Fantastyka · 11 min czytania
Księżyc we krwi - Przemiana ; Rozdział II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Rozdział 2
- Jakim cudem poruszasz się tak szybko? - powtórzyłam pytanie gdy tylko wyruszyliśmy spod skraju lasu. - Jakoś tak wyszło. - odparł, a ja zrezygnowałam z dalszej rozmowy. Z radia płynęła spokojna, delikatna, wręcz liryczna piosenka. Jej melodia, grana na pianinie była nadzwyczajna, a słowa przemawiały do mnie jakby przenikały prosto do mojego serca... ..." And i bleed... i bleed. And i breathe... I breathe no more "... Zapragnęłam ją zagrać - teraz, natychmiast. Na myśl o grze, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Co to za piosenka? - zapytałam spoglądając na Camerona. - "Breathe no more" - odparł - zmienię ją. - Nie! Podoba mi się. - powiedziałam szybko i delikatnie odsunęłam jego dłoń od radia. Gdy tylko dotknęłam jego dłoni, jego oczy zmieniły się. Stały się jakby czerwone. A palce mocno zacisnęły się na kierownicy.
- To tylko mi się przywidziało. - pomyślałam odwracając od niego wzrok. Spojrzałam już któryś raz tej nocy w niebo. Błyskawice raz po raz przecinały czarną przestrzeń, zasłoniętą burzowymi chmurami. Dom był coraz bliżej nas. Im bliżej tym więcej szczegółów mogłam dostrzec. Rzeźbiona brama, otwarta na ościerz, duży dom, o kilku wieżach, z kamiennymi ścianami, które od frontu porośnięte były pnącym bluszczem. Wjechaliśmy na posesję.
- Jesteśmy na miejscu. - Cameron przerwał milczenie, a ja wciąż obserwowałam budynek przede mną. Ten dom, jak na mój gust nie był zwyczajny, nie był nawet willą. Wyglądał raczej jak jakiś pałac lub zamek. Musiał być zbudowany wiele lat temu. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwiczek od strony pasażera.
- Możesz iść? - zapytał troskliwie i pomógł mi wysiąźć z auta. - Spróbuję. - odparłam dziarsko i zrobiłam jeden krok do przodu, a ból znów dał o sobie znać. - Ałć. - syknęłam pod nosem. Cameron natychmiast pojawił się koło mnie. - Pomogę ci. Trzymaj się. - powiedział delikatnie biorąc mnie na ręce.
Wniósł mnie do salonu i posadził na skórzanej sofie.
Część 22 / 3
- Zaraz wracam. - rzucił i wyszedł z pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Skórzana sofa i fotele. Czewona, wzorzysta tapeta, zdobiony marmurowy kominek i dywan z niedźwiedziego futra. Na ścianach zawieszone były obrazy jakichś majestatycznych postaci ubranych w piękne stroje z epoki wiktoriańskiej. Na drewnianych komodach i na środku stołu stały bukiety róż. Nie byle jakich: czarnych i krwistoczewonych jak te koło... mojego grobu. Na samą myśl o tym, moje ciało przeszył przeraźliwy dreszcz. Ogień w kominku strzelał wesoło i łagodnie oświetlał czerwone ściany co wywoływało uczucie bardzo przytulnego miejsca, ale obrazy i róże kompletnie zmieniały ten nastrój.
- Więc zobaczmy co tak naprawdę się stało. - usłyszałam wesoły głos Camerona - nie ma krwi, ale kostka jest skręcona. Muszę ją unieruchomić.
Wzruszyłam ramionami.
To nie moja wina, że kompletnie nic nie widziałam w tym lesie. Było zdecydowanie za ciemno. A to wszystko co mnie dzisiaj spotkało... może to tylko sen? Zły sen? - Nie jestem martwa... prawda? - zapytałam cicho. Blondyn wzniósł lekko głowę, spojrzał mi w oczy i pewnym głosem odpowiedział: NIE. - To dlaczego... - Sam chciałbym wiedzieć. - urwał mi w połowie zdania - Ale lepiej będzie jeśli zostaniesz tutaj na noc. Ta burza zapowiada się na gorszą. - No... Nie wiem... moi rodzice pewnie się martwią... - odparłam spoglądając w stronę obrazu wiszącego nad kominkiem. Był to obraz dwojga ludzi w średnim wieku. Blond włosej kobiety i czarnowłosego mężczyzny, w wiktoriańskich strojach. Mężczyzna trzymał dłoń kobiety w swoich dłoniach. - Kim oni są? - zapytałam, a Cameron odpowiedział natychmiast, nawet nie patrząc w miejsce w które padał mój wzrok:
- To moi rodzice. Zginęli w wypadku... kilka... lat temu. - Przepraszam, nie wiedziałam. - odparłam ciszej. - Nic się nie stało. Skąd niby mogłaś wiedzieć? - spytał, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami. - Ale dlaczego są na obrazie? Przecież teraz robi się zdjęcia... - zapytałam tak bardziej siebie samą, ale on i tak usłyszał. - Wiem, tylko że... sam to namalowałem... Po ich śmierci.
Muszę przyznać, miał ogromny talent. Było mi jednak go żal. Na oko miał z 17 - 18 lat. - Teraz mieszkasz tu sam? - ciągnęłam rozmowę dalej. Wydawało mi się to dziwne, bo w ciągu ostatnich lat nie było nic o tragicznej śmierci jakiegokolwiek małżeństwa w tej okolicy. - Nie. Z Drakem, moim bratem. No i jest jeszcze Elisabeth. - odparł, a jego spojrzenie pobiegło ponad sofą, prosto w wejście do pokoju. W jednej chwili jakaś szczupła dziewczyna przeskoczyła na jednej ręce przez oparcie sofy i wylądowała tuż obok mnie.
Część 33 / 3
- Witaj jestem Elisabeth. - powiedziała ruda akrobatka wyciągając dłoń w moją stronę. Uścisnęłam jej dłoń odpowiadając: - A ja Amy.
Oczy tej dziewczyny stały się czerwone, tak samo jak wcześniej Camerona. Natychmiast obróciła głowę i zachichotała nerwowo. - Przepraszam, jeśli cię wystraszyłam. Ostatnio mam chyba jakąś alergię. - wyznała i powoli obracają głowę w naszą stronę. A blond włosy chłopak sztyletował ją wzrokiem. - Jesteś ich siostrą? - zapytałam nowoprzybyłą, która na te pytanie odpowiedziała perlistym śmiechem. - Nie. Jestem ich przyjaciółką.
- Jakiś czas temu zamieszkała z nami. - wtrącił się Cameron i posłał porozumiewawczy uśmiech do Elisy. - Powinnaś się przebrać. Twoja suknia jest kompletnie przemoczona.
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Nie tylko postaci na obrazach, ale i my wszyscy byliśmy ubrani w te wiktoriańskie stroje.
- Chodź. Dam ci nowy strój. -