Romans · 34 min czytania
Krwawa miłość
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Rozdział I{/b}
- Lena, pospiesz się. - Nooo już, już, nie poganiaj no, spędziliśmy przez ciebie pół godziny dłużej pod prysznicem. - Ojeej no, ale jeśli zaraz nie… W tym momencie z łazienki wyszła najcudowniejsza osoba jaką w życiu widział. Jej piękne, czarne włosy sięgające jej pupki, jej przepiękna twarzyczka zdobiona wspaniałym, szczerym uśmiechem i wreszcie jej perfekcyjna figura, idealnie krągła, której pozazdrościć mogły wszystkie modelki na świecie. To wszystko powyższe sprawiła że Radek w momencie zaniemówił i jego twarz zamarła, niczym jak po spojrzeniu Meduzy. Lena popatrzyła się na swojego chłopaka przez chwilę zmieszanym wzrokiem, po czym wybuchnęła śmiechem. - Radek, co ci, widzisz mnie nie pierwszy raz przecież – zachichotała pod nosem - Taaakk… - odparł po chwili wciąż zapatrzony w swoją cudowną dziewczynę – onieśmielasz mnie zawsze, budzę się codziennie rano przez ostatnie pół roku i ciągle się zastanawiam, jak tak piękna kobieta jak ty jest ciągle ze mną. - Ta piękna kobieta cię kocha – Lena podeszła do niego, stanęła na palcach i dała mu całusa w policzek. - Z wzajemnością. – Radek objął ją w talii i przytulił do siebie dając jednocześnie buzi w czoło. Stali tak jeszcze chwilę w milczeniu po czym oboje powiedzieli jednocześnie: - To co, idziemy? Wybuchnęli śmiechem. Kiedy się opanowali, ubrali się i wyszli z domu prosto do ich samochodu, oraz udali się do mieszkania znajomych.
Wszystko było dobrze aż do momentu wyjazdu z miasta. Mimo letniej pory i wczesnych wieczornych godzin, ich granatowy Ford Mondeo był ledwie widoczny na drodze. Atmosfera podczas podróży była również napięta i niezdrowa… - Coś dziwnie cicho tu… nieswojo jakoś. – powiedział Radek. - Masz racje… trochę strasznie… kotku, mógłbyś zwolnić? – poprosiła go Lena trochę słabym głosem. Jej chłopak zredukował prędkość samochodu do 60 kilometrów na godzinę. - Dzięki, teraz jestem spokojniejsza Radek uśmiechnął się. - Skaarbie, nic się nie stanie, jestem z tobą prawda? Nie pozwolę cię skrzywdzić - Wiem kotku – Lena chciała pocałować chłopaka, lecz pasy bezpieczeństwa skutecznie jej to uniemożliwiły. Musiała więc zadowolić się złapaniem go za rękę. Jechali tak jeszcze chwilę w milczeniu pozamiejską drogą, gdy nagle zza zakrętu wyłoniła się sylwetka człowieka czołgającego się po drodze. Para zamarła, lecz zdążyli wyhamować w bezpiecznej odległości przed tajemniczą postacią. - Co robimy? – powiedziała Lena ze strachem w głosie. - Wyjdę i sprawdzę czy ten gość nie potrzebuje pomocy … - Radek! Nie! – krzyknęła dziewczyna i złapała go za ramię. Radek uśmiechnął się i położył wolną dłoń na ręce dziewczyny. - Spokojnie kotku – powiedział gładząc rękę Leny. – nic mi się nie stanie. Tylko sprawdzę co z tym gościem. A poza tym… - tu jego ręka sięgnęła pod fotel kierowcy. – nie mam zamiaru iść bez niczego. Po czym wyjął nóż sprężynowy spod siedzenia. Włożył go do kieszeni kurtki jeansowej którą miał na sobie. Jednakże, to nie uspokoiło jego dziewczyny która dalej trzymała go za ramię. Radek popatrzył na nią, lecz jej twarz dalej wyrażała niepokój… - Chcesz… żebym wziął to? Lena popatrzyła na niego oczami nieco spokojniejszymi i po chwili skinęła głową mówiąc: - Wiesz… będę pewniejsza… Radek uśmiechnął się i sięgnął jeszcze raz pod siedzenie. Tym razem wyjął spod niego Glock’a 19, pistolet, który