Horror · 2 min czytania
KSZYRZACY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Kszyrzacy” Kondukt pogrzebowy powoli opuszczał kościelną bramę kierując się w stronę cmentarza ulicą Tysiąclecia. Świeciło wrześniowe słońce, liście leniwie opadały pod nogi licznych żałobników opłakujących nagłe odejście wielce szanowanego lekarza. Lekarza, którego tuż przed śmiercią pokąsał wampir. Jednak nikt z obecnych nie mógł o tym wiedzieć. Nikt też, nie dostrzegał nic podejrzanego w czterech mężczyznach niosących trumnę, z których to dwóch szło w wytartych glanach, jeden w oblepionych gnojem gumiakach a ostatni w onucach z koca i kawałków dętki rowerowej. Chudy jak zapałka ksiądz o długich, siwych włosach i z kawałkiem peta w gębie także nie wydawał się zbyt podejrzany. Bo któż mógłby spodziewać się faktu, że obsługa pogrzebu z księdzem proboszczem na czele grzecznie sobie śpi związana w kościelnej zakrystii. - Ciekawe jak się z tego wykaraskamy – syknął Jarula lekko skrzywiony…