dla-dzieci · 11 min czytania
Ku gwiazdom – część II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miś i Pinokio zasiedli w szybowcu. - W droooogę! - ktoś rzucił komendę. Nadeszła upragniona chwila. Statek powietrzny oderwał koła od ziemi i śmiało wzbił się w górę. Błękitne niebo nad Krainą Niekończącej się Bajki powoli ciemniało, pędzące, puszyste chmury traciły kształty, niby zwyczajna rzecz, ale Miś otworzył ze zdziwienia usta. Białe skrzydła szybowca przecinały powietrze. Wróble i kawki dawno już spały, tylko Ptaszek wskazywał kierunek, frunął wysoko, ścigając się z wiatrem. – Ten szum w uszach nie ma sobie równych. - odezwał się Miś. - Nie tylko tobie w uszach gwiżdże! To wiatr. Nie zapiąłeś pasów bezpieczeństwa i nie domknąłeś klapy! - Ojej, nie zauważyłem, he, he… myślałem, że to obowiązek kogoś innego. - Może, ci pomóc pluszaczku? – zaćwierkał Ptaszek. - Dobra! Dobra! – Miś odburknął, był zły na swoją nieostrożność. W drewnianym pajacyku odezwała się dusza pilota. Z bijącym sercem, wyciągnął rękę, ostrożnie dotknął steru Szybowca, oczy mu błyszczały ze szczęścia. Prędkościomierz pokazywał jak należy, mechanizm działał bez zarzutu. Pinokio siedząc wygodnie w kabinie nie posiadał się z dumy, szybko zachwyt okazał się większy niż strach. Szybowiec wziął kurs na południe. Byli coraz bliżej Wielkiej Przygody, wyobraźnia małych wędrowców podsyłała coraz ciekawsze obrazy. Gwiazdy jak świeczki widniały na niebie, srebrzyły się światłem księżyca. Widok z lotu ptaka skupił uwagę Misia. Przed jego oczami rozgrywał się cudowny, wieczorny spektakl. Nie mógł oderwać wzroku od cudownych krajobrazów zmieniających się jak w kalejdoskopie, patrzył jak zahipnotyzowany. Miasto, które znał tylko ze znaczków pocztowych, ożywało paletą kolorów. Domy jak paciorki, nanizane na błyszczące światłami sznurki dróg, w światłach wieczoru mieniły się jak najpiękniejsza biżuteria. Nieziemski widok Miś zapragnął utrwalić na zdjęciu, wyciągając pospiesznie smartfona z kieszeni, niechcący puścił dźwignię szybowca. Statkiem zatrzęsło, stracił równowagę. Przerażony Miś pobladł, łapki mu drżały. - To tylko małe turbulencje, można się do nich przyzwyczaić. Pinokio pocieszał, jak umiał strapionego przyjaciela. Pluszak nie mógł wydobyć z siebie słowa, zbierało mu się na mdłości. - Mamy za sobą przeszło dwa tysiące kilometrów, przelecimy jeszcze sto i jesteśmy na miejscu. Dacie radę? - zapytał spłoszony Szybowiec. - Z palcem w nosie.- rzucił Pajacyk i zadarł głowę ku niebu. - Pinokio nawet w trudnej sytuacji nie traci przytomności umysłu. Miś patrzył z zazdrością na przyjaciela, chciał go zapytać o tyle rzeczy... Przestało rzucać Szybowcem. Uśmiech ulgi pojawił się w czarnych oczach z guzików. - Kochani! Zatoczymy jeszcze dwa koła i lądujemy w Liliowym Zaułku. Tam mieszka Astronom - Poeta. Reszty dowiecie się na miejscu. – dokończył Szybowiec. Wieść o przybyciu Misia i Różowego Pinokia lotem błyskawicy rozeszła się po okolicy. Tu i tam zapaliły się światła. Ludzie zaczęli podchodzić do okien. Szybowiec obniżał lot, opadając szukał lądowiska. Z zasłony chmur wyłonił się wzniesiony ze szkła i czerwonej cegły, okazały budynek, z wysoką, strzelistą basztą. W miarę jak się zbliżali, robił się coraz większy i większy. Różane krzewy odurzały zapachem, słychać było szum wody strumyka. Na tarasie domu patrzyły w niebo smukłe lunety i potężne teleskopy, wszystkie wsparte na mocnych statywach. Miś z nieukrywanym zainteresowaniem rozglądał się wkoło. – Hm, Hm... nie jestem pewien, ale to chyba jest planetarium. – stwierdził poważnym głosem. - Ptaszku - wtrącił Szybowiec - Leć szybko do okien domu, zobacz czy jest gospodarz. Ja nie mogę, bo i jak? - dodał. Ptaszek zniknął w oknie domu. Nie wracał. Zniecierpliwiony Pinokio ruszył przodem, Miś dwa kroki za nim. Pochód zamykał opasły rudy kot. Nie wiadomo kiedy się przyplątał. Masywne drzwi zapraszały do wejścia. - Przepraszamy za spóźnienie – rzucił Pinokio – troszkę zgadaliśmy się w tym kosmicznym zamęcie. - Kosmiczny zamęt i zachwyt to dopiero będą. – rzekł gospodarz ciepłym głosem. Pinokio obserwując płynny, niespieszny chód postawnego mężczyzny, szybko tremę zostawił na progu. W oczach Astronoma pojawiły się iskierki, z ciekawością przyglądały się wchodzącym wędrowcom, a uśmiech zdawał się pozdrawiać. - To niezwykle ważne miejsce.- szepnął Miś. Oszołomieni zaczęli rozglądać się po szklanym pokoju. Na ścianach widniały rysunki i schematy nieznanych przyrządów oraz dziwne notatki, napisane czarnymi literami. Tajemnicze znaki zdobiły pożółkłe karty papieru. Obok regału wisiała olbrzymia mapa przedstawiająca planety i gwiazdy ułożone w Mlecznej Drodze. Wszędzie leżało zatrzęsienie książek. Niektóre były bardzo stare, o wyblakłych upływem czasu okładkach. Czarne biurko a na nim ołówki, pióra i lupy leżały rzucone w nieładzie. W rogu pokoju wesołym ogniem płonął kominek. Miś patrzył z niedowierzaniem. Nigdy, wcześniej nie widział tylu ciekawych przedmiotów, skupionych w jednym miejscu. Podszedł do biurka wziął w łapkę leżącą lupę. - Duża, z metalową, niklowaną ramką i taką samą rączką. Pokój oglądany przez szkło powiększające wygląda zupełnie inaczej. Miś mógł dobrze się przyjrzeć się detalom rozmaitych, ciekawych przedmiotów. - Dobrze się czuję w tym gościnnym domu. Tu słowa wierszy wlatują i wylatują jak