zawsze trzymali w razie potrzeby. Nie mieli problemów z jego obsługą, bowiem kilka wolnych chwil spędzili na największym odludziu w okolicy doskonaląc swoje techniki strzeleckie. Każde z nich potrafiło doskonale obsłużyć ten pistolet, rozłożyć go na czynniki pierwsze, dokładnie wyczyścić i złożyć do kupy oraz ustrzelić zająca z odległości 50 metrów. Czemu stanowczo przeciwna była Lena, więc strzelali do puszek. Tym razem jednak wziął swój pistolet tylko dla bezpieczeństwa. Nie zamierzał go używać. Schował go za pazuchę, pocałował Lenę w rękę i poinstruował ją, żeby choćby nie wiadomo co nie wychodziła z samochodu. Otworzył drzwi, wyszedł na zewnątrz i zamknął je. Lena przesiadła się na fotel kierowcy czekając na rozwój wydarzeń, uważnie obserwowała jak jej chłopak zbliża się do nieznajomego nerwowo zaciskając ręce na kierownicy. Radek, będąc dwa metry od gościa, powiedział głośno i wyraźnie: - Nic panu nie jest? Gość nie odpowiedział tylko dalej czołgał się w stronę przeciwną od chłopaka. Radek zacisnął rękę na rękojeści noża którego trzymał w kieszeni i udał się powolnym krokiem w stronę gościa - Halo, mówię do pana! Gość zamarł. Radek także. Dla bezpieczeństwa rozłożył nóż i schował go w dłoni. Nieznajomy facet w momencie obrócił się w stronę chłopaka i próbował wstać. Światło reflektora samochodu oświetliło jego przygarbioną sylwetkę, w tym i twarz. Była to najbrzydsza twarz jaką kiedykolwiek widział w swoim życiu. W zasadzie, trudno to było nazwać twarzą. Połowa twarzy była pozbawiona skóry i jej miejsce było wypełnione krwistoczerwonym mięsem, ściekającym w dół. Pozostała połowa wyglądała jakby była wytworem operacji pijanego chirurga plastycznego: płaty skóry bezładnie leżące na twarzy, miejscami poprzyszywane nieudolnie. Pokrwawione oczy postaci, długie włosy, które wyglądały jakby tyle co wyciągnięte z miksera, obroczone miejscami krwią, to wszystko sprawiło że Radek odskoczył momentalnie na półtora metra z wyciągniętym przed siebie nożem. Obserwował on uważnie postać, starając się zachować spokój, mimo że serce biło mu jak oszalałe. Mimo, że nie było tego po nim widać, panicznie bał się zjawy stojącej przed nim. - Czym ty do cholery jesteś?! – krzyknął w jej kierunku. Jednakże zjawa nie odpowiedziała tylko patrzyła się tępo w Radka. Całą sytuację obserwowała Lena zza kierownicy samochodu, gotowa, by w każdej chwili rozjechać poczwarę, gdyby ta ośmieliła się tknąć jej chłopaka. Gdy sytuacja patowa wydawała się ciągnąć w nieskończoność, nagle postać rzuciła się na chłopaka. Radek zawahał się tylko chwilę. Natychmiast zszedł z drogi kreaturze, złapał wolną rękę za jej rękę i drugą odciął jej głowę trzymanym w ręce nożem jednym sprawnym zamachem. Radek puścił ciało które upadło bezwładnie obok niego. Dysząc ciężko wytarł nóż w kawałki ubrań poczwary i spojrzał się w kierunku Dziewczyny. Lena siedziała zszokowana w fotelu kierowcy, lecz nie to przykuło uwagę Radka. Była to długa smuga krwi ciągnąca się spod auta aż do trupa. Aż dziwne, że nie widzieli tego wcześniej. Radek złożył nóż i wsiadł do samochodu, dokładnie zamykając za sobą drzwi. Chwilę milczeli po czym Lena spytała: - Radek… dlaczego zabiłeś tego człowieka… ? Chłopak patrzył tępo przed siebie i po chwili odpowiedział: - Lena… to nie był człowiek. Już nie. To było bardziej jakieś pieprzone zombie, czy inny potwór… Popatrzył się w oczy swojej dziewczynie - Znasz mnie. Nie