Horror · 7 min czytania
Krzyk w Ciemnościach cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Chłopaki zgłoście się…. – szeptał drżącym, niespokojnym głosem. – No kur*a odezwijcie się!...- ogarniało go coraz większe zdenerwowanie. Dygocząc ze strachu powoli wcisnął się w kąt. Mrużąc oczy spojrzał na swe podarte spodnie i dość mocno krwawiącą ranę. -To nie może dziać się naprawdę – panikował. Urwał kawałek bandaża trzymanego w kieszeni i zawiązał go tak by ucisnąć ranę. Pomogło. Rana już nie jątrzyła się tak jak wcześniej. Następnie niespokojnie rozejrzał się wkoło. W całej sali panowała ciemność. Jego oczy nie mogły wychwycić nic poza kształtami kilku wystaw. Dookoła było cicho, spokojnie…można by rzec martwo. Nerwowo chwycił leżący obok niego karabin szturmowy i spojrzał w wizjer celownika laserowego. Jeszcze raz nerwowo rozejrzał się wkoło. Nic. Bynajmniej wcale nie spokojny sprawdził czy latarka przymocowana do broni dalej świeci. Niestety nic z tego. Kupa złomu nie chciała dać nawet odrobinki tak bardzo potrzebnego teraz światła. Po chwili uspokoił oddech i nieco bardziej przyzwyczaił oczy do ciemności. Kształty wystaw stały się nieco wyraźniejsze. Ujrzał małą makietę piramidy stojącą na tej najbliżej niego. - Cholera… - wyszeptał i na chwilę zamknął oczy. Starał się przypomnieć co się stało. Wszystko miało pójść jak z płatka…..ale nie poszło. Krzyki towarzyszy, wystrzały i głuchy odgłos spadających na ziemię łusek – to wszystko krążyło po jego głowie. Ale było coś jeszcze. To coś…. W tym momencie tępym wzrokiem spojrzał na ranę na nodze i zaklął cicho. Następnie znów sięgnął po radio. Nadzieja jest jednak matką głupich. Nikt nie odpowiedział na jego rozpaczliwe wezwanie. Ta cisza…ten spokój były najgorsze. Raz po raz na krótką chwilę przerywał ją jego oddech o wiele spokojniejszy niż kilka minut temu. Chwycił pewniej karabin i spróbował wstać. Mimo potężnego bólu w nodze zdołał unieść się do góry. Widocznie jego modły zostały wysłuchane gdyż latarka nagle wystrzeliła słabym strumieniem światła. Jego oczom ukazały się już wszystkie szczegóły pomieszczenia. Misternie przygotowane wystawy, prawdopodobnie na temat kultury Egipskiej. Zwoje, pergaminy, papirus, piramidy i popiersia bogów dumnie stały na swej ekspozycji. Nie było jednak czasu na podziwianie uroków tego miejsca. Przeszedł kilka kroków po czym poślizgnął się na posadzce. Oparłszy się jednak o jedną z ekspozycji – nie upadł. Spojrzał pod siebie. Długa linia krwi ciągnęła się z jednego wejścia na salę do drugiego. Z przerażeniem otworzył usta. - To miejsce to piekło… – wyszeptał. Uniósł karabin do góry. Znów spojrzał w celownik. Czerwona kropka namierzona była wprost na jedno z wyjść. Słabe światło latarki nie było w stanie jednak rozświetlić tego punktu. Stał tak z uniesioną bronią dobrych kilka chwil, kiedy nagle cisze przerwał dźwięk krótkofalówki. Szybkim ruchem natychmiast wyciągnął ją z paska. Usłyszał rozpaczliwy komunikat nadany przez kogoś po drugiej stronie: - Zgłoś się ktoś…. – słowa wypowiedziane niezwykle cicho i łamiącym się głosem. Myśl, że nie tylko on przeżył rzeź niezmiernie go uradowała: - Gdzie jesteś?.... – rzekł podekscytowany lecz z zachowaniem zasad ostrożności. - O Boże…nawet nie wiesz jak się cieszę…. – odparł głos po drugiej stronie po czym kontynuował – siedzę w kiblu…… - Którym?...... -Nie mam pojęcia stary…..uciekałem tak szybko, że nawet nie wiem czy to przypadkiem nie żeński….. Zaśmiał się cicho po czym spytał: - Wiesz przynajmniej które piętro? Nikt…