Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 11 min czytania

Książka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Antek przyszedł dziś pod ten dom po raz ostatni. Była piękna jak zawsze - kasztanowe pukle rozwiewał jej wiatr, szmaragdowe oczy spoglądały na świat z naiwną ciekawością, a usta rozciągały się w promiennym uśmiechu. Ubrana w zieloną sukienkę i słomiany kapelusz siedziała na ganku, z uwagą czytając jakąś książkę. Powieść musiała być bardzo dobra - nie odrywała wzroku od kartek, śmiała się co jakiś czas i nawet szczekanie psa, który wyczuł obecność Antoniego nie odwróciło jej uwagi. Chłopak poczuł nagle, że musi poznać, co to za książka. Niestety, próba dojrzenia tytułu z tej odległości graniczyła z cudem, poza tym widok zasłaniały gałęzie wierzby, za którą Antoni się schował. Nie było rady - jeśli chciał się dowiedzieć, musiał wyjść i o to spytać. JEJ. Na samą myśl o tego rodzaju przedsięwzięciu Antkowi zaczęło bić szybciej serce, ręce poczęły się pocić, a na policzki wystąpiły rumieńce. W głębi duszy nie marzył o niczym innym, jak o spotkaniu z nią, ale jednocześnie obawa, czy go nie odrzuci, nie wyśmieje bądź nie przepędzi skutecznie ograniczała jego kontakty z dziewczyną. A przecież nigdy dotąd nie miał problemów z płcią przeciwną. Wychowywał się z dziadkami i pięcioma siostrami w domku na przedmieściach; był najstarszy z całego rodzeństwa, więc naturalną cechą jego charakteru była stanowczość i upór. Jednakże w relacji z TĄ dziewczyną stawał się zupełnie innym człowiekiem. Poznali się dwa tygodnie temu na obchodach rocznicy Bitwy Warszawskiej. On stał wtedy w kompanii reprezentacyjnej, ona po przeciwnej stronie, w tłumie, trzymała koszyk z kwiatami, by złożyć je pod pomnikiem poległych. I wtedy poczuł, że ziemia usuwa mu się spod nóg. Zniknęli koledzy z kompanii, zniknął przemawiający prezydent, cały tłum jakby wyparował - Antoni widział tylko ją, stojącą z lekkim uśmiechem i łzami wzruszenia dla ofiar, które poświęciły swoje życie dla ojczyzny. - Antek. - wtem ktoś szturchnął go w bok. - No wychodź! Chłopak obudził się nagle; został przecież oddelegowany do oddania honorów pod pomnikiem. Pospiesznie wyszedł z szeregu, przedefilował z dwoma kolegami przez całą długość placu (gdy ją mijał nogi na moment się pod nim ugięły) i stanął wreszcie na swoim miejscu, oddychając głęboko, by zamaskować rumieniec wstydu, wywołany przez spóźnienie się na honory. ,,Co ona musiała sobie o mnie pomyśleć." zadręczał się w myśli, co nie pomagało mu w uspokojeniu przyspieszonego bicia serca. Tymczasem z tłumu wyszły trzy młode dziewczyny, ubrane w kolorowe suknie, trzymające w rękach kosze z kwiatami. Podeszły pod pomnik, obok którego stał Antoni i złożyły bukiety, zerkając na wartujących w pobliżu żołnierzy. Ta o kasztanowych włosach spojrzała Antkowi z ciekawością w oczy, po czym położyła kwiaty i odeszła, obdarzając młodego żołnierza wesołym uśmiechem. Chłopak zarumienił się jak dzieciak, co bardzo rozbawiło jej towarzyszki. Obchody trwały jeszcze godzinę, po czym tłum rozszedł się do domów. Antoni miał za zadanie uporządkować wraz z pozostałymi plac, ale jego myśli od tej chwili krążyły wyłącznie wokół pięknej dziewczyny. Najbliższe otoczenie, ku zgrozie chłopaka, spostrzegło jego stan i w lot pojęło, co jest przyczyną zamyślenia. Siostry nie dawały mu spokoju, chcąc koniecznie wybadać, która z panien została wybranką Antoniego, a babcia spieszyła z radami, które wkrótce dotyczyły już wyłącznie sukni panny młodej i terminu ślubu. - Nie ma co czekać, chłopcze. - dodawał dziadek. - Wojna idzie, a lepszej sobie nie znajdziesz. Antek odpowiadał, że minęło zbyt mało czasu, by rozmyślać o wspólnym życiu; nie zamienił z nią przecież jeszcze ani jednego słowa! Mimo wszystko co dzień przyjeżdżał na rowerze pod dom dziewczyny, gdzie krył się w cieniu starej wierzby i walczył z własną nieśmiałością.

Trzydziestego sierpnia otrzymał telegram wzywający go do przybycia na front. Spodziewał się tej wiadomości, choć w głębi duszy liczył, że ona nigdy nie nadejdzie. Pierwsze co zrobił, po otrzymaniu telegramu, to: spakował się, przebrał do wyjazdu i czym prędzej wsiadł na rower, by po raz ostatni zobaczyć ukochaną. I zastał ją na ganku, czytającą jakąś powieść z nieukrywaną ciekawością.

***

Emilia obudziła się wtedy z przeświadczeniem, że stanie się coś niezwykłego. Wstała, otworzyła okno wychodzące na podmiejskie lasy i zerknęła kontrolnie na starą wierzbę, rosnącą na skraju zagajnika; z rozczarowaniem zauważyła, że nie stoi za nią ten śmieszny chłopak, którego poznała dwa tygodnie temu. Z początku bała się, że śledzi ją jakiś wariat, lecz gdy pożaliła się ze swych obaw matce, ta wybuchnęła śmiechem i oznajmiła zdumionej córce, że sama chciałaby mieć takie problemy, i że jej oprawca to nikt inny, tylko młody Grodecki, syn bliskiej przyjaciółki babci. Emilia nieraz zastanawiała się, kiedy chłopak wreszcie do niej podejdzie. Rozważała, czy samej nie zrobić pierwszego kroku, ale nie chciała być za bardzo bezpośrednia. Tak więc siedziała i czekała, aż ten wielce nieśmiały adorator zdecyduje się któregoś dnia do niej odezwać.

Tego dnia wzięła ze sobą ukochane ,,Nad Niemnem", włożyła stary, słomkowy kapelusz dla ochrony przed słońcem i popijając sok jabłkowy z przyjemnością oddała się lekturze. Korzystała z ostatnich dni wakacji, wylegując się całymi dniami na ganku i śledząc losy Korczyńskich. Nie zwróciła uwagi na Azora, przygłuchawego psa, obszczekującego kogoś z zewnątrz. Nawet wybuch bomby koło domu nie oderwałby jej od lektury. Lecz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Książka — czytnik · opowiadania