zabiłbym niewinnego człowieka. Ale to coś… nie było człowiekiem. Lena uśmiechnęła się nieznacznie. - Ok., ok., wierzę ci… ale bałam się o ciebie, wiesz? Gdyby to.. to coś zrobiło ci krzywdę… W tym momencie Radek objął głowę swojej dziewczyny ramieniem i pocałował ją w usta. Całowali się jeszcze przez kilka minut. Kiedy w końcu się od siebie odkleili, Radek powiedział: - Lena, nie musisz się o mnie martwić, wiesz dobrze że nie mogę zginąć przed tobą. Obiecałem ci to, prawda? - No dobrze, już dobrze… - Lena była wyraźnie uspokojona. – a powiedz mi skarbie, jak ta poczwara wyglądała? Radek wzdrygnął się nieznacznie na samą myśl o kreaturze. - No powiedz.. przecież będę musiała jakoś rozróżnić te zombie jeśli będzie ich więcej – Nalegała Lena. Radek uśmiechnął się lekko - Uwierz mi kotku, rozróżnisz ich bez problemu. Widząc jej błagalne spojrzenie dodał: - A więc.. ich twarz. Oczy jakby bez duszy, bez głębi, tępy wyraz twarzy… no i ekskluzywnie dla tamtego pana tam leżącego… - tu pokazał palcem na miejsce w którym znajdował się trup – co do cholery?! W miejscu w którym pokazał palcem i w którym powinny znajdować się resztki zombie, którego własnoręcznie wydekapitował, nie znajdowało się nic. Nic oprócz ścieżki krwi prowadzącej do lasu obok. - Lena, jedziemy stąd. Dziewczyna zamarła w bezruchu na fotelu kierowcy, patrząc się z otwartymi ustami na widok przed nią. - Lena! Jedziesz czy ja mam prowadzić? Dziewczyna ocknęła się, jednakże nie była w stanie wydusić z siebie słowa. W zamian tego szybko zamienili się miejscami i ruszyli z piskiem opon z miejsca wzdłuż drogi.
{b}Rozdział II{/b}
Nie wiedzieli co robić. Gdzie uciec. Po prostu jechali przed siebie. Milczeli. Jedyną pozytywną rzeczą był fakt, że po drodze do tej pory nie spotkali już niczego, co mogłoby zagrozić ich życiu. - Radek… co teraz zrobimy? – próbowała przerwać milczenie Lena. - Lena.. nie wiem. Może.. pojedziemy do twojej rodziny, sprawdzić czy są bezpieczni? Od śmierci ojca dziewczyna nie chciała wchodzić w drogę swojej matce, więc rodzinę odwiedzała wyjątkowo rzadko. - Możemy.. Radek, co z twoją? - Są bezpieczni, jestem pewien. Odkąd wyprowadzili się do dużego miasta raczej nic im nie grozi. Zresztą, jakoś nie widzi mi się teraz jechać na drugi koniec polski, mam ważniejsze rzeczy na głowie… Ciągle miał w pamięci ostatnią kłótnię, po której opuścił dom i nie widywał się z rodzicami i bratem do tej pory. A było to 2 lata temu. Nie mówili nic, wiadomo było że ich stosunki rodzinne nie należały do przykładnych. - No więc ok., jedźmy do twojej matki. - oznajmił w końcu Radek i ustawił GPS na dom rodzinny Leny. - Co to ma być…? - Co się stało? - GPS wariuje… pokazuje 20 razy więcej satelit niż powinien… Lena nie miała pojęcia o czym Radek mówi, więc ten widząc jej zmarszczone czoło pospieszył z wytłumaczeniem: - Nie wiem co to oznacza… ale jeśli uaktywnienie większej liczby sztucznych satelit krążących po orbicie jest powiązane z tym czymś co przed chwilą zabiliśmy, to pewnie okaże się że jest to grubsza sprawa niż się spodziewa… - Radek, uważaj! Niespodziewanie przed ich samochodem wybiegła z lasu jakaś kreatura, kształtem przypominająca wilka. Nie mając ani sekundy na reakcję, Radek staranował zwierzę i próbował uratować pojazd od zbytniego poślizgu, co mu się nie do końca udało, bowiem wylądowali na polanie po przeciwnej stronie ulicy, obracając się kilkakrotnie w miejscu. Po