Horror · 13 min czytania
Krucjata Łowcy Rozdział pierwszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Krucjata Łowcy
Epilog
Bohaterem tej opowieści jest młody Łowca o imieniu Berethor. Gdy był jeszcze dzieckiem jego rodzice zginęli zagryzieni przez wilkołaka, on sam został uratowany przez starego człowieka o imieniu Vayshan, będącego niegdyś Łowcą. Chęć zemsty oraz ból jaki tłumił w sobie doprowadziły do podjęcia decyzji, która zmieniła jego życie. Wstąpił do Bractwa Łowców, tajnego stowarzyszenia, którego członkowie od wieków podróżują po świecie i zwalczają zło. Przeszedł inicjacje i wyszkolił się. Gotowy do walki wyruszył na swoją krucjatę, siać śmierć wszystkiemu co złe i nieludzkie.
Rozdział I
Część 22 / 2
„ Martwe Wzgórze”
Francja rok 1886, wioska Selivile.
Selivile była zwyczajną rolnicza wioską , jakich pełno we Francji. Żyli tam zwykli, spokojni ludzie, nie lubiący obcych i ich spraw. Rzadko w wiosce zjawiali się podróżni, ale pewnej burzliwej jesiennej nocy w gospodzie zjawiła się tajemnicza postać. Odziana w czarny długi płaszcz z pod którego wystawały ostre jak brzytwa sztylety przytwierdzone do rąk i kapelusz, jej twarzy nie było widać, bo zasłaniała ją chusta. Z tyłu płaszcza w skórzanej kaburze lśniły dwa srebrne rewolwery. Ludzie w gospodzie zamarli bez ruchu, zapadła głucha cisza. Czarna postać rozejrzała się po gospodzie i usiadła przy wolnym stoliku w zaciemnionym rogu. Parę osób wyszło z gospody na widok przybysza inni zaczęli cicho szeptać między sobą. Kilku mężczyzn stojących koło barmana zaczęło go pytać co to za jeden. Miejscowy barman Rene wiedział dużo o podróżnikach ponieważ sam niegdyś wiele podróżował. - Rene co to za jeden? – spytał brodaty mężczyzna. - Nie jestem pewien, ale chyba już kiedyś widziałem kogoś takiego. – odpowiedział w zamyśleniu. - Widzieliście te ostrza, to nie jest zwykły podróżnik… - To Łowca. – przerwał barman. - Łowca? Rene o czym ty mówisz? - Czego by tu szukał ten Łowca? – spytał drugi. - To tajemniczy ludzie, wędrujący po świecie i walczący ze złem. Przynajmniej tak mi kiedyś mówiono. - Ze złem, Rene nabijasz się z nas. -Ja wiem swoje, lepiej nie wchodzić przybyszowi w drogę. – szepnął barman. Przysłuchujący się rozmowie mały chłopiec odszedł od baru i zaczął iść w kierunku w, którym siedział rzekomy Łowca. Chłopczyk podszedł do stolika i zapytał. - Przepraszam pana czy pan jest Łowcą? Postać spojrzała na małego po czym pewnym głosem odpowiedziała. - Tak jestem Łowcą mały. - Proszę pana czy mógłby pan pomóc mi i mojemu tacie. - Coś stało się twojemu ojcu? - Nie moja siostra poszła dwa dni temu na cmentarz i nie wróciła. Ludzie mówią że dzieją się .tam dziwne rzeczy. - Gdzie jest ten cmentarz? - Na wzgórzu za wioską, zaprowadzę pana. - Wracaj do domu mały, znajdę drogę. - Dziękuje panu. - Nie dziękuj niczego nie obiecuje - tym zdaniem człowiek w płaszczu skończył, wstał szybko od stołu i wyszedł z gospody. Na dworze dalej padał deszcz i szalała burza, Łowca podszedł do swojego wierzchowca. Dosiadł go i chciał już ruszyć, gdy nagle ktoś w mroku go zawołał. - Ty na koniu! Zsiadaj! Zamaskowany wędrowiec odwrócił się i ujrzał