Akcja · 7 min czytania
Księga Morfeusza rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PROLOG
Co może spowodować nostalgie? U mnie? Niemoc w zabiciu zwykłego człowieka. To jest odpowiedź na to właśnie pytanie. Gdyby mój ojciec wiedział, że zakochałem się w zwykłej kruchej ludzkiej istocie wygnał by mnie z rodziny, ale zacznijmy od początku.
Urodziłem się w 1993 roku w Maroku w bogatej rodzinie ambasadora. Mój ojciec ten prawdziwy ojciec - teraz to tak dziwnie brzmi - nie interesował się tym, że ma syna, a matka miała swój własny świat. Wychowywali mnie nasz lokaj i moja niania, moja można tak rzec prawdziwa matka. Ogólnie moje dzieciństwo nie jest aż tak ważne. Im byłem starszy tym mniej mi to przeszkadzało chociaż po części to pchnęło mnie to próby samobójczej. Miałem wtedy 18 lat i gdyby nie on nie opowiadał bym teraz tego. Pamiętam to jak by to było dzisiaj. Była ciemna deszczowa noc siedziałem na skraju wieżowca w którym mieszkałem. Lało jak z cebra nie było nic widać w odległości dwudziesty metrów. Zrobiłem rachunek sumienia przeprosiłem Boga za to co zamierzam zrobić. Bo teraz wiem, że Bóg nie lubi samobójców i dziwek. Wstałem i stanąłem na skraju budynku. Uniosłem głowę do góry, po twarzy spływały mi lodowate strugi deszczu. Deszcze oczyszcza umysł i ciało, już miałem zrobić krok kiedy usłyszałem cichy ale donośny głos. Wystraszyłem się nie na żarty i prawie bym spadł z myślami o tym właśnie głosie gdyby nie to, że właściciel tego głosu pociągnął mnie do tyłu. Kiedy spojrzałem do góry ujrzałem twarz ukrytą w cieniu kaptura. Tajemnicza postać podniosła mnie z ziemi. Ogarnął mnie paniczny strach, ale jego głos był taki kojący. Ten dzień był dniem mojego wyboru, wydawało by się dosyć trudnego, ale chyba nie dla mnie. Ta dziwaczna postać przedstawiła mi się jako Mars - wtedy dla mnie to było dość osobliwe imię- i powiedział, że zostałem wybrany jako jeden z wielu, ale muszę sam podjąć czy chce zmienić całe swoje życie. Tamtej nocy wszystko co by mi zaproponował Mars przyjął bym z rozkoszą. Zadał mi pytanie “Czy jestem gotowy wybrać życie czy śmierć”. Wybrałem śmierć. Tak śmierć była dla mnie wtedy kusząca, ale nie wiedziałem jeszcze, że zanim umrę czeka mnie piekło na ziemi.
ROK 2145
I
Obudziło mnie szarpanie za ramiona i głos należący do mojego kumpla - Wstawaj! Dante cholera wstawaj! Szef nas wzywa musimy stawić się u niego migiem! - Co się dziej? Spytałem - Jakaś nagła akcja jeszcze nie wiem gdzie Mars każe się stawić całej drużynie uderzeniowej. - Co aż całej co się dzieje?! - Mówię ci ubieraj się i chodzi. Wciągnąłem na siebie szybko swój mundur. I pobiegłem za Virgilem. Stanęliśmy przed pokojem Marsa cała drużyna uderzeniowa. Zastanawiała mnie tylko jedna myśl czemu wzywany jest cały najlepszy odział i to w środku nocy. Drzwi się otworzyły i weszliśmy do pokoju urządzonego w XVII wiecznym stylu. Całego obłożonego boazerią i z duża ilością obrazów w pozłacanych ramach. Mars siedział za mahoniowym biurkiem tyłem do nas. Odwrócił się, a w jego miodowych oczach było widać strach a za razem podekscytowanie. Powiedział drżącym głosem: - Słuchajcie panowie i panie zaraz przeniesiemy się do głównego szefostwa. Przez cała grupę przebiegł cichy pomruk niepokoju. - Do głównego szefostwa? Zapytała się z niepewnością w głosie Charlott. - Tak coś się dzieje i nas