chwili, gdy kurz opadł, Radek zdecydował przerwać milczenie. - Lena, nic ci nie jest? Spojrzeli na siebie. Oboje mogli służyć za przykład dlaczego powinno się zawsze zapinać pasy, byli bowiem wręcz w idealnym stanie, nie licząc tego, że siedzieli wyraźnie przerażeni tym co się właśnie stało. - Kotku, cieszę się że nic ci się nie stało… - Radek odetchnął wyraźnie z ulgą. Rozpiął pasy i przytulił Lenę. - Pójdę zobaczyć co z tym zwierzęciem. - Ani mi się waż! – oznajmiła dziewczyna. – Już raz cię prawie straciłam. Nigdzie nie idziesz. Wilk czy cokolwiek to było, na pewno jest szybsze i sprytniejsze od jakiegoś tam pokracznego zombiaka, który ledwo stał na nogach. Nie ma mowy. Odpalaj auto. Jedziemy, i to już. Stanowczość Leny sprawiła, że Radek spuścił wzrok i uśmiechnął się nieznacznie. - Masz rację… - oznajmił podnosząc wzrok na dziewczynę. Mimo wypowiedzianych słów była wyraźnie zmartwiona. – Jedziemy. Iiii… dziękuje Lena uśmiechnęła się. Odpięła pasy i pocałowała chłopaka w policzek. Patrzyli na siebie jeszcze przez chwilę, następnie Radek odpalił silnik i wyjechał z polany na skraj drogi. Popatrzył chwilę na miejsce stłuczki. Wzdrygnął się, gdy przez moment wydawało mu się że obserwuje go para żółtych oczu, lecz natychmiast po tym wyjechał na drogę, z dala od miejsca wypadku. - Też je widziałeś, prawda? – Zagadnęła Lena. – uwierz mi, cokolwiek to jest, najbardziej na świecie chciałoby ci teraz wyszarpać gardło. Po prostu… boję się kotku. Więc, tym razem, ucieknijmy od tego, dobrze? To nie jest warte naszego czasu, co dopiero życia… - Dobrze skarbie. Będziemy uważać od teraz. Dużo dziwnych rzeczy się dzieje… facet zamieniony w zombiepodobne coś, wilczur biegający bez potrzeby w te i wewte… mam nadzieję, że limit pecha wyczerpaliśmy na dziś i resztę nocy spędzimy w twojej starej sypialni, w spokoju, uznając że ten wieczór był po prostu jednym wielkim złym snem… A właśnie, może uprzedź swoich znajomych, że jednak nie przyjedziemy? - Dobry pomysł. – Powiedziała Lena, po czym wyciągnęła telefon i wybrała numer do znajomej. Zdziwiła się jednak faktem, że w szczerym polu zasięg jej telefonu był wręcz idealny. Znajoma jednak nie odbierała… dziewczyna zmarszczyła czoło i już miała wybierać kolejny numer znajomego, gdy nagle poczuła, że samochód zwalnia. - Radek czemu zwalniamy? Nie odpowiedział tylko pokazał palcem na stojący naprzeciwko patrol policji. Lena opadła bezwładnie na fotel pasażera. - Czy coś się jeszcze może spieprzyć? Jak wytłumaczymy to że mamy wgnieciony przód samochodu? – wybuchnęła po chwili. - Spokojnie, Lena.. powiemy prawdę. Wpadliśmy na jakieś zwierzę, nie wiedzieliśmy co to jest, baliśmy się wyjść z auta, po chwili odjechaliśmy. Co w tym złego? Ja się bardziej boję, czy ci policjanci to naprawdę policjanci… - Fakt… masz rację. W każdym razie… zachowujemy się tak jak zawsze? - Taak, dokładnie, nic się nie stanie… ale dla pewności, sprawdź pod fotelem czy masz w wystarczającym zasięgu swoją broń. Wiesz, musimy, się ubezpieczać, tak na wszelki wypadek… Lena dyskretnie sięgnęła pod fotel i sprawdziła położenie swojego pistoletu. Wyczuła go dobrze, jej Rewolwer kalibru .44 czekał na nią pod siedzeniem. Nie wyjmowała go jednak, bowiem policjant dał im znak do zatrzymania pojazdu. Stanęli na poboczu, Radek opuścił szybę kierowcy by przywitać policjanta. - Dzień dobry, starszy aspirant, Paweł Kaczmarek, mógłbym prosić o prawo jazdy, dowód