztą, co oni by o mnie pomyśleli? Przecież nie wrócę do nich jak żebrak.
EWA A praca? Przecież musiał pan z czegoś się utrzymywać.
STEFAN Bardzo dobrą posadę mam… Miałem. W towarzystwie ubezpieczeniowym. Dwa tygodnie temu autobus zawiózł mnie pod biuro. Wszedłem do środka. Wchodząc do sali, w której zawsze pracowałem, stwierdziłem, że biurka są poprzestawiane i wszystkie zajęte. Nie było żadnego wolnego. W nowej konfiguracji nie mogłem odnaleźć swojego stanowiska pracy. „Dzień dobry, dzień dobry” witałem się, kłaniałem się kolegom. Oni na mój widok odwracali głowy, pochylali się nad blatami swych biurek, wyciągali z szuflad papiery, zapisywali białe kartki. „Nie poznajecie mnie? Gdzie jest moje biurko?” pytałem się ich, zaskoczony chłodnym przyjęciem. Nikt nie odpowiadał. Podszedłem do kolegi. „Skąd ta zmiana? Dlaczego milczycie?”.
KOLEGA Idź do dyrektora, on ci wszystko wyjaśni.
STEFAN Poszedłem. Uśmiechnąłem się do sekretarki. „Chciałbym rozmawiać z dyrektorem” powiedziałem i kierowałem się w stronę jego pokoju.
Część 66 / 6
SEKRETARKA Nie, nie, niech pan tam nie wchodzi. Dyrektor jest zajęty.
STEFAN Ale ja muszę z nim porozmawiać. Nie mogę znaleźć swojego biurka.
SEKRETARKA Widzi pan, ... są pewne sprawy, ... zaistniała taka sytuacja, ... pan już u nas nie pracuje.
STEFAN „Co? Co pani mówi? Nie pracuję? Ja? Nie, nie wierzę, to jakaś pomyłka” podszedłem do dyrektorskiego pokoju i otworzyłem drzwi. Dyrektor akurat stał w nich.
pojawia się dyrektor, wyprostowuje się, przed chwilą nachylony podsłuchiwał pod drzwiami.
DYREKTOR A, to pan.
STEFAN Powiedział i spojrzał w stronę sekretarki.
DYREKTOR Przekazała pani już naszą decyzję panu Stefanowi?
Sekretarka kiwa głową.
STEFAN Ona skinęła głową.
DYREKTOR To by było wszystko. Proszę więcej nie przychodzić do naszego biura.
STEFAN Próbował zamknąć drzwi. Nie pozwoliłem, przytrzymałem je ręką. „Jak to wszystko? Tyle lat pracy i to wszystko? Jedno słowo? Żądam wyjaśnień. Nie zgadzam się. Proszę mi wytłumaczyć”. Dyrektor odtrącił moją rękę.
DYREKTOR Nie pracuje pan już u nas i tyle. Co tu więcej tłumaczyć.
STEFAN Ale dlaczego? Dlaczego? Czyżbym był złym pracownikiem?
DYREKTOR Proszę opuścić biuro. I nie awanturować się, bo wezwę służbę porządkową. Do widzenia.
dyrektor odchodzi na bok.
STEFAN dyrektor wszedł do swego pokoju, zamknął drzwi. Stałem w pokoju sekretarki, kręciłem się niespokojnie, zastanawiałem się nad przyczynami takiego postępowania ze mną. Sekretarka przyglądała się mojej zafrasowanej twarzy.
SEKRETARKA Nie wiem co panu poradzić. Ale tak w życiu bywa.
STEFAN „Bywa. No tak, bywa” wyszedłem. Szedłem przez sale biurowe, przyglądałem się pracującym kolegom. W pewnym momencie ujrzałem swoje biurko. Stało w innym miejscu ale to było ono. Na pewno. Poznałem je po charakterystycznych śladach, które pozostawiła na polerowanym blacie szklanka gorącej herbaty. Chociaż leżały na nim jakieś dokumenty to krzesło przy nim było wolne, nikt tam nie siedział. Usiadłem. Zdjąłem marynarkę, zawiesiłem ją na poręczy krzesła. Podwinąłem rękawy, zacząłem przeglądać i sortować papiery. Koledzy patrzyli zdziwieni. Jeden z nich wrócił właśnie z toalety. Szukał oczami pustego biurka, lecz wszystkie były zajęte. Podszedł do mnie.
