Romans · 9 min czytania
Ksiazka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Głos w słuchawce brzmi miękko i delikatnie, jak przyciszony przez właściciela, który obawia się nadwyrężyc subtelne ucho słuchaczki. Wymieniają konkretne informacje a potem grzecznościowe pozegnania. W czwartek, jeśli pani pasuje. Tak, tak oczywiście a gdzie, och nie, to do pana należy wybranie miejsca, prosze mi tylko powiedzieć. Kryguje się, przesuwa palcem po przyciskach telefonu, czerwieni śmiało, on i tak jej nie widzi. Do kogo należy ten głos? Taki głos, za którym można iść do piekła. On nalega aby miejsce spotkania wybrała sama, on się stawi, on sie dostosuje. Tego już za wiele, to już jest prawie nie do zniesienia. Przecież to dla Pana kłopot, i tak zadał Pan sobie tyle trudu, odszukał mój numer telefonu...Niech będzie tak jak panu jest wygodnie. Mężczyzna jest nieubłaganym dżentelmenem, czeka na to, żeby powiedziala mu, gdzie i kiedy ma się pojawić. Przypomina sobie nazwę pierwszej lepszej kafejki przy ulicy, którą wraca z pracy. Ustalają jeszcze godzinę i z ulgą życzy mu miłego wieczoru. Odkłada słuchawkę i zapisuje w podręcznym kalendarzu: czwartek, 21:00, odebranie książki. Chwilę się zastanawia, czy coś dodać, czy wspomnieć jego imię, bo przecież się przedstawił, potem odkłada długopis i zamyka kalendarzyk. W czwartek pamięta od rana o wieczornym spotkaniu z właścicielem głosu. Mężczyzna o takim głosie nie może wyglądać przeciętnie, przychodzi jej do głowy ale stara się odsuwać tę myśl. Nie wyobrażać sobie, nie oczekiwać niczego. Nie ma po co. Odbierze książkę, postawi mu kawę i każde z nich odejdzie w swoją stronę. Gdy przekracza próg kafejki jest spokojna, pewna swojej urody, podkreślonej leciutkim makijażem i dobrze leżącym ubraniem. Co ma do rzeczy wyglad gdy idzie się odebrać zagubioną rzecz? Nie potrafi sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ma wrażenie, ze do tego spotkania potrzebuje urody, potrzebuje własnej atrakcyjności, jak wsparcia, jak uzasadnienia dla jego zachowania, dla całej tej historii ze znalezieniem przez niego książki, ktorą pozostawiła na brudnym siedzeniu podmiejskiego pociągu, z odszukaniem jej numeru telefonu po nazwisku namazanym niedbale w górnym lewym rogu pierwszej strony, z jego szarmancką dyspozycją, ofiarną gotowością do stawienia się we wskazanym przez nią miejscu i czasie tylko po to, żeby oddać jej zagubioną rzecz. Nie ma go, a może jest, przecież nigdy go nie widziała. Wyjmuje telefon komórkowy, wystukuje jego numer. Istotnie, nie ma go, spóźni się, przeprasza, jest nawet trochę zasapany, jakby wlaśnie biegł do niej z drugiego końca miasta. Nie ma problemu, ja już jestem, czekam w środku. Siada przy stoliku i zamawia kieliszek wina. Kelnerzy uwijają sie wokól rzucając jej ukradkowe spojrzenia. Znowu pięknie wygladam, myśli realistycznie, bez entuzjazmu. Lustro na ścianie odbija jej duże oczy, czerwone usta. Upija trochę wina, rozgląda się, wyjmuje z torby gazetę i pochyla nad nią glowę, wydaje jej się, że tylko na chwilę. Artykuł wciąga ją, zapomina o wszystkim. Jakiś szczupły chłopak w jasnej marynarce staje tyłem do jej stolika i ogarnia wzrokiem siedzących wokół ludzi. Potem wyjmuje telefon z kieszeni. Nie na darmo zatrzymuje na nim wzrok na dlużej bo w jej torbie rozlega się elektroniczny dźwięk dzwonka. Nie odbiera, woła go po imieniu. Chłopak odwraca się i wtedy widzą się po raz pierwszy, i już wiedzą z kim rozmawiali przez telefon, już wiadomo, kto zostawił książkę w pociagu, kto ja znalazł. Jest szczupły, blady jak chłopiec, ma krótkie ciemne włosy starannie zaczesane na bok. Pięknie wykrojone oczy, myśli lustrując jego twarz bez wyrazu, jakby nie chciał jej niczego pokazać po sobie, niczego opowiedzieć wyglądem. To o takich oczach słusznie mówi się, że sa jak migdały, przez ich trochę skośne ułożenie, łezkowaty kształt. Potem, gdy rozmawiają, dowiaduje się ze zdziwieniem, że pojutrze będzie miał już dwadzieścia dziewięć lat. Jest od niego o kilka lat mlodsza. Przechodzą na ty i rozmowa zaczyna się jej odpowiedziami na jego pytania, które daje bez sprzeciwów, bo uważa, ze jest mu to winna. W końcu nie musiał się starać, nie musiał dzwonić, nie musiał się zgadzać na to spotkanie. Mógł zostawić sobie tę ksiąźkę, mógł jej nawet nie zabierać ze sobą. Teraz ona posłusznie stosuje się do jego sposobu rozmowy, do jego tematów, jego zaintersowań, które właściwie w tej chwili…