rejestracyjny i ubezpieczenie samochodu? Lena sięgnęła do schowka i podała Radkowi dokumenty, które to przekazał on funkcjonariuszowi. - Skąd ta zaschnięta krew na pańskiej ręce? – Zapytał policjant podczas odbioru dokumentów. Radek z Leną zamarli. Wiedzieli dobrze, że była to krew która należała do zombie którego zabili nieco ponad godzinę temu. Policjant zmarszczył czoło i popatrzył na parę. Żeby uratować sytuację, Radek cichym głosem powiedział największą głupotę która mu w tej chwili przyszła na myśl… - Moja dziewczyna… ma okres. Lena spojrzała z oburzeniem na swojego faceta, on sam zawiesił wzrok, policjant natomiast stał w szoku przed nimi. Po czym wybuchnął śmiechem. - Hahaha, okej, okej, niech wam będzie… proszę poczekać chwilę, wypiszemy protokół i oddamy dokumenty. Lena obdarzyła Radka morderczym spojrzeniem i odwróciła się od niego. - Zabiję cię. Niech tylko odjedziemy wystarczająco daleko… - Aleee… - Żadnego ale! Pfff… I prawdopodobnie ciągnęli by to w nieskończoność, gdyby nie policjant, który znowu podszedł do okna. - Mógłby pan wyjść z samochodu? Radek spełnił polecenie bez zbędnego gadania. Wiedział co się szykuję i bał się tego, co zaraz usłyszy. Policjant zaprowadził go na przód samochodu. Chłopak w momencie zamarł. Na przodzie jego Forda nie było ani śladu wgniecenia. Przód był dokładnie taki sam, jak przed wyjazdem… - A więc jak pan widzi… lewe światło panu siada. To nie jest wykroczenie, jednakże zalecałbym wymianę jak najszybciej to tylko możliwe… pan mnie słucha? - Coo…yyy..taaak, oczywiście, światło wymienić, zrobimy to przy najbliższej okazji. – odparł Radek blady jak ściana. - A więc dobrze. Ma pan dokumenty i życzymy szerokiej drogi. – policjant oddał dokumenty Radkowi i odszedł w kierunku swojego radiowozu. Radek stał przez sekundę zdębiały, po czym wrócił do samochodu, zamknął drzwi i zapiął pasy. Lena siedziała dalej obrażona na Radka, lecz zauważyła że jej chłopak wygląda jakby ktoś właśnie wyssał z niego połowę energii życiowej. - Co ci? - Lena… nie wiem jak ci to powiedzieć, ale… - No? Radek wziął głęboki oddech i spojrzał jej w oczy. - Nie wiem jak, ale… nie ma śladu po zderzeniu. Lena otworzyła usta ze zdziwienia. - Ale… jak to? - A skąd mam wiedzieć? Nie wiem co tu się do cholery wyprawia ale ja mam dość. Jedziemy. Podał dokumenty Lenie, ta wrzuciła je do schowka. Zapięli pasy i ruszyli. - Powtórz to jeszcze raz, bo chyba się przesłyszałam. – Powiedziała dziewczyna patrząc tępo przed siebie - Podeszliśmy do przodu auta, a w miejscu w którym przywaliłem w tego pieprzonego wilka czy co to tam było nie było zupełnie nic.. przód wyglądał dokładnie tak jak wtedy, kiedy ubiliśmy to cholerne zombie… Cokolwiek tu się kurwa dzieje, mam nadzieję że skończy się jak najszybciej. Siedział wyraźnie poirytowany. Jechali w milczeniu, nie włączali nawet radia, co było u nich dziwne, bowiem nie było do tej pory dłuższej podróży bez Highway to hell. Dzisiaj jednak wszystko się posypało, ta noc była dla nich fatalna. Kiedy w końcu wyjechali na znajome drogi miasteczka, odetchnęli z ulgą. Brama wjazdowa do posesji rodziny Leny była otwarta, więc skorzystali z niej i zaparkowali na placu. - A więc jesteśmy… Lena, bierz broń i wchodzimy. Dziewczyna zamarła zdziwiona. - Broń? Czyśty zwariował? Będziemy paradować koło mojej matki z pistoletami przy sobie? - Lena… to już nie jest żadna gra, naprawdę dziwne rzeczy dzieją się wokół i