Fantastyka · 9 min czytania
Krwiożercza noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Amy jak co środę zerwała się z łóżka o ósmej rano. Znów się spóźnię-pomyślała. Gdy się ubrała postanowiła, że nie będzie jeść śniadania. Zbyt długo, by to trwało. Jednym susem przeskoczyła kuchnię i czym prędzej pobiegła do szkoły. Korytarz był już pusty. Zegar wskazywał godzinę ósmą trzydzieści. Lekcje zaczęły się piętnaście minut temu. Amy popędziła do sali biologicznej. Chciała wejść niezauważona. Otworzyła drzwi. Niestety pech chciał, że kiedy Amy próbowała się dostać do klasy, pan Rumber próbował się z niej wydostać. Gdy tylko zobaczył Amy dostał szału. Wyciągnął ją za ucho i na oczach całej klasy wyprawił jej dwudziestominutowe kazanie, po czym kazał jej zostać po lekcjach, i rzekł, że jeśli jeszcze raz spóźni się chociaż chociaż o pięć sekund wyląduje na dywaniku u pana dyrektora. A następnie uśmiechnął się irytująco i dalej prowadził lekcję. Dyrektor Bearus był przerażający. Kto tylko go zobaczył z odległości kilku metrów milkł natychmiast, a natychmiast gdy obok niego przechodził kłaniał mu się kilkakrotnie, powtarzając „dzień dobry”. Amy przypuszczała iż mężczyzna jest wampirem, ponieważ nigdy nie widziała go za dnia, zresztą okna w jego gabinecie zawsze były zasłonięte żaluzjami, ponadto, gdy tylko był jakiś apel Bearus kazał się wszystkim zbierać w ciemnej, bez okiennej piwnicy. Nie było też nauczyciela, który powiedziałby złe słowo na jego temat, i wszyscy, bez wyjątku, gdy tylko jakiś uczeń coś zbroił straszyli go panem Bearusem. -Czemu znów…-nie dokończyła Lucy, przyjaciółka Amy. -Wiesz co, tak sobie pomyślałam, że Bearus jest wampirem. -Co takiego?! Chyba źle się czujesz. -Och…Posłuchaj tylko. Wszyscy się go boją, a on boi się światła. No więc, co to może znaczyć? -Każdy ma jakieś lęki. -Ale ludzie nie boją się światła! -A masz jakieś dowody? W naszej okolicy nie słychać o żadnych ukąszeniach w szyję. -Wiem, ale to dlatego, że Bearus jest nowym dyrektorem. Za jakiś czas oswoi się z otoczeniem i się zacznie. -O której wczoraj poszłaś spać? -Och…Przestań. Ja tu mówię o poważnych sprawach, a ty mi zarzucasz, ze jestem nie zrównoważona psychicznie. -Tego nie powiedziałam. –Ale tak myślisz. -Amy nie bądź zła, ale gadasz bzdury. -No widzisz. Idę do domu. -Am, musisz zostać...Rumber. Amy ciężko westchnęła i ruszyła w kierunku znienawidzonego gabinetu nauczyciela. Weszła. Wbrew jej zachowaniu, dawno tu nie była. Rumber zmienł wystrój. Gdyby nie to, że nie reaguje jakoś specjalnie na światło, można by przypuszczać, że i on jest wampirem. Zdziwiło to Amy. A może pomyliła pokoje? Nie, to nie możliwe. Chociaż, kto wie, nie popatrzyła na tabliczkę. Wtem jednak drzwi skrzypnęły. Dziewczyna schowała się za dużym, czarnym stojakiem na parasole. Zrobiła to w samą porę. Pokój odwiedził pan Bearus. Czy jej podejrzenia się potwierdzą? Czekała, była niepewna i bardzo wystraszona. Wiedziała, iż wampiry potrafią wyczuć krew. Obejrzała, więc szybko swoje ciało. O dziwo nie było na nim żadnej rany. Pan Bearus usiadł na fotelu i wystukał jakiś numer telefonu. Amy słyszała krótkie sygnały. Po dłuższym czasie widocznie ktoś odebrał, ponieważ dyrektor zaczął rozmowę: -Witaj-rzekł- Mam do ciebie sprawę. Trudno mi żywić się samymi warzywami, potrzebuję krwi. Te słowa przeważyły szalę. Dziewczyna była już pewna, ale teraz w jej głowie nasuwało się kolejne pytanie: „Jak pokonać wampira?” Wiedziała, że może go zabić tylko światło, ale niestety w pomieszczeniu nie było żadnego urządzenia, które dawałoby choć krztynę światła. Zaczęła, więc gorączkowo przeszukiwać kieszenie. Było w nich sporo: mały kiszonkowy scyzoryk, sznurek, patyki, kamienie i wiele, wiele innych rzeczy, ale po zapałkach nie było, ani śladu. Bez nich, ani rusz-pomyślała- muszę je znaleźć. Kto wie może Bearus ma je w tym pomieszczeniu? Musiała zniszczyć go tej nocy, ponieważ następnej mogła już nie żyć. Tak się zaparła, że aż niechcący otworzyła scyzoryk . Był ostry, więc przeciął jej palec. Bearus poczuł krew. -Muszę kończyć, znalazłem odpowiedniego śmiertelnika.- odłożył słuchawkę. Amy była w niebezpieczeństwie. Musiała uciekać, tylko gdzie? Rzuciła się więc w kierunku drzwi. Wampir wyszczerzył kły i puścił się za nią. Dziewczyna biegła tak szybko jak nigdy dotąd, wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. Musiała się gdzieś ukryć. Sala…