pięciu mężczyzn w płaszczach ,uzbrojonych w strzelby. - Zsiadaj i czym prędzej mów kim jesteś i co tutaj robisz! Tylko bez żadnych sztuczek! - powiedział młody mężczyzna ubrany inaczej niż inni. - Mów kim jesteś? – zapytał ponownie. Łowca zsiadł z konia przeszedł parę kroków w jego stronę i odpowiedział. - Jestem podróżnikiem szukającym schronienia przed burzą – wyjaśnił. - Tak to po co ci broń? - Do obrony burmistrzu. - Nie jestem burmistrzem tylko jego zastępcą. - To w takim razie gdzie jest burmistrz? - Burmistrz poszedł wczoraj wieczorem na cmentarz... - I nie wrócił. – dokończył Łowca. - Nie wrócił! A co ci do tego? Jesteś w to zamieszany? - Nie, ale właśnie jadę na ten cmentarz. - Nigdzie nie pojedziesz! - Córka jednego z waszych mieszkańców zaginęła na tym cmentarzu. Mogę pomóc. - Tak? Aniby jak? - Znajdę ją o ile jest żywa. Zastępca zamyślił się w milczeniu, po czym powiedział. - Dobrze, ale nie jedziesz sam, jadę z tobą. Reszta niech wraca do domów. - zwrócił się do swoich ludzi. Jeden z mężczyzn przyprowadził mu konia, obaj wsiedli na swoje wierzchowce i pojechali ścieżką ku wzgórzu. Droga była usypana żwirem, miała parę rozgałęzień, które prowadziły w stronę pobliskiego lasu. Trasa na wzgórze była bardzo kręta i wiła się aż do bramy cmentarza. Jechali tak kawałek drogi w milczeniu ale zastępca przerwał ciszę. - Mam na imię Luis a ty? – spytał mężczyzna. - Berethor. - Ludzie mówią, że na cmentarzu dzieją się dziwne rzeczy, że część grobów jest rozkopana a trumny puste i że chodzą po nim w mroku dziwne postacie podobne do ludzi. – powiedział cicho Luis, tak cicho jakby bał się, że coś zaraz rzuci się na niego z ciemności. Deszcz przestał padać a burza minęła, jechali jeszcze kawałek ścieżką, po czym ujrzeli masywna stalową bramę cmentarza. - No i jesteśmy oto cmentarz. Berethor zsiadł z konia i obejrzał bramę. - To jedyne wejście? – zapytał. - Tak. - odparł Luis. - Zostań tu. - Co, idę z tobą. - Nie, to cię przerasta, nie dasz sobie rady, żywy bardziej mi się przydasz. - Żywy? Nie wiem co masz na myśli, ale dobrze zostanę. Co mam robić? - Czekaj tutaj, jeśli nie wrócę za kwadrans zwołaj ludzi i podpalcie cmentarz. - Ależ to święta ziemia. - Bóg zrozumie. – mówiąc to odwrócił się i przeszedł przez bramę. Wokół grobów unosiła się gęsta mgła, część z nich była pusta, trumny pootwierane a w powietrzu można było wyczuć odór gnijących ciał. Zewsząd zaczęły dobiegać przerażające jęki, z każda sekundą coraz głośniejsze i liczniejsze, Łowca nie zatrzymywał się cały czas szedł dalej przed siebie. Po jakimś czasie pomiędzy ścieżkami cmentarza można było już dostrzec w mroku zarysy ludzkich postaci, które szły w jego kierunku. Na rozgałęzieniu dróg ktoś klęczał, ta osoba miała na ramieniu broń. Bez chwili wahania Berethor podszedł do jak się okazało mężczyzny w poszarpanym, zakrwawionym ubraniu. - Burmistrzu to pan. - zapytał. Ale postać nawet nie drgnęła, więc wyciągnął rękę by osoba się obróciła. Uzbrojony mężczyzna wyczuł czyjąś obecność i odwrócił twarz. Człowiek, który się obrócił był burmistrzem a raczej tym, co z niego zostało, twarz miał na wpół zmasakrowaną a z rozprutego brzucha…