KOLEGA Ja tu siedzę i pracuję. Musisz odejść.
STEFAN Nie, to jest moje biurko i ja tu pracuję.
KOLEGA Od dzisiaj ja.
STEFAN „Nie pozwolę się wyrzucić. To moja praca, moje miejsce, wszyscy poświadczą”. Nikt nie kwapił się z poświadczaniem. Kolega pobiegł do dyrektora. Wrócili po chwili obaj, w towarzystwie strażników. Dyrektor był bardzo zły.
DYREKTOR Uprzedzałem pana, panie Stefanie. Uprzedzałem. Nie pozwolę robić bałaganu w biurze, nie będę tolerował nieporządku. Proszę go zabrać stąd.
STEFAN Strażnicy ujęli mnie pod ręce, próbowali podnieść z krzesła i oderwać go od biurka. Ja kurczowo przytrzymywałem się blatu. „Zostawcie mnie! Nie ruszajcie. Moja praca, moje biurko. Panie dyrektorze, proszę pana. Niech pan pozwoli mi dalej być” Dyrektor nie odezwał się. Strażnikom udało się mnie oderwać od polerowanego blatu, nieśli mnie w stronę drzwi wyjściowych. Próbowałem się wyrywać, wymachiwałem rękami i nogami. Na nic. Wyprowadzili mnie na zewnątrz, rzucili za mną marynarkę. Poprawiałem koszulę, zdjąłem porwany podczas szarpaniny krawat. Odchodziłem. W oknach budynku pojawiły się ciekawskie twarze kolegów.
dyrektor znika.
EWA Współczuję panu, panie Stefanie. Spotkał pana szereg niespodziewanych zdarzeń. Lecz proszę się nie załamywać. Myślę, że możemy panu pomóc.
MATEUSZ Zanotowałem, ułożyłem, narysowałem odnośniki. Będzie można znaleźć odpowiadającą zdarzeniom formułę. Zajmę się tym późnym wieczorem. Gdy wróci profesor na pewno poradzi co dalej robić.
EWA Proszę w spokoju czekać pod Krowim Mostem.
Ewa z Mateuszem opuszczają Krowi Most, Stefan zostaje sam.
SCENA III – KROWI MOST Stefan chodzi po podłodze filara Krowiego Mostu, rozmyśla, później rozwija koc w szałasie, kładzie się na nim, poprzez otwór obserwuje gwiaździste niebo. Spogląda na błyszczący księżyc, na migoczące odległe gwiazdy. Wstaje, wychodzi z szałasu, patrzy w niebo, w Motławę, przed siebie. Mówi do widowni. Rozmawia z uczestnikami przedstawienia. Reaguje spontanicznie na ich pytania.
STEFAN Zostałem sam. Sam. Zagubiłem się. Straciłem orientację. Nie wiem co robić, w jakim kierunku się poruszać. Gdybym miał kogoś bliskiego. Kogoś, komu mógłbym zaufać. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo potrzebuję kogoś bliskiego. Zwłaszcza teraz, gdy znalazłem się w tak niewdzięcznej sytuacji.
Stefan wchodzi pomiędzy ludzi na widowni, przygląda się im dokładnie. Podchodzi do starszego mężczyzny w kapeluszu. Odchyla kapelusz.
STEFAN mówi do siebie. Nie, to nie on. To nie może być on.
STARSZY MĘŻCZYZNA Kogo szukasz człowieku?
STEFAN Szukam, …..szukam, ….Szukam Magellana. .
STARSZY MĘŻCZYZNA To szukaj, szukaj. Przecież musisz go znaleźć.
Stefan chodzi po widowni. Przypatruje się siedzącym ludziom.
STEFAN To pan? Nie. To może pan? Nie.
KOBIETA Młody? Stary?…