Akcja · 9 min czytania
krw
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
STATEK O CZERWONYCH ŻAGLACH
Wskoczył na muła, sycząc z bólu i przymknął oczy. Teraz, kiedy wreszcie odnalazł Radomira von Em, z pewnością uda mu się dotrzeć do skarbu. Kiedy tylko pojmie Rogala i innych zdrajców, będzie nie tylko bogaty, ale też sławny. Zatarł ręce na samą myśl, czekając, aż reszta łotrów zbierze swoje manatki. Kiedy to zrobili, wyruszyli czym prędzej w drogę. *** Zostawmy jednak w spokoju Radomira von Em i jego przyjaciół, którzy podróżują właśnie przez bagna, szukając tropu Diabelskiej Kompanii i przenieśmy się wiele mil na północ, gdzie donośny dźwięk rogu sygnalizuje właśnie przybycie statku do portu. Dla ludzi zamieszkujących <nazwa miasta> przybycie doń statków towarowych nie było niczym dziwnym. Było to bowiem miasto portowe, do którego raz za razem przybywali kupcy, aby opchnąć swoje zagraniczne towary z wysokim procentem. Jak w każdym porcie cuchnęło tu zdechłymi rybami, smołą, morską wodą i potem . W przystani nie cumował wówczas żaden statek- wszystkie wyruszyły w morską podróż do odległych krain, aby wrócić po jakimś czasie obładowane towarami. Po długim, drewnianym molo biegały dzieci, obserwując, co też woda wyrzuci na brzeg. Tego dnia morze było wyjątkowo brudne, cuchnące i pełne glonów- jedyne, co wyniosły na powierzchnię morskie fale, to drewno i kawałki starych szmat. Jak zawsze o tej godzinie - a była dziewiąta rano minut trzynaście- tłum ludzi zebrał się w porcie, aby dokonać codziennych interesów. Kobiety przekładały drogie, kolorowe tkaniny z rąk do rąk, oceniając ich jakość i targując się z kupcami o cenę. Większą popularnością cieszyły się jednak stoiska z biżuterią (tańszą bądź droższą), od której uginały się długie, drewniane stragany. Jakimś cudem wabiły płeć piękną lepiej niż stoiska z rybami i mięsem. Mężczyzn zdecydowanie bardziej pociągała broń różnorakiego kalibru- od krótkich, ostrych noży, poprzez topory, maczety i stare miecze, aż po lepsze bądź gorsze łuki. Wszystko to, sprzedawane oczywiście legalnie, kusiło rybaków, którzy w głębi serca od zawsze chcieli się wyzbyć uprawianego przez siebie rzemiosła i zaciągnąć do wojska. Fakt jednak pozostał faktem, że byli zwykłymi rybakami z miasta <nawzwa miasta której nie mogę wymyślić>, które odegra w tej opowieści ważną rolę. Do rzeczy. Na dźwięk rogu wszyscy znajdujący się na placu targowym podnieśli głowy, przysłaniając oczy rękami i wpatrując się w dal. Na horyzoncie pojawiła się czerwona plama, przywodząca na myśl zachodzące Słońce. Powiększała się z każdą chwilą, jej zarys stawał się coraz wyraźniejszy. Dźwięk rogu od zawsze sygnalizował tu przybycie statku. Statku o żaglach czerwonych jak krew, będącego chlubą miasta. Kilka minut później strażnik morski krzyknął donośnym głosem: - „Platforma” wraca! Tłum zawiwatował na wieść o tym, że statek, który wyruszył z portu cały miesiąc temu, powraca bez żadnych kłopotów. Tak przynajmniej się wydawało. Na horyzoncie pojawił się czerwony maszt- okręt minął już widocznie Przylądek Seneszyn i na pełnych żaglach kierował się w stronę portu. Dwumasztowiec, dzięki pomyślnym wiatrom ciął fale, mknąc z niespotykaną szybkością ku brzegowi. Jego smukła sylwetka rosła w oczach, a kiedy wreszcie wpłynął do awanportu, dało się odczytać czerwony napis na jego boku. „Platforma Obywatelska”. Dwumasztowiec dotarł w końcu do basenu portowego i zacumował. Mężczyźni zmarszczyli brwi, fachowo oceniając wagę ładunku, którym obciążona była „Platforma”. Statek, biorąc pod uwagę zanurzenie, nie wiózł wielu towarów, co zdziwiło wszystkich niezmiernie. Przez kilka lat, kiedy pływał po tutejszych wodach, zawsze wracał obładowany po brzegi. Tym razem było inaczej. Na pokładzie statku, nie wiedzieć czemu, wrzało jak w ulu. Marynarze krzyczeli coś do siebie, machając rękami, w końcu dwóch z nich zostało wypchniętych za burtę, z pluskiem wpadając do wody. Ludzie w porcie wstrzymali oddech, zapominając o swoich obowiązkach. Takiego widowiska nie widzieli już dawno, dlatego też z zainteresowaniem przyglądali się dalszemu rozwojowi wypadków. A wyglądał on tak: jakiś…