Fantastyka · 10 min czytania
Księga cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Masz dwie minuty na udzielenie odpowiedzi. Kto do diaska zlecił ci jego zabicie? – odpowiedział starszy i tęgi mężczyzna, w mundurze, który nie krył rangi dowódcy. Mówił do kobiety. Koło niej stali dwaj silni i wielcy panowie, zapewne w charakterze już mniej oficjalnym. Panna milczała. Widać było tylko po jej zimnych jak lód, niebieskich oczach, że nie jest zadowolona ze sposoby jej przyjęcia. - Wiem dobrze, że to ty! Wiem to doskonale, ale według morałów nie mogę ciebie przymknąć w celi, Mirtilo. – mówiąc to mężczyzna uśmiechał się. Jednak ta radość wyrażona była z towarzyszącymi jej hektolitrami jadu, śmiertelnego zapewne. Popatrzył na jej oczy, które Ledo było widać zza kurtyny niezgrabnych, czarnych loków. Odgarnął je, chciał widzieć jej twarz. Wiedział, że teraz triumfował. Słowa, które miał zaraz wypowiedzieć, śnią się po nocach tej kobiecie. Odsłonił jej ucho. Ochroniarze mocniej przytrzymali gościa. -, Jeśli odpowiesz, to puszczę cię wolno, nigdy nie usłyszysz o Asejanach i Gwardii- wyszeptał Mirtili do ucha. Zauważył pewien błysk w jej spojrzeniu. Nie wiedział, dlaczego jej oczy są jak bryła lodu, bez uczuciowa, przewidująca śmierć. - Fredrick, generał Fredrick. – odpowiedziała po chwili milczenia. Coś trzasnęło. Ochroniarze się przestraszyli. W pokoju nastała nagle ciemność. Było słychać odgłosy burzy. To, przez przeciąg otworzyło się jedno okno, a wiatr wtargnął do pomieszczenia. Swoim zimnym dotykiem zgasił wszystkie świece, przyprawił o gęsią skórkę generała Korana, lekko połaskotał nogi i uda kobiety. Służba zjawiła się szybko. Świece przy twarzy starego generała znów zajarzyły się płomieniem i oświeciły jego twarz. Uchroniły od ciemności, facjatę pewną zdziwienia, ale również zadowolenia, z tego, co usłyszał. - Oddajcie jej rzeczy i puśćcie. – zakomenderował. Mirtila Rosa, zabójczyni, uwolniła się dosyć szybko od ciasnych uścisków kompanów gospodarza. Chwyciła spodnie i szybko je ubrała. Zapinając klamrę od pasa, na którym trzymała miecz poczuła kolejne szarpniecie za ramię. Tym razem był to jej rozmówca. Zapewne posłał już swoich ochroniarzy. Czuła na swojej twarzy jego oddech, nie lubiła tak krótkich dystansów. Jednak nie zamierzała go odpychać, zapewne powie, to, co chce i ją zostawi. Robiło już tak wielu. - Jeśli mam dotrzymać umowy, to ty dotrzymaj swojej części, wiesz, co potwierdzą badanie, które przeprowadziłem. W każdej chwili mogę wpakować cię do więzienia. Do zapełnionej smrodem, gównem, szczynami, zwłokami, zgnilizną celi. A wiesz dobrze, że z chęcią to zrobię. Teraz idź i lepiej nie wracaj w te strony – puścił ją na tyle silnie, że ta obiła się lekko o ścianę. Była sama. W jednym pokoju, tego wielkiego i upiornego zamczyska, przed chwilą przeciąg otworzył okno. Teraz w owym pomieszczeniu, na jego środku stała postać. Była to kobieta o lodowatym spojrzeniu z uśmiechem na twarzy. •••
W karczmie „Pod Jeleniem” w pokoju o numerze 34, stał taboret. Oprócz tego przydatnego umeblowania spoczywało również łóżko. Słońce wtargnęło cała swoją mocą do tego pomieszczenia. Jakby specjalnie koncentrowało swoją siłę na łóżku. Spod białej pościeli, która była naprawdę istną falą chaosu, było widać burze czarnych loków. Ze strony kłaków można było usłyszeć nie ładne przeklęcie. Kobieta po naprawdę męczącej nocy uwolniła się od wroga zwanego kołdrą i poduszką. Spała jedynie w koszuli, która sięgała jej nieco przed połowę uda. -Życie jest pozbawione sensu– powiedziała do siebie kobieta rzucając poduszkę na łóżko. Wyszukała bawełniane brązowe spodnie, szybko je wdziała. Gdy pogrążyła się w poszukiwaniu drugiego buta usłyszała nie miłe bicie do drzwi. Zawiasy i drewno przeciągle jęczały, jakby miały naprawdę tego dość. Znalazła! Podskakując dosyć komicznie ubrała go, wzięła do ręki czarną, ładnie zdobiona pochwę z mieczem i otworzyła pełna złości drzwi. Tak jak się domyśliła spotkała wysokiego elfa, ubranego dosyć fantazyjnie, a za nim pięciu mężczyzn w pełnej zbroi. Jeden wystąpił popychając elfa do przodu. Mirtila wzięła go za kubrak i przeciągnęła na swoją stronę. Metalowa puszka odchrząknęła z dwa razy i zaczęła prawić: - Z rozkazu numer tysiąc dwieście czwartego, łamane na rok tysiąc drugi, wydanego przez generała Fredricka Faustego Owengurta młodszego, który mówi o stawieniu się Mirtili Rosy dnia dzisiejszego, to jest dwudziestego kwietnia roku tysiąc drugiego na przesłuchanie w sprawie morderstwa króla Nirgrenlandii Bismarcka III, oznaczonego sprawą sądową numer dziewięćset dziewięć łamane na rok tysiąc drugi. Rycerz zasalutował zrobił krok w tył, po czym wystąpiła z szeregu dwóch jego kompanów. Stanęli po lewicy i prawicy kobiety złapali za ramiona, wyrwali miecz i zaprowadzili do pokoju naprzeciwko. W karczmie „Pod Jeleniem” w pokoju numer 34 oprócz słońcem i bałaganu gościł tylko wysoki, elf, który głupio patrzył się na zamknięte, sosnowe drzwi. ••• - Co ty kobieto robisz!? Całą, Nirgrenlandię chcesz skłócić? Ci życie nie miłe? – karcił…