Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 11 min czytania

Ku gwiazdom -część III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mała dziewczynka nie śpi. Zamyślona, stoi uczepiona rączkami okiennego parapetu, z oczami szeroko otwartymi na gwiazdy, tkwi w radosnym oczekiwaniu. Białe firanki szeleszczą poruszane letnim wietrzykiem. Bose stopy dotykają podłogi. Ma w sobie naturalną ciekawość, otwartość, nie ukrywa radości, słodkie uśmiechy śle ku niebu. Miękkie światło księżyca odpowiada jej tym samym. Jest moim zadziwieniem, podarunkiem, cudem, który dorośnie. Do moich uszu dochodzi cichutki szept:

– Pinokio, chcę jeszcze usłyszeć jak się śmiejesz! Misiu, czy mi opowiesz, co dzisiaj widziałeś?

Nie wiem, co zrobić, czy coś powiedzieć, czy dotknąć jej ramienia. Łapię za klamkę, zgrzytają uchylone drzwi. Wchodzę nieśmiało.

– Tak, słucham? - pyta spłoszona.

Napotykam spojrzenie wielkich, rozmarzonych oczu.

- Kochanie, po Krainie Niekończącej się Bajki będziesz wędrować jeszcze długo. Świat bajki nie ma granic podobnie jak Wszechświat. Różowy Pinokio i Miś na pewno powrócą, ale jeszcze nie teraz. Chodź, mocno przytulimy poduszkę, poczekamy, aż cudowny sen nas zmorzy.

****

Tysiące kilometrów od domu Zosi, statek powietrzny z Misiem i Różowym Pinokiem na pokładzie szybował w przestworzach. Drogę wskazywały mu światełka gwiazd. Malowały na niebie długie, świetlne refleksy. Godziny płynęły powoli, wydawały się niekończącą się opowieścią. Ciszę kosmosu od czasu do czasu przerywał tajemniczy głos. W niepojęty sposób odbijał się echem od planet, wracał i przemykał tuż obok Szybowca, brzmiał w uszach jak najpiękniejsza muzyka.

- Czerwony Mars jest blisko. Nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę. - odezwał się cicho Pinokio.

Serduszko Misia zaczęło bić jak oszalałe. Nie mógł opanować gonitwy myśli, w jego pamięci wciąż przewijały się słowa wiersza Astronoma- Poety.

„Rdzawo-czerwony i tajemniczy wzbudzał nadzieje na życia ślady. Po bogu wojny imię dziedziczy rdzawo-czerwony i tajemniczy”.*)

Szybowcowi z trudem udało się wylądować. Nagle świat otaczający Misia i Pinokia stał się zupełnie inny. Czerwoną planetę spowijała delikatna mgła, chłodna wilgoć i trudny do uchwycenia miły zapach. Już nic nie dzieliło małych wędrowców od śpiących wulkanów, głębokich dolin, wąwozów, rozległych pustyń i polarnych czap lodowych. Wiał zimny wiatr, podmuchem zerwał z głowy Pinokia różową czapeczkę i szybko zdmuchnął błękitną mgłę. Pajacyk wdrapał się na stertę kamieni. Na zachodzie zapadał zmierzch, kładł się olbrzymimi cieniami na nagich zboczach wzgórz

- Tam mogą być duchy, duchy pierwszych ludzi, pomyślał. Skaliste pagórki stawały się coraz wyższe i dziksze, piętrzyły się jak fale na morzu. Ich długie łańcuchy tonęły w sino-szarej dali. Blask zachodzącego słońca płynął przez przestworza niczym język kutego żelaza. Wyszczerbione szczyty wzgórz pokrywały wieczne śniegi.

- Niesamowite widoki! O, tam na horyzoncie sterczy jakaś góra. - zauważył Pinokio.

Przyglądał się rdzawej górze z zachwytem i niedowierzaniem, nigdy nie widział równie pięknej.

- Lecę zobaczyć ją z bliska! - zaćwierkał Ptaszek prostując zziębnięte skrzydełka.

Pluszak ze wzrokiem wbitym w horyzont próbował rozgrzać skostniałe łapki. Z lewej strony widniały strome skały, przypominały wieżyczki o wymyślnych kształtach.

- To jest zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.- wzdychał raz po raz.

Zajęty oglądaniem dziwnych, niezwykłych krajobrazów nie spostrzegł spadającej z góry sieci. Gruba pajęczyna w mgnieniu oka oplotła małych podróżników. Znaleźli się w metalowej pułapce, uwięzieni przez jakieś nieznane istoty. Jak do tego doszło? Nie wiadomo, skąd się wzięły? Pojawiły się niepostrzeżenie, zbliżając się, wydawały dziwne dźwięki, podobne do ptasiego śpiewu. Najwyższa, jednooka istota miała niespełna metr wzrostu. Pozostałe były dużo mniejsze, szczelnie pokrywał je zielony, błyszczący puch, na dużych głowach sterczały dziwne antenki. Nie wyglądały na zagniewane, jednak trudno było uznać nową sytuację za bezpieczną.

- Za moment, pochłonie nas zielona gromada dziwnych stworzeń o dużych głowach i długich stopach. Wolę nie mieć z nimi nic wspólnego. – wyjąkał Różowy Pinokio.

Pajacyka ogarnął lęk, stanął z twarzą w dłoniach, nogi jakby przyrastały do ziemi. Przestraszony Ptaszek wzbił się w górę i gdzieś odleciał. Szybowiec oniemiał z wrażenia, opuścił białe skrzydła. Zaległa przejmująca cisza. Tylko mały Miś nie dawał za wygraną.

- Trzeba na wszystko patrzeć z uśmiechem. Nie powinniśmy pokazać, że się boimy. - oznajmił półgłosem.

Chciał pokazać, jaki jest dzielny. Z przepastnej kieszeni spodenek szybko wyjął lupę i zaczął uważnie lustrować dziwne istoty, od stóp do głów.

- Do licha... Co to jest?

Zielone stworki wytrzeszczyły wyłupiaste oczy wpatrując się w pluszaka i dziwny, połyskujący przedmiot.

– Nie wyglądają na roboty, ani na duchy i mają takie fajne futerka! Czy, aby nie nasiąkają wodą? – Mówił półgłosem, z rozbrajającym uśmiechem. Pajacyk słysząc słowa Misia, poczuł, że jeszcze chwila i wybuchnie. Ostry nos drewnianej kukiełki poczerwieniał ze złości.

- Skąd woda na takim pustkowiu? Tkwimy, zamknięci w żelaznej klatce i to ma być początek Wielkiej Przygody! - wrzasnął.

- Tfu, ale nas przestraszyłeś. Nie krzycz! Nie rób tego więcej. - Surowym głosem odezwała się najbliżej stojąca, mała, zielona istota.

Omiotła Pinokia przenikliwym spojrzeniem, ukazując w krzywym uśmiechu rząd lśniących, białych zębów. Pomimo, że wyglądała całkiem przyjaźnie, pajaca ogarnęło niejasne przeczucie.

- Kim ty właściwie jesteś?

Serce pajacyka waliło mu jak młotem. Z każdą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ku gwiazdom -część III — czytnik · opowiadania