Horror · 6 min czytania
Książka - fragment rozdziału 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 5
- To tylko kot. – chichotał Marek, podczas gdy szare stworzenie o posklejanej sierści wyleciało przez drzwi, zbiegając po schodach na dół. - Co cię tak bawi?! – oburzył się, oddychając ciężko. - Nic. Po prostu… - Przynajmniej miałem odwagę otworzyć to cholerstwo. Potrząsnął parę razy głową na boki i podniósł się z ziemi. Teraz jego uwagę przykuł dziwaczny obraz, praktycznie w całości pomalowany na czarno, nie licząc krótkiej i cienkiej, biało – zielonej kreski na środku oraz ciemnoczerwonej kropki pod spodem. Nie wyglądał nawet na malunek – bardziej na ekscentryczne zdjęcie; tylko czego? - Wiesz co? Ten pokój wywołuje u mnie dziwne samopoczucie. Jakby… w nim… kogoś… – spojrzał na Marka i na chwilę zamilknął. – Śpij tu jeśli chcesz. Ja pójdę do samochodu. - Nie wiem czy to najlepszy pomysł. To całe miasteczko jest dziwne. A jak… no nie wiem… przecież tam jest niebezpiecznie. - Jak dla mnie bezpieczniej niż tutaj. - Twoja sprawa. Masz tu kluczyki. Jak zechcesz wrócić… - Spokojnie, nie zechcę. - No to do jutra. Adam niezwłocznie opuścił pomieszczenie. Chwilę później Marek zapalił światło. Teraz pomieszczenie wyglądało jeszcze gorzej, o ile to w ogóle możliwe, gdyż wszystkie śmieci były dokładnie widoczne i bezczelnie mieniły się, jakby na złość. Podszedł do łóżka i zarzucił, wyścielając je leżącą na podłodze narzutą z dziczego futra i bezwładnie opadł na twardy materac. Był okropnie zmęczony, lecz nie chciał zasnąć; wolał się przeanalizować ogół wydarzeń i jakoś to poukładać w sensowną całość, po raz pierwszy samotnie i w spokoju. Wzrok utkwił w suficie i zaraz zatopił się w myślach, które od dłuższego czasu wirowały mu w głowie, niczym nie ustępująca trąba powietrzna, zmiatająca wszystko, co napotka na swej drodze. Na zewnątrz zapadł zmrok i tylko co jakiś czas, ciszę rozdzierał szum wiatru. W końcu i światło w pokoju padło. Teraz w pokoju nic nie było widać. Jego umysł pochłonęły kartki – znaleźli je w starym domu jakiegoś czubka, przeczytali po kilka razy, lecz wciąż pozostawało zagadką, co oznaczają i czym są… lub czego częścią. Czy warto odkładać cel ich przyjazdu tylko dlatego, że jest noc? Nie może być przypadkiem, że te notatki dostały się w ich ręce. Ktoś wyraźnie tego chciał i udało mu się to osiągnąć. „Więc co teraz, jest już za późno na odwrót? – zapytał się podświadomości.” „Najwyraźniej.” – odpowiedziała. „Musimy w takim razie na własną rękę doprowadzić sprawę do końca.” – zauważył. „Oczywiście. Jeżeli tak zrobisz, może uda się wyjść na prostą, możesz też zginąć. W przeciwnym razie czeka cię pewne więzienie. Musisz się zdecydować, musisz! Jest cień szansy, nadzieja!” Zerwał się z łóżka, stając przed stłuczonym lustrem, które w tej chwili dostrzegł. Było owalne i miało cienką, rdzawo – czarną, falowaną ramkę. Ujrzał w nim odbicie człowieka, jakiego nie widział od czasów dzieciństwa, kiedy