Akcja · 11 min czytania
KRUSZYNKA.Księżniczka w niewoli.Rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 2 W potrzasku Bianka obudziła się.było południe.Nie pamiętała jak sie tu znalazła.Zmarszczyła brwi, aby sobie wszystko przypomnieć, ale nic jej nie przychodziło do głowy. Rozejrzała sie jeszcze raz.Była w jakiejś nieznanej komnacie.Odsunęła kołdrę..No tak, z jej ulubinej sukienki nic juz nie zostało.I wtedy spostrzegła, że ściska mocno zwitek szmat,które cisnęła z odrazą w kąt.A gdzie podziała sie Mary? Musiała ją zgubić po drodze...Teraz pamiętałała.Starsza od niej dziewczynka, potem jakaś kobieta z drwiącym usmieszkiem i na koniu, trupy nagich kobiet i małych, nagich dziewczynek, martwych mężczyzn z obciętymi głowami albo plątające sie kawałki ciał młodych chłopców .Pamiętała, że jakas wieśniaczka krzyknęła do niej : Uciekaj, księżniczko!!Musisz przeżyć!!! Pamiętała, że zaczęła biec przytulając Mary do siebie.Pamietała,że jakiś żołnierz chwycił ją za nogę próbując zerwać z niej sukienkę, ale wyrwała mu się wbijając mu sztylet między oczy, co kosztowało ją prawie połowę sukienki.Biegła..za nią jacyś konni i ta kobieta na przedzie, potem ta dziewczynka napinająca łuk, i niesamowity ból ramienia.Tyle pamiętała..Miała ciemną plamę w pamięci.Próbowała sobie przypomnieć , co się mogło stać z Martą.W końcu była wtedy z nią.Zmarszczyła brwi i zmaknęła oczy.Spowrotem to samo.Wymiotowała. Prosto na deski.Jakim cudem tu sie znalazła ? Zaczęła spacerować po komnacie, szukając jakiejś w miare dobrej na nią sukienki.Zobaczyła lustro.Spojrzała i pisnęła ze strachu.Zobaczyła, brudną wynędzniałą dziewczynkę, z błotem na całym ciele i twarzy i ze zakrwawionymi dłońmi.Chwila..to przeciez ja-pomyślała Bianka i odetchnęła z ulgą.Troche postraszyła lustro(ponieważ wyglądała niczym jakieś monstrum) uśmiechając sie przy tym łobuzersko.I wtedy przez przypadek dotknęła prawego ramienia...Wrzasnęła a w jej oczach pojawiły siłe łzy.Bolało ją jak cholera.Przezwyciężając ból ściągnęła materiał z ramienia.Syknęła, bo rana była juz zastygnięta i pojawiły się strupy.Musiał tam tkwić grot...Nagle oczy jej zabłysły.Dostrzegła szafę w rogu pokoju szafę.Podbiegła i otworzyła i ..usmiechnęła się.Pełno tu było damskich łaszków.Wzięła czerwoną sukienkę i położyła ja na łóżku.Była piękna..Ona nigdy takich nie miała. -Pora coś na siebie włozyć, stara-mruknęła do siebie i puściła oko swojemu cieniowi.Ale najpierw cichutko podeszła do drzwi i zerknęła na prawo i lewo.Dziwne..żadnego strażnika.Wzruszyła ramionami. Wzięła stojące przy łóżku krzesło(skąd ono sie tu wzięło?) i strasznie sapiąc przystawiła je do drzwi.Odpoczęła trochę wciągając powietrze.Zzdyszała się.Kiedy juz wrócił jej oddech, ściągnęłą swoje łachmany i włożyła sukienkę.Ta była na nią o wieli za duża, ale gdy wytarła twarz szmatami, które wcześniej trzymała w ręku, to wyglądała w miarę przyzwoicie.Usmiechnęła sie do swojego odbicia pokazując ząbki.Chwyciła dłońmi za poły sukienki i troche odemknęła drzwi wciskając sie w dziure miedzu nimi a progiem.Była w korytarzu.Zauważyła, że komnata z której wyszła była jedyna w tym korytarzu.na początku nie wiedziała gdzie isć, ale po lewej stronie korytarza spostrzegła schody w dół a po prawej okno.Rozglądając sie na wszystkie strony posuwała się w strone schodów.Gdy do nich dotarła, serce jej zabiło mocniej a żołądek podszedł jej do gardła.Schody były kręte i drewniane, co oznaczało że była w wieży..Z lękiem i przestrachem trzymając się ścian krok po kroczku wolniutko szła w dół.
W sali tronowej trwała właśnie narada.Eyron zgromadził najpoteżniejsze umysły krolestwa i wszystkich swoich szpiegów.Rozmawiali o małej.Nikt nie wiedział skąd ona pochodzi, pomimo sprawdzenia okolicznych wsi i miasteczek.Każdy wysuwał swoje propozycje, ale nie było na żadną dowodu. W końcu Eyron rzekł: -Coż,...myslę że wypada spytac się małej skąd pochodzi i jak ma na imię.Wiem że... W tej samej chwili przerwał mu mocny, dziewczęcy, szyderczy głos: -Nazywają ja Złotowłosą.Ma na imię Bianka.To tauwalska księżniczka. Wszyscy ucichli i spojrzeli w stronę wejścia.Stała tam dziewczyna, ubrana po męsku z mieczem u boku.Była wysoka, miała czarne włosy i czarne oczy.I nie mogła mieć więcej niż 12-13 lat.Jej oczy rzucały złowrogie błyski.Na sobie miała brązowe długie, szarawary, pomarańczową koszulę z wzorkami i naszyjnik z bursztynów.Pod pachą nosiła lekki hełm. -KIT?!!-to było pierwsze zdanie Eyrona.pozostali milczeli.Mina im zrzedła. -zawsze ta Kit i Kit.Kit , zrób to, Kit zawołaj tego, Kit to kit tamto.czy nie możesz mnie przywitac przynajmniej raz normalnie?-powiedziała drwiąco dziewczyna.Cisza. -Tak myślałam-prychnęła szyderczo-.Coz to, to juz nie należa mi sie żadne honory?W końcu jestem księżniczką , nie? -warknęła podchodząc bliżej.Ale nikt nawet nie schylił głowy.Nawet Eyron skulił się. -Wielki mi król.Nie powita nawet swojej córki, księżniczki Katji.jestes beznadziejnym władcą, Eyronie Tchórzliwy.-wycedziła. -Zachowuj się Kit.Jesteś w zamku-warknął Eyron -Kit?-wycedziła Katja-ja mam na imie Katja.K a t j a Nie Kit.Zapamietaj to sobie, ojczulku -syknęła -Dobra, daj juz pokój.Mówiłaś coś o jaiejs kasięzniczce, nieprawdaż?-spytał słodko Eyron -Owszem.Scigam ja juz od dwóch tygodni.Matka mi kazała. -I ?-spytał najwyraźniej nic nie rozumiejący Eyron. -Jak ty nic nie rozumiesz-zaśmiała się drwiąco Katja. Na bagnach wybuchł bunt.Tauwalczycy chcą nizależności.Zabijają wszystkich naszych żołnierzy.Chcą Złotej monarchii na tronie.-powiedziała…