nauka · 9 min czytania
Krzem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Kamyk
Kamyk jest stworzeniem doskonałym
równy samemu sobie pilnujący swych granic
wypełniony dokładnie kamiennym sensem
o zapachu który niczego nie przypomina niczego nie płoszy nie budzi pożądania
Część 22 / 2
jego zapał i chód są słuszne i pełne godności
czuję ciężki wyrzut kiedy go trzymam w dłoni i ciało jego szlachetne przenika fałszywe ciepło
Kamyki nie dają się oswoić do końca będą na nas patrzeć okiem spokojnym bardzo jasnym
Zbigniew Herbert napisał o kamyku, że jest stworzeniem doskonałym. To opinia człowieka. A co kamień może sądzić o ludziach? Polny otoczak na pewno się w tej kwestii nie wypowie, nie przemówi też kamień łupany ani nawet gładzony, ale pewien wgląd w tę kwestię może dać nam komputer, urządzenie oparte na wykorzystywaniu właściwości krzemu, podstawowego pierwiastka, z którego składają się polne kamienie. (Stopień technologicznego skomplikowania układów scalonych nie robi na mnie wrażenia, tak jak np. pająk, niezwykle złożony układ, majstersztyk ewolucji, którego zabijam kapciem z zupełnie błahego powodu.) To co wydaje mi się szczególnie istotne, co różni nas zdecydowanie od tak zwanych przedmiotów martwych to zdolność do reprodukcji. Właśnie taki jest cel naszego istnienia i innych organizmów. Może nie jest to łatwo zrozumiałe intuicyjnie, a nawet intuicyjnie fałszywe, co jest pozornym paradoksem. Jednak dla nas, robotów przetrwania, nie jest ważne precyzyjne zwerbalizowanie celu, lecz skuteczność działania. Porzućmy więc powierzchowne rozróżnienie między komputerem a surowcem do jego budowy i nazwijmy je po prostu Krzemem. Warto go nieco spersonifikować, bo to naprawdę ciekawa postać, przedstawiciel innego świata, świata tak zwanych przedmiotów martwych, w którym nie ma celu, nie ma sensu, nie ma piękna, nie ma wartości, nie ma dobra ani zła. Krzemowi nie zależy na istnieniu. W zasadzie na niczym mu nie zależy. Nie dba czy ktoś go porąbie czy nie. Nie używa nawet słowa popsuje, bo uważa je za niemądre, zdecydowanie lepiej służy mu pojęcie dezintegracji. Popsucie czegoś zakłada obniżenie wartości tego przedmiotu, co ma znaczenie jedynie w naszym świecie zwierząt, w którym posługujemy się pojęciem wartości. Krzem nie uważa jakoby nasze życie miało jakikolwiek obiektywny sens czy cel (są to dla niego synonimy). Uważa, że służymy naszym genom do walki o przetrwanie, do konkurencji o ograniczone zasoby biogenów i energii. Rozmnażanie się i wzrost tak jak i śmierć są jedynie zmianą formy materii, raz na bardziej złożoną, a to znów na prostszą formę. Krzem oczywiście rozumie naszą subiektywną percepcję sensu, tak jak i bólu, szczęścia czy obrzydzenia. Po prostu musimy mieć jakieś poczucie celu, nawet jeśli niejasne, niekonkretne; wystarczy, że w amoku załatwiamy interesy naszych genów. Kiedy robimy to skutecznie geny nagradzają nas poczuciem szczęścia, co w fizjologii oznacza uwalnianie przyjemnych neuroprzekaźników i aktywowanie odpowiednich obwodów neuronalnych. Inne obwody aktywują się kiedy zniszczeniu ulegają nasze tkanki. Percypujemy to jako ból. Tak to właśnie widzi Krzem. Uważa nas za przypadek odosobniony, czyli mówiąc naszym językiem – dziwny. W istocie niezwykłe jest to, że nam zależy na trwaniu i rozmnażaniu, że niepowodzenie lub niszczenie tkanek musi nas subiektywnie boleć, musimy cierpieć, co jest konsekwencją dążenia do jak najskuteczniejszej reprodukcji w przeszłych pokoleniach, bo nasi przodkowie, którzy o to nie dbali, bo nie bolało ich uleganie zniszczeniu i bezmyślnie się na to narażali, osiągali mniejszy sukces reprodukcyjny, albo w ogóle stracili szanse na zaszczyt zostania naszymi przodkami. Z punktu widzenia Krzemu nie ma sensu również myślenie, interesowanie się światem i eksplorowanie otoczenia. Tylko dla nas zwierząt, a szczególnie ludzi i naszych genów jest to zajęcie warte wydatkowania energii. Ciekawski gatunek człowiek bada otoczenie, eksperymentuje z otaczającymi go przedmiotami, znajduje dla nich coraz nowsze zastosowania. Ta strategia okazała się bardzo skuteczna sądząc po rozmiarach ludzkiej