Romans · 6 min czytania
Książę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Książę”
Wszyscy się bawią. Czasem wydaje mi się, że świat to jedna wielka impreza, na którą nie zostałam zaproszona. Czuję, że coś jest nie tak, że odstaję, nie pasuję... Że gonię za czymś, czego nawet nie umiem nazwać, a co dopiero po to sięgnąć. Boję się, że tak zostanie, że zawsze będę sama w tej zimnej, martwej pustyni wieczności. To mnie przeraża, chcę się wyrwać. Im bardziej chcę się wyrwać, tym mocniej się trzymam swojego lęku. To niedorzeczne – wiem, ale cóż zrobić? Poddać się, czy walczyć? Nie potrafię odpowiedzieć, nie potrafię nawet o tym pomyśleć. Boję się o tym myśleć, bo nie wiem, do czego mogę dojść. A jeśli nigdzie nie dojdę? Jeśli się zgubię, o ile możliwe jest zagubić się jeszcze bardziej w dżungli podświadomości...? Czy ktoś mnie tam znajdzie? Zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, zbyt wiele kłamstw sprawiających, ze się powoli zatracam. Nie wiem, co jest prawdą, a co już imaginacją. Spadam...
Mężczyźni... Czy zawsze muszą ranić? Są lub ich nie ma - to bardzo proste, lecz gdy się temu przyjrzeć, nie sposób zrozumieć. Nie mogę tego ogarnąć. Może nawet nie chcę. „Poczekaj, przyjdzie twój czas” mówią mi. A on nie chce przyjść. Mój czarny rycerz nie chce się zjawić. Nie szuka mnie, a gdyby nawet próbował, to nie znajdzie, bo z premedytacją masochistki się przed nim ukryję. Taka już jestem, nic na to nie poradzę. Lepiej płakać w poduszkę, niż zmierzyć się z rzeczywistością? Nie wiem... Może nie mam dystansu do tego, co robię, może nie chcę go mieć.
To bzdura! Życie to jedna wielka bzdura. Coś masz, a sekundę później to znika. Potem okazuje się, że sekunda trwała dwa lata. Dwa zmarnowane lata. Zmarnowane na zauroczeniu, które powinno się skończyć tak szybko, jak się zaczęło. Przecież i tak wiadomo, że nic by z tego nie było. Piękna i bestia, książę i żebrak... To baśnie, bajki, bujdy. Życie jest inne, bardziej mroczne, prawdziwsze. Nie ma w nim miejsca na happy end. Nikt nie żyje długo i szczęśliwie. Wszyscy cierpią. Nie ma ideałów.
Część 22 / 2
A ja właśnie kocham ideał! Ideał, który nie istnieje i który nigdy istnieć nie będzie. Kocham marzenie, najbardziej ulotną z chwil. Najbardziej oczekiwaną, najmilszą, najdoskonalszą... Niemożliwą. Kocham księcia, czarnego księcia, który nigdy mnie nie odnajdzie, który nawet nie wie, że istnieję... A dlaczego nie wie? Bo go NIE MA...
„Kocham cię” – to tylko słowa, dwa nic nie znaczące słowa. Więc dlaczego nie jestem w stanie ich wypowiedzieć szczerze? Z głębi serca? To mnie przeraża. Przecież nie jestem zimna i nieczuła! Chcę kochać, naprawdę chcę... Lecz kogo? Śmiertelnika pełnego wad, ze śmierdzącym oddechem i przerośniętym ego? Nigdy... Już wole kochać marzenie o mym nieosiągalnym ideale i żyć samotnie, niż zniszczyć wszystkie swoje nadzieje.
Rozpacz. Wielka, bezkresna rozpacz. Ogarnęła mnie całą, skusiła, a ja jej uległam. Bezwolnie jej się oddałam. Czy to normalne? Z pewnością nie... Lecz cóż mam uczynić?…