Fantasy · 6 min czytania
Kto zajmie się Skazą?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszędzie wokół światło… a ja klęczę, dłońmi opieram się na ziemi, choć ta też jest tylko kolejną ściana bieli i jasności. Głowę mam opuszczoną… moje ubranie… wydaje się być kilkoma szmatami, które jakimś cudem utrzymują się na mnie… kilka metrów przede mną leży mój miecz. Trwam w tym stanie już kilka godzin. Wpatruję się w dal, o ile takowa tutaj istnieje… co jakiś czas zmieniam pozycję… kładę się, potem nagle dostaję szaleńczego napadu gniewu… ale nie ma w co uderzyć. Dalej znów klękam i chowam głowę w dłoniach. Zupełnie jakbym delektował się tym bólem, cierpieniem, strachem, jakbym smakował rozbicie duchowe niczym najsłodszy owoc.
Kilkanaście metrów przede mną pojawia się stół. Zwykły, dębowy stół. Niedaleko dalej, z jasności wyrasta ceglana ściana. Wstaję powoli. Dokładnie poprawiam ubranie. Płaszcz i kurtkę układam na ziemi, na nich składam miecz. Poprawiam kołnierz czarnej koszuli, z długimi rękawami. Włosy odgarniam do tyłu. Wyginam palce, a kości głucho strzelają. Złym okiem, pełnym obłędu i gniewu wpatruję się. Wpatruję się w pierdolony stół. Unoszę prawą rękę. Siłą woli unoszę stół do góry i gwałtownie popycham go na ścianę. Z trzaskiem łamie się na kilka części. - Więcej. Pojawia się wnętrze całego mieszkania i kilka sekund później, jest już zmasakrowane. - Więcej. Pojawiają się kolejno, cały niewielki dom, mały las (który szybko staje w ogniu), oraz wiele, wiele różnych przedmiotów, które zostają zmiażdżone, rozgniecione i połamane, moim umysłem, który jest przedłużeniem dłoni… - WIĘCEJ!!!!
Pojawia się Aleksander Seize. Wysoki, bardzo dobrze zbudowany i umięśniony, łysy mężczyzna, ubrany w proste więzienne szaty. Ręce ma skute z przodu. Złapany przez moich ludzi trzy dni temu. Od kilku miesięcy ścigany listem gończym. Za kilkunastokrotne morderstwo z wyjątkową brutalnością, został natychmiast skazany na śmierć. Wyrok byłby jednoznaczny, nawet gdyby na koncie nie miał wielu innych przestępstw. No i to, że miał przy sobie kontrakt na moją głowę, też niezbyt mu pomogło. Przypatruję mu się przez chwilę, po czym dziwnie brzmiącym głosem pytam się: - Boisz się mnie? - Jestem gotów na śmierć. - To niedobrze. Wyrzucam prawą rękę do przodu, odnajduję myślą Aleksandra, który jest gdzieś niedaleko, w przestrzeni, po czym rzucam nim kilkanaście metrów do tyłu. Powtarza się to kilka razy, więzień jest obrzucany różnymi przedmiotami, ciskam nim samym o ściany, podrzucam do góry i pozwalam spadać z hukiem na ziemię. Gdy jest już tak zmaltretowany, że ledwo stoi, przyciągam do siebie miecz, który momentalnie przelatuje te kilkanaście metrów i ląduje mi w dłoni. Seize patrzy na mnie spode łba. Widzę obficie krwawiącego człowieka.. widzę zwierzę, które ma pogruchotane kończyny i który najwyraźniej chce mnie wkurwić, zanim zdechnie. - Zobaczysz skurwielu… ktoś Cię kiedyś dopadnie… ciebie i tę twoją bandę, już sobie…