Romans · 11 min czytania
Książę Smutnych Klaunów i jego Szalona Księżniczka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I: Pierwsze spotkanie w Arkham. Dr. Harleen Quinzeel weszła do szpitala psychiatrycznego Arkham Asylum i skierowała się do swojego gabinetu. Po drodze przejrzała się w jednym ze stojących tu luster: była atrakcyjną, trzydziestoletnią kobietą o blond włosach i błękitnych oczach. Była bardzo dojrzała, ale niejedną już osobę zmylił jej głosik dwudziestolatki i włosy związane w dwie, jakże urocze, kitki. Jedną z takich osób był jej obecny pacjent: Jonathan Crane, niegdyś pracownik Arkham, teraz szaleniec, każący siebie zwać ,,Strach na Wróble”. Na samą myśl o nim westchnęła: to był twardy orzech do zgryzienia. Schizofrenia paranoidalna, do tego mania wyższości i chorobliwy lęk przed nietoperzami. Z zamyślenia wyrwał ją głos jej przełożonego, Alberta Noyna. - Doktor Harleen, mam do pani małą sprawę. -Tak, panie Noyn? Co się stało? Coś nie tak z Crane’m? -Nie, nie… Zabieramy pani pacjenta. Wczoraj przyjechał do nas nowy, trudno się z nim w jakikolwiek sposób porozumieć. Jest elokwentny, ale dość agresywny. Jest pani bardzo zdolna, sądzę, że da sobie pani z nim radę. - Dobrze, doktorze. Ale… Jak mam nazywać tego pacjenta? Ma jakieś imię, nazwisko, cokolwiek? - Nie wiemy, jak ma na imię. Mieszkańcy Gotham nazywają go ,,Joker"- kiedy Noyn mówił o nowym pacjencie, w jego głosie brzmiała nienawiść. Nic dziwnego- mało kto lubił Jokera. -Zaraz… TEN Joker? Klauni książę zbrodni, chcący skąpać Gotham we krwi o smaku strachu i rozpaczy? - Nie wiem, skąd pani wzięła ten pomysł z krwią, ale tak, ten sam Joker. Innego, z tego co mi wiadomo, na razie nie posiadamy.- zachichotał z własnego dowcipu i ruszył w głąb korytarza, w kierunku swojego gabinetu. Co pozostało biednej pani doktor? Cóż, mogła tylko wziąć notes, długopis i udać się na spotkanie z Jokerem. Czekał na nią, siedząc na stole. Ręce miał-dla bezpieczeństwa- skute kajdankami. Na oko miał koło trzydziestu pięciu – góra czterdziestu- lat. Mimo scenicznego makijażu i szram, przedłużających jego usta o kilkanaście centymetrów, był zaskakująco przystojnym mężczyzną. Jego twarz była pomalowana białą farbą, oczy zaś bardzo mocno podkreślone czarną. Usta- i blizny-były pociągnięte czerwoną farbą. W połączeniu z długimi, kręconymi, zafarbowanymi na zielono włosami o blond przebłyskach, efekt był piorunujący. Wpatrywał się w nią w milczeniu, na jego wargach igrał delikatny uśmieszek. Starając się nie zwracać na to uwagi, weszła do pokoju. - Dzień dobry, panie, uhmm… Joker. Jestem twoją psycholożką, a moim zadaniem jest rozwiązanie siedzących w twojej głowie problemów. - To miłe, że wiesz, jak mam na imię, ale byłoby mi milej, gdybym mógł poznać twoje-mówił niskim, chrapliwym, lekko kpiącym głosem-więc, masz zamiar mi się przedstawić, księżniczko, czy wolisz mnie trzymać w błogiej nieświadomości co do tego ważnego faktu, jakim jest twoje imię? - Jestem Harleen. Doktor Harleen Quinzeel, psycholożka. - Harleen… Co za paskudne imię-Joker skrzywił się z niesmakiem- a nazwisko jeszcze gorsze. Daję słowo, moja babka mogłaby się tak nazywać… Będę na ciebie mówił Harley-zdecydował.- Tak jest o wiele, wiele ładniej, no a poza tym, takie delikatne imię znacznie lepiej do ciebie pasuje. - Doktor Noyn miał rację mówiąc, że jesteś bardzo elokwentny- zauważyła Harley- ale jak na razie nie dostrzegłam ani śladu wspomnianej agresji. Więc powiedz mi, jak to jest: naprawdę jesteś agresywny, czy Albert coś zmyślał, hmm? - Agresja? Oni to nazywają agresją? Ja po prostu jestem sobą- mówiąc to, psychopata wstał ze stołu na którym do tej pory siedział . Zbliżył się do niej powoli, ona zaś, chcąc, nie chcąc zaczęła się cofać, dopóki nie poczuła za plecami ściany pokoju. Nagle zauważyła, że Joker nie ma na rękach kajdanek. Zauważył jej spanikowany wzrok i zachichotał niewesoło.- Ja, moja droga Harley jestem mistrzem ucieczek. Popatrz, nawet nie zauważyłaś, kiedy pozbyłem się kajdanek.-wyciągnął je z kieszeni i pomachał nimi przed nosem bezradnej, przerażonej kobiety. Nagle wyciągnął ręce przed siebie i oparł je o ścianę, po obu stronach Harleen.- Wyglądasz na zdenerwowaną… To przez te moje blizny, tak? Chcesz wiedzieć, skąd je mam?-po czym, nie czekając na odpowiedź, zaczął ciągnąć- miałem kiedyś ukochaną. Była śliczna, jak ty… Uśmiech też miała niesamowity. Pewnego dnia, postanowiłem jej zrobić niespodziankę. Kupiłem kwiaty i zakradłem się do jej domu, żeby ją zaskoczyć. Wślizgnąłem się do kuchni. Stała odwrócona do mnie plecami, kroiła warzywa nożem. Puknąłem ją w ramię… Odwróciła się bardzo gwałtownie, wymachując nożem. Rozcięła mi przy tym twarz… Kiedy zrobiły mi się blizny, nie mogła na mnie patrzeć. Wpadła w depresję. Pewnego dnia rzuciła się pod pociąg… I wiesz co? Ja jestem wciąż uśmiechnięty!- wyszeptał jej do ucha, po czym bez uśmiechu spojrzał jej w oczy. Harleen nagle poczuła ciepło, rozlewające się po jej ciele, i zaskoczona odkryła, że się rumieni. Przygryzła dolną wargę i odwróciła wzrok. Po chwili odepchnęła Jokera od siebie i nie oglądając się za siebie wybiegła z pokoju. Miała w głowie pustkę. Wiedziała, że on zachowuje się podobnie w stosunku do…